17-11-2020, 14:20
Przylecieliśmy nad inną planetę w statku kosmicznym. Pomieszczenie było okrągłe, całe pod oszkloną kopułą. Okrągła podłoga była wyłożona białymi kafelkami. Pani kapitan miała kryształową kulę ustawioną przed szybą. Dotykając ją i poruszając, sterowała w ten sposób pojazdem. Miała jeszcze telefon, ale to chyba nie było związane ze sterowaniem. Stałem przy szybie. Na drugim końcu tego okrągłego pomieszczenia też ktoś stał, nie wiem kto, bo było daleko. Po mojej lewej stronie były zawieszone dwie podwójne białe szafki. Uchyliłem na chwilę drzwiczki i zobaczyłem długą kartkę z powtarzającym się wyrazem "strong" lub czymś podobnym. Spytałem się po co te szafki tutaj są. Otrzymałem odpowiedź, "aby zajmowały miejsce", w sensie, żeby można było zauważyć, w którym miejscu jest szklana kopuła, bo może ktoś ma lęki, że wpadnie w pustkę. Polecieliśmy na tą planetę. Na łąkach i pomiędzy drzewami umieszczone zostały różne obiekty przypominające kopie prawdziwych budowli. Na przykład unoszące się w powietrzu piramidy i sześciany. Dolecieliśmy do jakiegoś miejsca i potem jeszcze raz szedłem przez te łąki i las, ale już pieszo. Szedłem z jakimś kolegą. Doszliśmy do skrzyżowania leśnych dróg. Po prawej było miasto, na wprost był dalej las. Poszliśmy na lewą stronę, gdzie były miejsko-wiejskie tereny. Twarzy kolegi nie widziałem, bo się, ani razu nie odwrócił, tylko za nim szedłem. Po drodze zwróciłem uwagę na miniaturki sześciennych budek z czerwonymi dachami wyrosłe jak drzewa z ziemi, ogrodzone piaskownicą, która też wyrosła. Dalej były porozkładane po dwie gałązki i obsypane brązowymi nasionami. Miały z tego wyrosnąć przez jesień miniaturowe place zabaw na tych gałęziach. Każde dziecko mogło mieć swój mały fraktalny plac zabaw. Poszliśmy dalej. Za chwilę się jednak wróciłem i zabrałem dwie gałązki z nasionami. Też chciałem mieć taką egzotyczną "roślinę", a wiedziałem, że tak normalnie to nie jest dostępne, może nawet nielegalne. Dalej natknęliśmy się na murzyńską wioskę. Jakieś dziecko stamtąd chciało nam sprzedać te nasiona za wysoką cenę. Ten kolega albo jeszcze ktoś inny kto za nami przyszedł, chciał za to sprzedać bardzo drogą pietruszkę, chyba za 89zł i jakieś inne warzywo za 60zł. Jakaś starsza pani przyszła i gadała, że trochę za drogo i nieładnie tak nabierać dzieci. Wchodzimy do okrągłej drewnianej chatki. Przy oknie jest gruba Murzynka, a na około niej skaczą rozbawione dzieci. Mam jakąś kartkę i czytam im tekst częściowo po polsku, a częściowo po angielsku. Nie wiem o czym to jest i po co to im czytam.
Maszynista zakłada na tył pociągu dodatkowy napęd, bo główny się popsuł. Pociąg odjeżdża, a maszynista zostaje na peronie, bo zapomniał wsiąść. Siedzę sobie na górze kwadratowego przedziału wysypanego piaskiem. Jest dziwnie wysoko. Siedzę jakoś tak na krawędzi nad tym przedziałem, chociaż nadal wewnątrz pociągu. Mam długi drążek od szczudeł, sięgający aż do tego piachu na podłodze. Za pomocą niego chcę przeskoczyć na przeciwległą krawędź, ale czuję lęk wysokości i za każdym razem mnie cofa. Po zatrzymaniu się pociągu znajduję się, gdzieś między budynkami na mieście. Wychodzę i idę w tłumie kogoś szukać. Wszystko jest bardzo realistycznie kolorowe.
Maszynista zakłada na tył pociągu dodatkowy napęd, bo główny się popsuł. Pociąg odjeżdża, a maszynista zostaje na peronie, bo zapomniał wsiąść. Siedzę sobie na górze kwadratowego przedziału wysypanego piaskiem. Jest dziwnie wysoko. Siedzę jakoś tak na krawędzi nad tym przedziałem, chociaż nadal wewnątrz pociągu. Mam długi drążek od szczudeł, sięgający aż do tego piachu na podłodze. Za pomocą niego chcę przeskoczyć na przeciwległą krawędź, ale czuję lęk wysokości i za każdym razem mnie cofa. Po zatrzymaniu się pociągu znajduję się, gdzieś między budynkami na mieście. Wychodzę i idę w tłumie kogoś szukać. Wszystko jest bardzo realistycznie kolorowe.





