27-10-2020, 20:15
Szedłem razem z mamą i siostrą obok lasu, tego na nieco większej górce. One szły między drzewami i ich mało widziałem. Ja szedłem przy chodniku, czy raczej przy ścieżce błotnej, bo chodnika już nie było. Obserwowałem jakieś zwierzątka podobne do żółwi bez skorupy, poruszające się w tym błocie w kierunku ulicy, której chyba też już nie było. Schowane tu siedziały w tym lesie od czasów kiedy były jeszcze dinozaury i dziwiłem się, że nikt ich do tej pory nie zauważył. Cofnąłem się kawałek i podniosłem kilka równo uciętych połówek szarych kamieni wielkości małych bułek. W tym czasie z lasu wybiegł wielki brązowy pies i zaczął się tarzać w błocie. Poszedłem na róg jakiegoś bloku. Nie wiedziałem, gdzie to się znajduje, bo okolice się pozmieniały. Na kaflach poukładałem te cztery połówki, jedną na jednej betonowej płycie i jeszcze coś, może ciemną kość. Poszedłem znowu tą błotnistą ścieżką. W łóżku znalazłem nieznane mi dwie książki z bardzo drobnymi literkami. Jedna była już otwarta. Było coś o lataniu. Mignął mi obraz kolorowego spadochronu w chmurach w kształcie namiotu czy czegoś podobnego. Wydawały mi się sennie ciekawe. Odłożyłem je na później, bo przyszli goście. Usiedliśmy przy stole w kuchni. Była paczka kakaowych wafelków. Jedne miały pomagać w usuwaniu kamienia nazębnego. Smakowały jak zwykłe wafelki, tyle, że były mniejsze i szare. W paczce z wafelkami znalazłem dwie torebki z małymi czekoladowymi kulkami. Było ich więcej niż wafelków, dziwne, że się zmieściły z wafelkami. Dobre nawet. Jedną torbę schowałem do szuflady na potem. Nie chciałem wszystkiego naraz zjeść. Nie wiem dlaczego, ale smak tych czekoladowych kulek był podobny do liter w tych książkach co znalazłem. Wróciłem do kuchni, aby dokończyć pozostałe czekoladki. Ciocia powiedziała o mnie "On chce latać!". Nie wiedziałem co ma latanie wspólnego ze słodyczami. O co w ogóle chodzi?





