17-12-2020, 12:46
Skądś szedłem, już nie pamiętam, bo to w połowie snu. Chciałem w coś lub kogoś uderzyć energią. Udało się, ale słabo. Z ręki wyleciały mi mętne fioletowe kule, podobne raczej do dużych baniek mydlanych. To było chyba przy ogrodzonym boisku. Myślałem, gdzieś pójść, ale to za daleko, sen by mi się skończył zanim bym doszedł. Szły jakieś dzieci. Na ulicy znalazłem jakieś przedmioty zamknięte w plastikowych jajeczkach. Otworzyłem. W jednym była piłka kauczukowa, a wewnątrz niej zatopiona scenka z niebieskim motylem lecącym nad kwiatkami. W drugim były dwa płaskie okrągłe magnesy, wielkości prawie dłoni. Zaszedłem do pizzerii. Zrobiło się od razu cieplej. Na ladzie leżało w prostokątnym naczyniu coś jakby spaghetti w sosie pomidorowym albo może lazania, nie wiem. Wziąłem trochę ręką do spróbowania. Niby coś czułem, ale chyba jednak było sennie bezsmakowe. Wyszedłem i poszedłem na lewą stronę, gdzie był fryzjer (w rzeczywistości jest to po prawej stronie). Idąc tunelem, słyszałem dźwięk nożyczek. Obracałem się na lewy bok. Obudziłem się na prawym.





