05-09-2020, 13:09
Patrzę przez kuchenne okno, a tam płynie brudna brązowa woda, głęboka na kilka metrów. Myślę, że wylało. Powódź! Ale skąd wylało?, przecież tu żadnej rzeki nie ma. Woda niesie ze sobą wielkie połacie traw, jakby trawniki pozrywała. Koty się przestraszyły i biegną w stronę balkonu, a ja za nimi, bo mogą wyskoczyć i się utopić. Nie ma drzwi, aby zamknąć balkon i są jakieś dziwne dziury. Balkon się rozpadł, został tylko szkielet konstrukcji. A kotka hyc hyc i się zsunęła po lince (jakiej lince?, tu przecież nie było żadnej linki) i przebiegła na około pod balkonem. Czemu była białą kulką? Coś mi tu nie pasuje. Wskoczyła na górkę z lasem (przecież tu nigdy nie było górki z lasem). Wychylam się poza balkon. Jakoś tu wysoko, jakby to nie był parter tylko trzecie, a może i nawet czwarte piętro. Udaje mi się wskoczyć na tą górkę. Znalazłem się na polanie przy wejściu do lasu. Znalazłem tą "kotkę". To była biała zabawkowa pluszowa myszka dla kotów. Wiedziałem. Ale się nabrałem, koty pewnie śpią w domu. Przeszedłem z tej górki z lasem z powrotem na balkon i do środka. Przez inne okno patrzę jak płynie woda. Samochody jadą po tej wodzie czy tam unoszą się jakby wyjeżdżały tunelem spod bloku. Trochę dziwne, przecież tu nie ma tunelu, a samochody nie jeżdżą, ani nie parkują tak blisko. Mówię tacie, że z tych drzewek to już nic nie będzie, a jeżeli jeszcze są pod tą wodą, to pewnie zgniją. Jakoś tak przemieszczam się spod ściany na zewnątrz pomiędzy tymi samochodami. W jednym miejscu widzę w błocie na tej wodzie takie drobne czerwone kropeczki. Zaszedłem daleko tą przemieszczoną wodną ulicą i wracam. Idę chyba bez butów "na bosaka". Ktoś idzie ze mną po lewej stronie. Mówi, że w wodzie są bakterie zarazki. A ja chodzę po wodzie. Mówię do niego, patrz, ja po wodzie chodzę! To nic, że stopy mam trochę zanurzone, ale po wodzie chodzę. Zdziwiło go to. Nie zdziwiło go to. Zaczął biec. Zwolnił kroku. To jakiś wyścig czy co? Skoczyłem do przodu i zrobiłem takie powolne salto w powietrzu. Trochę krzywo wyszło i w połowie jakbym się obserwował z odległości. Siedzę przy białym biurku. Przez okno wpadają promienie słoneczne. Czytam książkę, jest ciekawa. Na biurku leży podręcznik do matematyki. Mam jeszcze kilka zadań do zrobienia. Kończę czytać książkę i wsadzam ją do środka podręcznika w taki pasujący prostokąt. Później oddam do biblioteki w ten sposób razem z tym podręcznikiem do matematyki. I wypożyczę następną część tej książki.





