04-11-2020, 18:04
Byłam na osiedlu, na którym mieszkam, było ono większe niż w rzeczywistości. Przyjechała do mnie rodzina.
Chodziłam po trawniku wokół bloków. Rosły tam małe drzewka (albo krzewy?), skupione w grupkach, splecione jak żywopłot, posadzone w okręgach. Miały one małe żółte owoce, które spadały na ziemię. Zgięta wpół wchodziłam pod gałęzie i zbierałam owoce w ziemi. Towarzyszyło mi uczucie, że robię coś trochę złego - ponieważ rodzina twierdziła, że jak owoce leżą na trawniku, to przenikają do nich jakieś toksyny i są niejadalne. Ja osobiście w to nie wierzyłam, ale i tak starałam się, żeby nie widzieli mnie, jak je zbieram.
================================================================
Mieszkałam z rodzicami i dziadkami z obu stron w jednym domu, piętrowym, o niewielkiej powierzchni. Były tam co najmniej trzy wejścia do niezależnych, niepołączonych ze sobą części domu. Dom stał na wzgórzu, otoczony rozkopaną ziemią i kałużami błota. Na podwórku znajdował się samochód, mnóstwo złomu w kawałkach i rozsypane narzędzia jakby nie posprzątane po budowie.
Ktoś powiedział mi, że jedna z moich babć właśnie umarła.
# Ta, która w rzeczywistości nie żyje od kilku lat.
Spytałam gdzie jest ciało, pokazali mi jedno z tych wejść do domu, prowadzące do części w większości zbudowanej pod ziemią. Było tam pomieszczenie przypominające prawie opuszczony szpital ze starego filmu. Zobaczyłam na dwóch łóżkach moje obie babcie. Obie żywe. Zdziwiłam się tylko, bo wyglądały jednocześnie młodziej i starzej niż wcześniej w tym śnie.
# trudne do wyjaśnienia :/
Zauważyłam, że przestały farbować włosy i robić trwałą. Wydawały się takie bardziej wyluzowane, jakby "odpuściły sobie", uwolniły się od całego stresu i zmartwień. Miałam świadomość, że one przekroczyły jakiś punkt, po którym po prostu chciały odpocząć i korzystać z tego ostatniego etapu życia, który im został.
================================================================
Trwały przygotowania do jakiejś rewolucji. Byłam w ruchu oporu. Najpierw naradzałam się z jakąś wysoką młodą kobietą, kimś w rodzaju dumnej królowej elfów z filmu fantasy. Ona powiedziała mi, że musimy udać się do domu rodziców Edwarda Snowdena i tam odbyć naradę wojenną i dołączą tam do nas inni wyżsi członkowie ruchu oporu.
Przechodziłyśmy przez ciąg pomieszczeń, jakby komnat w lochu w przeszkodami. W ostatnim takim pomieszczeniu przy jednym końcu w podłodze była wyrwa a pod nią przepaść wypełniona mgłą. Nad przepaścią wisiały duże sześcienne bloki. Miałyśmy przejść po tym do drzwi po drugiej stronie pomieszczenia. Ja nie czułam się pewnie, a moja przewodniczka była coraz bardziej zniecierpliwiona. Powiedziałam jej, że ja chyba spadnę w tę przepaść, jak będę próbować.
Rzeczywiście po kilku próbach, kiedy niestabilnie zawieszone w pustce sześciany przemieszczały się i obracały, omal nie spadłam. Widziałam, jak z mgły formują się ręce, próbujące mnie sięgnąć.
Dostałyśmy się do przejścia. Znalazłyśmy się w wielkiej hali, gdzie większość mebli i innych obiektów była gumowa i kolorowa, jak w salach zabaw dal dzieci albo jak w fabryce zabawek w kreskówkach o świętym Mikołaju. Ja sama przez chwilę stałam się taka animowana jak postać ze współczesnych "3D" animowanych filmów.
# jakiś przeskok
Wraz z innymi z ruchu oporu wędrowałam przez las i labirynt opuszczonych drewnianych budynków. W grupie byłam ja, V., Sr., Pacyfista, parę innych osób od Nerdów, moja siostra, mój były i pewna dziewczyna, która miała dziwne burzliwe relacje z moją siostrą. W pewnym momencie stało się tak, że tamta dziewczyna o coś się potknęła, upadła, tak, że leżała na ziemi. Wydawała się z tej perspektywy dziwnie pomniejszona.
Podeszłam do niej, żeby pomóc jej wstać. Powiedziałam, że chyba chcę, żeby ona była moją dziewczyną. Ktoś z Nerdów powiedział, że w takim razie to chyba Pacyfista miał rację, że aseksualni mogą być z każdym. Odpowiedziałam mu, że to o niczym nie świadczy. Miałam chaos w głowie, czułam, że sytuacja jest coraz bardziej poza moją kontrolą i że relacje w całej naszej grupie stają się coraz dziwniejsze. Wolałam skupić się na naszym zadaniu i zmusić resztę grupy do tego samego, póki jeszcze byliśmy wystarczająco zgodni i skłonni do współpracy, żeby nam się udało.
