12-11-2020, 08:16
Wchodziłam na piękną, całkiem niepokrytą roślinnością górę z widokami wyjętymi z głowy szalonego malarza, żeby rzucać się z wysokości do wygasłego krateru wypełnionego śniegiem i pyłem. Stałam na krawędzi i nie mogłam uwierzyć, że da się przeżyć upadek z ej wysokości, ale ktoś mnie uspokajał i mówił skacz. W końcu pomyślałam whatever i rzuciłam się na plecy. Spadanie było spowolnione a upadek wcale nie bolał, ale bałam się skoczyć kolejny raz.





