17-11-2020, 04:03
16.11.2K20
Czas snu: <2h
...Słonecznie hurra. Jakieś nieduże miasto. Miałem ze 12 lat. Pomogłem komuś. Przyuważył to policjant z JuEsEj. Pochwalił mnie i w nagrodę dał mi jeansową bluzę oraz jednodniowe szkolenie na małego policjanta. Najpierw miałem nauczyć się jak chodzą kozaccy gliniarze. Na chodniku w kształcie cyfry 8 zacząłem chodzić w kółko i wymachiwać rękami i biodrami jak szef dzielni.
Po kilku minutach gdy już się wprawiłem przyszedł gość...wyglądający jak mój nauczyciel z licbazy Endrju... i zabrał mnie i kilka innych dzieciaków które akurat miał pod ręką do kina. Film był wojenny. Mgliście pamiętam co się w nim działo. Na pewno byli drugo-wueśkowi jankesi ratujący świat. Film był super. Wszystkim się podobał. Pamiętam jak wychodziliśmy z sali. W rogu siedziała staruszka. Płakała. Miałem z nią krótką konwersację nie pamiętam o czym. Po wyjściu z kina okazało się, że wszyscy włącznie ze mną byli o ok. 5 lat starsi. Rozeszliśmy się w swoje strony. Po kilkunastu przebytych metrach usłyszałem głos Andrzeja "Ej Paweł chodź, podwiozę Cię swoim motorem". Szybko wróciłem przed wejście do kina ale gdy tylko Andrzej mnie zobaczył powiedział (z nutą zażenowania, że myślałem, iż to o mnie chodzi) "Chodziło mi o tych dwóch Pawłów (wskazał na osoby obok siebie). Zasmuciłem się i jednocześnie wkurzyłem, bo jaka była szansa, że w naszej sześcioosobowej grupie będzie aż trzech Pawłów. Odszedłem niepyszny. Dodam, że kino wyglądało jak moja była gimbaza.
Zacząłem ustalać w głowie trasę powrotną do domu gdy nagle się obudziłem. Na 95% było to fałszywe przebudzenie. Spojrzałem na telefon. Do budzika pozostało jeszcze piętnaście minut. Uznałem, że poleżę sobie jeszcze. Zasnąłem.
Znalazłem się na statku. Płynąłem przez jezioro otoczone górami. Usłyszałem w radiu, że Szwecja właśnie anektowała Polskę. Ucieszyłem się, bo "w końcu będę mógł bez przeszkód badać skandynawskie góry osadowe" (nie, nie jestem geologiem). Gdy to pomyślałem z wody wyłonił się potwór z Loch Ness i zaczął płynąć przed mą łajbą. We śnie myślałem, że to Szwedzki stwór. Po lewej na tafli wody pojawił się zaś wielki talerz z jakimś daniem szwedzkim a w oddali inne atrybuty kraju żółto-niebieskich. Płynąłem jeszcze przez jakiś czas po czym dobiłem do brzegu. Przyjemne uczucie gdy okręt szorował stalowym dnem o kamieniste podłoże wytracając prędkość i hamując ostatecznie w połowie na lądzie. Chyba nie tak się parkuje jednostkami pływającymi ale hej to sen. Zeskoczyłem na brązowo-szare kamienie. Żeby wejść dalej w głąb lądu musiałem wspiąć się na betonowe coś, co znajduje się często nad brzegiem morza. Falochron czy inny ch*j, nwm jestem szczurem lądowym. Miało to coś z 8 metrów wysokości. Począłem wspinaczkę po linie skręconej z odzieży. Wchodząc kurczowo trzymałem się liny rękami i nogami. Lina zaczęła ocierać się o moje krocze co zaczęło sprawiać mi nie lada przyjemność. Im wyżej wchodziłem tym było przyjemniej. Niewiele już zostało do happy end'u gdy nagle obudził mnie budzik. BLAĆ...
W porównaniu do ostatnich snów ten nie był wypełniony negatywną symboliką a przynajmniej jej nie pojąłem. Mam pewne podejrzenia co do niektórych elementów ale A nie jestem w pełni pewien czy znaczyły to o czym myślę B wolę o tym nie myśleć.