Chodziłam po trawniku wokół bloków. Rosły tam małe drzewka (albo krzewy?), skupione w grupkach, splecione jak żywopłot, posadzone w okręgach. Miały one małe żółte owoce, które spadały na ziemię. Zgięta wpół wchodziłam pod gałęzie i zbierałam owoce w ziemi. Towarzyszyło mi uczucie, że robię coś trochę złego - ponieważ rodzina twierdziła, że jak owoce leżą na trawniku, to przenikają do nich jakieś toksyny i są niejadalne. Ja osobiście w to nie wierzyłam, ale i tak starałam się, żeby nie widzieli mnie, jak je zbieram.
================================================================
Mieszkałam z rodzicami i dziadkami z obu stron w jednym domu, piętrowym, o niewielkiej powierzchni. Były tam co najmniej trzy wejścia do niezależnych, niepołączonych ze sobą części domu. Dom stał na wzgórzu, otoczony rozkopaną ziemią i kałużami błota. Na podwórku znajdował się samochód, mnóstwo złomu w kawałkach i rozsypane narzędzia jakby nie posprzątane po budowie.
Ktoś powiedział mi, że jedna z moich babć właśnie umarła.
# Ta, która w rzeczywistości nie żyje od kilku lat.
Spytałam gdzie jest ciało, pokazali mi jedno z tych wejść do domu, prowadzące do części w większości zbudowanej pod ziemią. Było tam pomieszczenie przypominające prawie opuszczony szpital ze starego filmu. Zobaczyłam na dwóch łóżkach moje obie babcie. Obie żywe. Zdziwiłam się tylko, bo wyglądały jednocześnie młodziej i starzej niż wcześniej w tym śnie.
# trudne do wyjaśnienia :/
Zauważyłam, że przestały farbować włosy i robić trwałą. Wydawały się takie bardziej wyluzowane, jakby "odpuściły sobie", uwolniły się od całego stresu i zmartwień. Miałam świadomość, że one przekroczyły jakiś punkt, po którym po prostu chciały odpocząć i korzystać z tego ostatniego etapu życia, który im został.
================================================================
Trwały przygotowania do jakiejś rewolucji. Byłam w ruchu oporu. Najpierw naradzałam się z jakąś wysoką młodą kobietą, kimś w rodzaju dumnej królowej elfów z filmu fantasy. Ona powiedziała mi, że musimy udać się do domu rodziców Edwarda Snowdena i tam odbyć naradę wojenną i dołączą tam do nas inni wyżsi członkowie ruchu oporu.
Przechodziłyśmy przez ciąg pomieszczeń, jakby komnat w lochu w przeszkodami. W ostatnim takim pomieszczeniu przy jednym końcu w podłodze była wyrwa a pod nią przepaść wypełniona mgłą. Nad przepaścią wisiały duże sześcienne bloki. Miałyśmy przejść po tym do drzwi po drugiej stronie pomieszczenia. Ja nie czułam się pewnie, a moja przewodniczka była coraz bardziej zniecierpliwiona. Powiedziałam jej, że ja chyba spadnę w tę przepaść, jak będę próbować.
Rzeczywiście po kilku próbach, kiedy niestabilnie zawieszone w pustce sześciany przemieszczały się i obracały, omal nie spadłam. Widziałam, jak z mgły formują się ręce, próbujące mnie sięgnąć.
Dostałyśmy się do przejścia. Znalazłyśmy się w wielkiej hali, gdzie większość mebli i innych obiektów była gumowa i kolorowa, jak w salach zabaw dal dzieci albo jak w fabryce zabawek w kreskówkach o świętym Mikołaju. Ja sama przez chwilę stałam się taka animowana jak postać ze współczesnych "3D" animowanych filmów.
# jakiś przeskok
Wraz z innymi z ruchu oporu wędrowałam przez las i labirynt opuszczonych drewnianych budynków. W grupie byłam ja, V., Sr., Pacyfista, parę innych osób od Nerdów, moja siostra, mój były i pewna dziewczyna, która miała dziwne burzliwe relacje z moją siostrą. W pewnym momencie stało się tak, że tamta dziewczyna o coś się potknęła, upadła, tak, że leżała na ziemi. Wydawała się z tej perspektywy dziwnie pomniejszona.
Podeszłam do niej, żeby pomóc jej wstać. Powiedziałam, że chyba chcę, żeby ona była moją dziewczyną. Ktoś z Nerdów powiedział, że w takim razie to chyba Pacyfista miał rację, że aseksualni mogą być z każdym. Odpowiedziałam mu, że to o niczym nie świadczy. Miałam chaos w głowie, czułam, że sytuacja jest coraz bardziej poza moją kontrolą i że relacje w całej naszej grupie stają się coraz dziwniejsze. Wolałam skupić się na naszym zadaniu i zmusić resztę grupy do tego samego, póki jeszcze byliśmy wystarczająco zgodni i skłonni do współpracy, żeby nam się udało.





