15-12-2020, 20:27
Schodziłem szkolnymi schodami razem z kilkoma osobami. Prowadziliśmy rowery. Schody zakręcały spiralnie w prawą stronę, wyglądało to jak wąska wieża. Na dole normalnie powinna być szatnia. Przez cały czas miałem uczucie, że jestem miejscem. Dziewczyna idąca za mną, śmiejąco zapytała się mnie, co ja tak dziwnie się telepię. Odpowiedziałem jej, że to nie ja, że to przecież tak się zawsze dzieje, że jak schodzi się z rowerem takimi schodami, to wtedy ściany się śmiesznie przekrzywiają i ruszają. Widziałem jak przechodzę ja razem z innymi za róg. Wiem, że tam w połowie, gdzie normalnie jest ściana, teraz są okna i my tam przechodzimy razem z tymi rowerami na jakąś otwartą przestrzeń.
Mała dziewczynka wstała z krzesła. Miała głowę wrony. Poczułem się dziwnie. W wesołych podskokach wyszła z pokoju. Za oknem był rój muszek. Poszedłem w stronę balkonu. Usłyszałem kogoś głos "Balkon to pewna śmierć". Wyszedłem głównymi drzwiami.
Poszedłem do małego sklepiku spożywczo monopolowego. Miałem coś kupić. Przy drugiej ladzie stała była właścicielka. Za nią były półki z książkami. Jeden dział był przeznaczony dla Ernesta Hemingwaya. Na drugiej półce były książki związane z naturą. Miały okładki w odcieniach zieleni ze zdjęciami drzew i innych roślin. Z tyłu słyszałem jak jakaś pani siada na krześle (w rzeczywistości nie ma tam żadnych krzeseł, ani żadnej drugiej lady) i słyszę jak mówi "Czy zastanawiała się pani, co może pani zrobić, aby ludzie tu przychodzący pili?". Zdziwiłem się, przecież na terenie sklepu jest zakaz picia alkoholu. No chyba, że chodziło o wodę mineralną albo jakieś soczki. Przeszedłem do pierwszej lady. Poprosiłem o dwie ryzy papieru. Zdjęła dwie z najwyższej półki, zza butli wody mineralnej. Zapłaciłem i wróciłem do domu. Wszedłem od razu do kuchni, nie wiadomo po co, nawet butów nie zdjąłem. Zawołałem do siostry, że przyniosłem już te ryzy...a tu patrzę, a to nie są ryzy papieru tylko dwa takie same tomy słownika wyrazów obcych w czerwonych okładkach. Od razu poszedłem z powrotem do sklepiku zamienić. Poprzedniej pani już nie było. Przyszły teraz trzy ekspedientki. Dwie były na zapleczu. Słyszałem jak mówiły, że za godzinę się zamykają. Przyszła ta trzecia podobna do tej z kosmetycznego. Dziwnie się na mnie patrzyła. Powiedziałem, że chcę te słowniki zamienić, bo wcześniej tu byłem i wziąłem te dwie ryzy papieru, a potem nie wiem co się stało, w domu się zmieniły w słowniki wyrazów obcych, a może nie zauważyłem, że od razu dostałem słowniki. Niech pani sprawdzi. Tam za panią na najwyższej półce, tam za butlami z wodą mineralną.
Mała dziewczynka wstała z krzesła. Miała głowę wrony. Poczułem się dziwnie. W wesołych podskokach wyszła z pokoju. Za oknem był rój muszek. Poszedłem w stronę balkonu. Usłyszałem kogoś głos "Balkon to pewna śmierć". Wyszedłem głównymi drzwiami.
Poszedłem do małego sklepiku spożywczo monopolowego. Miałem coś kupić. Przy drugiej ladzie stała była właścicielka. Za nią były półki z książkami. Jeden dział był przeznaczony dla Ernesta Hemingwaya. Na drugiej półce były książki związane z naturą. Miały okładki w odcieniach zieleni ze zdjęciami drzew i innych roślin. Z tyłu słyszałem jak jakaś pani siada na krześle (w rzeczywistości nie ma tam żadnych krzeseł, ani żadnej drugiej lady) i słyszę jak mówi "Czy zastanawiała się pani, co może pani zrobić, aby ludzie tu przychodzący pili?". Zdziwiłem się, przecież na terenie sklepu jest zakaz picia alkoholu. No chyba, że chodziło o wodę mineralną albo jakieś soczki. Przeszedłem do pierwszej lady. Poprosiłem o dwie ryzy papieru. Zdjęła dwie z najwyższej półki, zza butli wody mineralnej. Zapłaciłem i wróciłem do domu. Wszedłem od razu do kuchni, nie wiadomo po co, nawet butów nie zdjąłem. Zawołałem do siostry, że przyniosłem już te ryzy...a tu patrzę, a to nie są ryzy papieru tylko dwa takie same tomy słownika wyrazów obcych w czerwonych okładkach. Od razu poszedłem z powrotem do sklepiku zamienić. Poprzedniej pani już nie było. Przyszły teraz trzy ekspedientki. Dwie były na zapleczu. Słyszałem jak mówiły, że za godzinę się zamykają. Przyszła ta trzecia podobna do tej z kosmetycznego. Dziwnie się na mnie patrzyła. Powiedziałem, że chcę te słowniki zamienić, bo wcześniej tu byłem i wziąłem te dwie ryzy papieru, a potem nie wiem co się stało, w domu się zmieniły w słowniki wyrazów obcych, a może nie zauważyłem, że od razu dostałem słowniki. Niech pani sprawdzi. Tam za panią na najwyższej półce, tam za butlami z wodą mineralną.





