06-11-2020, 16:25
6 listopada 2020
Koło 3:30 wybudziłam się z REMu. Pod powiekami ukazały się szybko zmieniające się przypadkowe ciągi i kolumny liter, dawno ich nie widziałam. Ciało było mocniej odczuwalne niż dotychczas w takich sytuacjach, również myśli wdarły się szybko do umysłu.
Podczas snu znalazłam w szafie sporo chleba, który dostałam na urodziny od kolegów z discorda. Był już bardzo stary, leżał tam kilka miesięcy.
Mama chciała zjeść jakieś ciastka z białej niejadalnej masy. Wyglądały nawet apetycznie.
W kolejnym śnie poszłam z ojcem do kościoła, który był w trakcie remontu. Przemianowano go na "Centrum Rozrywki LiDL" czy jakoś tak, nie pamiętam dokładnie. Zajęliśmy miejsca po lewej stronie, w jednej z pierwszych ławek. Ludzie siedzieli ciasno obok siebie.
Podano ciepły posiłek. Zgromadzeni przekazywali sobie butelkę z sosem. Ojciec chciał wlać mi trochę, ale zabrałam miskę i poleciało na podłogę. Nie smakowało mi, wolałabym domowy niedzielny obiad.
W pewnym momencie przy ołtarzu przejechały 2 mobilne białe rodzinne grobowce, co mnie mocno zaskoczyło.
W miejscu, gdzie powinna znajdować się szafka na święte opłatki, ujrzałam ławkę, na której siedziała czwórka rozbawionych młodych ludzi w zwykłych strojach, nawet nie ministranta. Nie było też nigdzie krzyża z wiszącym Chrystusem. Z całej typowej ceremonii tylko proboszcz się ostał taki jak przedtem. To on prowadził "mszę".
Rozdano ubrania do przymierzenia, głównie bardzo kiepskie podróbki Pumy i Adidasa, litery były w poprzestawiane. Jasnoniebieskie dżinsowe spodnie do kolan bez szlufek pasowały na mnie.
Dziwne to było spotkanie, chciałam porobić zdjęcia telefonem. Próbowałam wyłączyć flesz i dźwięk fotografowania, by dyskretnie uwiecznić szokujące wydarzenia, ale jakieś aplikacje wchodziły ze sobą w konflikt, nie udało się. Potem się obudziłam. W realu było mi przykro, że nie mam żadnych dowodów potwierdzających to, co właśnie zobaczyłam.
Koło 3:30 wybudziłam się z REMu. Pod powiekami ukazały się szybko zmieniające się przypadkowe ciągi i kolumny liter, dawno ich nie widziałam. Ciało było mocniej odczuwalne niż dotychczas w takich sytuacjach, również myśli wdarły się szybko do umysłu.
Podczas snu znalazłam w szafie sporo chleba, który dostałam na urodziny od kolegów z discorda. Był już bardzo stary, leżał tam kilka miesięcy.
Mama chciała zjeść jakieś ciastka z białej niejadalnej masy. Wyglądały nawet apetycznie.
W kolejnym śnie poszłam z ojcem do kościoła, który był w trakcie remontu. Przemianowano go na "Centrum Rozrywki LiDL" czy jakoś tak, nie pamiętam dokładnie. Zajęliśmy miejsca po lewej stronie, w jednej z pierwszych ławek. Ludzie siedzieli ciasno obok siebie.
Podano ciepły posiłek. Zgromadzeni przekazywali sobie butelkę z sosem. Ojciec chciał wlać mi trochę, ale zabrałam miskę i poleciało na podłogę. Nie smakowało mi, wolałabym domowy niedzielny obiad.
W pewnym momencie przy ołtarzu przejechały 2 mobilne białe rodzinne grobowce, co mnie mocno zaskoczyło.
W miejscu, gdzie powinna znajdować się szafka na święte opłatki, ujrzałam ławkę, na której siedziała czwórka rozbawionych młodych ludzi w zwykłych strojach, nawet nie ministranta. Nie było też nigdzie krzyża z wiszącym Chrystusem. Z całej typowej ceremonii tylko proboszcz się ostał taki jak przedtem. To on prowadził "mszę".
Rozdano ubrania do przymierzenia, głównie bardzo kiepskie podróbki Pumy i Adidasa, litery były w poprzestawiane. Jasnoniebieskie dżinsowe spodnie do kolan bez szlufek pasowały na mnie.
Dziwne to było spotkanie, chciałam porobić zdjęcia telefonem. Próbowałam wyłączyć flesz i dźwięk fotografowania, by dyskretnie uwiecznić szokujące wydarzenia, ale jakieś aplikacje wchodziły ze sobą w konflikt, nie udało się. Potem się obudziłam. W realu było mi przykro, że nie mam żadnych dowodów potwierdzających to, co właśnie zobaczyłam.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