Pissss joŁ
Czas snu: <2h
...Słonecznie hurra. Jakieś nieduże miasto. Miałem ze 12 lat. Pomogłem komuś. Przyuważył to policjant z JuEsEj. Pochwalił mnie i w nagrodę dał mi jeansową bluzę oraz jednodniowe szkolenie na małego policjanta. Najpierw miałem nauczyć się jak chodzą kozaccy gliniarze. Na chodniku w kształcie cyfry 8 zacząłem chodzić w kółko i wymachiwać rękami i biodrami jak szef dzielni.
Po kilku minutach gdy już się wprawiłem przyszedł gość...wyglądający jak mój nauczyciel z licbazy Endrju... i zabrał mnie i kilka innych dzieciaków które akurat miał pod ręką do kina. Film był wojenny. Mgliście pamiętam co się w nim działo. Na pewno byli drugo-wueśkowi jankesi ratujący świat. Film był super. Wszystkim się podobał. Pamiętam jak wychodziliśmy z sali. W rogu siedziała staruszka. Płakała. Miałem z nią krótką konwersację nie pamiętam o czym. Po wyjściu z kina okazało się, że wszyscy włącznie ze mną byli o ok. 5 lat starsi. Rozeszliśmy się w swoje strony. Po kilkunastu przebytych metrach usłyszałem głos Andrzeja "Ej Paweł chodź, podwiozę Cię swoim motorem". Szybko wróciłem przed wejście do kina ale gdy tylko Andrzej mnie zobaczył powiedział (z nutą zażenowania, że myślałem, iż to o mnie chodzi) "Chodziło mi o tych dwóch Pawłów (wskazał na osoby obok siebie). Zasmuciłem się i jednocześnie wkurzyłem, bo jaka była szansa, że w naszej sześcioosobowej grupie będzie aż trzech Pawłów. Odszedłem niepyszny. Dodam, że kino wyglądało jak moja była gimbaza.
Zacząłem ustalać w głowie trasę powrotną do domu gdy nagle się obudziłem. Na 95% było to fałszywe przebudzenie. Spojrzałem na telefon. Do budzika pozostało jeszcze piętnaście minut. Uznałem, że poleżę sobie jeszcze. Zasnąłem.
Znalazłem się na statku. Płynąłem przez jezioro otoczone górami. Usłyszałem w radiu, że Szwecja właśnie anektowała Polskę. Ucieszyłem się, bo "w końcu będę mógł bez przeszkód badać skandynawskie góry osadowe" (nie, nie jestem geologiem). Gdy to pomyślałem z wody wyłonił się potwór z Loch Ness i zaczął płynąć przed mą łajbą. We śnie myślałem, że to Szwedzki stwór. Po lewej na tafli wody pojawił się zaś wielki talerz z jakimś daniem szwedzkim a w oddali inne atrybuty kraju żółto-niebieskich. Płynąłem jeszcze przez jakiś czas po czym dobiłem do brzegu. Przyjemne uczucie gdy okręt szorował stalowym dnem o kamieniste podłoże wytracając prędkość i hamując ostatecznie w połowie na lądzie. Chyba nie tak się parkuje jednostkami pływającymi ale hej to sen. Zeskoczyłem na brązowo-szare kamienie. Żeby wejść dalej w głąb lądu musiałem wspiąć się na betonowe coś, co znajduje się często nad brzegiem morza. Falochron czy inny ch*j, nwm jestem szczurem lądowym. Miało to coś z 8 metrów wysokości. Począłem wspinaczkę po linie skręconej z odzieży. Wchodząc kurczowo trzymałem się liny rękami i nogami. Lina zaczęła ocierać się o moje krocze co zaczęło sprawiać mi nie lada przyjemność. Im wyżej wchodziłem tym było przyjemniej. Niewiele już zostało do happy end'u gdy nagle obudził mnie budzik. BLAĆ...
W porównaniu do ostatnich snów ten nie był wypełniony negatywną symboliką a przynajmniej jej nie pojąłem. Mam pewne podejrzenia co do niektórych elementów ale A nie jestem w pełni pewien czy znaczyły to o czym myślę B wolę o tym nie myśleć.
Pissss joŁ
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





