16-09-2020, 07:58
Byłam na jakimś targu. Przeciskałam się w tłumie. Bałam się że jakiś kieszonkowiec mnie dopadnie. Wyszłam za drewniane ogrodzenie przez jakąś poluzowaną deskę. Stała tam maszyna do robienia waty cukrowej ale ta okurat robiła kawę. Poczułam się dziwnie patrząc na nią. Z takim pytaniem co teraz, czy to moja maszyna, co mam robić niby. I co ja robię tuu uuu. Co ty tutaj robisz... Pomyślałam, że zrobię kawę. W trakcie podjechał jakiś facet na skuterku. Zapytał co robię z jego maszyną. Tu nastapiło jakieś zawirowanie. Gościu zamienił się w JCvDa. Pojechaliśmy do nie wykończonego budynku i mieliśmy spać w śpiworach. Coś tam gadaliśmy. Wiedziałam, że tak naprawdę jest oszustem. Po tym opuszczonym niewykonczonym wielkim budynku zaczęło łazić mnóstwo ludzi. A tu jakaś grupa znajomych, a tam rodziny a tu znów sobie przejdzie wycieczka Azjatów. Z niektórymi z nich miałam jakieś krótkie rozmowy. Jeden chłopiec zaczął za mną chodzić krok w krok. Uratował mnie bo spadłabym w otchlań z niedokończonego muru. Wtedy pojawiła się grupa buddyjskich mnichów. Ktoś zawołał, żeby wyjść na zewnątrz bo coś się dzieje. Wybiegłam na balkon i spojrzałam w niebo. Chmury układały sie w dziwny okrągły kształt a za chwilę jakby coś je wessało. Pomyślałam tylko czarna dziura, już po wszystkim. Trzeba zauważyć że niebo było niezwykle piękne. Ładne wizualiazacje wsysania planety. Chciałam biec do bliskiej osoby żeby zejść z tego świata raźniej ale mały mnich złapał mnie za rękę i wyciągnął na duży balkon po przeciwnej stronie domu gdzie zebrała się reszta mnichów. Nie pamiętam co było dalej.





