12-09-2020, 14:01
Siedziałam przy biurku, przede mną stało kilka komputerów z dużymi ekranami. Wszystko to znajdowało się w dość ciemnym pomieszczeniu. Jakiś człowiek kazał mi generować obrazy z różnych odcieni szarości, przypominało to trochę rysowanie w programie graficznym. Gotowy obraz wrzucało się do programu, który jakoś go "powielał". Nie wiem dokładnie, na czym to przetwarzanie polegało, tyle mogłam gołym okiem widzieć, że wynikowy obraz miał trochę większe wymiary w pikselach. Był on "zwinięty" w mały punkt w rogu ekranu a po kliknięciu trochę się rozszerzał i miał w obu kierunkach paski do przesuwania zależne od jego pełnego rozmiaru.
Z jakiegoś powodu na każdym albo prawie każdym obrazie miałam zawrzeć mocno uproszczony obraz "pająka" - kółko jaśniejsze od szarego tła i wokół sześć ciemniejszych od tła kresek jako nogi. Czułam, że pająk powinien mieć ich osiem, nawet się zastanawiałam, czemu muszę dać sześć, ale nie miałam czasu pytać tego człowieka o to. Każdy kolejny obraz musiałam robić coraz szybciej. W którymś momencie miałam wrażenie, że zrobiłam dwa kółka zamiast jednego. Powiedziałam o tym temu człowiekowi, ale on stwierdził, że nie ma czasu sprawdzać i poprawiać i że pewnie tylko mi się zdawało. Po przetworzeniu, jak zaczęłam rozwijać obrazek z punku w dolnym rogu ekranu, zobaczyłam po paskach do przesuwania, że wyszedł gigantyczny. Zawołałam tego człowieka i pokazałam mu to. On mruknął coś w stylu, że "jakieś gówno się bardzo powieliło". Powiedziałam, że to pewnie przez tego podwojonego pająka.
Większość obrazka wynikowego wyglądała po prostu jak fraktal na płaszczyźnie w "rentgenowskich" barwach ale przez samo skojarzenie ze zdeformowanym pająkiem budziło to we mnie bardzo nieprzyjemne odczucia.
# Aktywowało moją fobię deformacji czy coś. Przez resztę dnia później czułam związany z tym dyskomfort.
# Obudziłam się wtedy na chwilę i po upewnieniu, że w pokoju nie mam żadnych pająków, poszłam spać dalej.
Razem z jakimś nieznajomym młodym człowiekiem siedziałam w zagraconej hali albo garażu. Wyglądało to trochę jak scenografia z amerykańskiego filmu o wynalazcach amatorach. W dwójkę konstruowaliśmy urządzenia mechaniczne ze złomu, który mieliśmy pod ręką.
Większość scen przeskakiwała albo zlewała się w jedno, zapamiętałam głównie końcówkę.
Wskutek budzenia się, rzeczywistość w sennym świecie zaczęła się rozpadać. Ja i mój towarzysz staliśmy pośrodku pomieszczenia, obok portalu, będącego pionowo ustawionym okręgiem. Chłopak przeszedł przez ten krąg, ale nie znikał, dopóki stał blisko portalu po drugiej stronie. Ja próbowałam też się tam dostać. Mój towarzysz wyciągnął rękę, ja prawie ją chwyciłam, ale nie zdążyłam, bo sen się skończył.
# Obudziłam się z poczuciem porażki i lekkiego niepokoju. Miałam wrażenie, że to coś symbolizuje, że jest jakimś rodzajem złej wróżby, zapowiedzi niepowodzenia. Zwykle tylko raz na kilka lat jakiś sen powoduje u mnie takie przesądne nastawienie.
Z jakiegoś powodu na każdym albo prawie każdym obrazie miałam zawrzeć mocno uproszczony obraz "pająka" - kółko jaśniejsze od szarego tła i wokół sześć ciemniejszych od tła kresek jako nogi. Czułam, że pająk powinien mieć ich osiem, nawet się zastanawiałam, czemu muszę dać sześć, ale nie miałam czasu pytać tego człowieka o to. Każdy kolejny obraz musiałam robić coraz szybciej. W którymś momencie miałam wrażenie, że zrobiłam dwa kółka zamiast jednego. Powiedziałam o tym temu człowiekowi, ale on stwierdził, że nie ma czasu sprawdzać i poprawiać i że pewnie tylko mi się zdawało. Po przetworzeniu, jak zaczęłam rozwijać obrazek z punku w dolnym rogu ekranu, zobaczyłam po paskach do przesuwania, że wyszedł gigantyczny. Zawołałam tego człowieka i pokazałam mu to. On mruknął coś w stylu, że "jakieś gówno się bardzo powieliło". Powiedziałam, że to pewnie przez tego podwojonego pająka.
Większość obrazka wynikowego wyglądała po prostu jak fraktal na płaszczyźnie w "rentgenowskich" barwach ale przez samo skojarzenie ze zdeformowanym pająkiem budziło to we mnie bardzo nieprzyjemne odczucia.
# Aktywowało moją fobię deformacji czy coś. Przez resztę dnia później czułam związany z tym dyskomfort.
# Obudziłam się wtedy na chwilę i po upewnieniu, że w pokoju nie mam żadnych pająków, poszłam spać dalej.
Razem z jakimś nieznajomym młodym człowiekiem siedziałam w zagraconej hali albo garażu. Wyglądało to trochę jak scenografia z amerykańskiego filmu o wynalazcach amatorach. W dwójkę konstruowaliśmy urządzenia mechaniczne ze złomu, który mieliśmy pod ręką.
Większość scen przeskakiwała albo zlewała się w jedno, zapamiętałam głównie końcówkę.
Wskutek budzenia się, rzeczywistość w sennym świecie zaczęła się rozpadać. Ja i mój towarzysz staliśmy pośrodku pomieszczenia, obok portalu, będącego pionowo ustawionym okręgiem. Chłopak przeszedł przez ten krąg, ale nie znikał, dopóki stał blisko portalu po drugiej stronie. Ja próbowałam też się tam dostać. Mój towarzysz wyciągnął rękę, ja prawie ją chwyciłam, ale nie zdążyłam, bo sen się skończył.
# Obudziłam się z poczuciem porażki i lekkiego niepokoju. Miałam wrażenie, że to coś symbolizuje, że jest jakimś rodzajem złej wróżby, zapowiedzi niepowodzenia. Zwykle tylko raz na kilka lat jakiś sen powoduje u mnie takie przesądne nastawienie.





