26-08-2020, 21:34
Windy windy w tą i w tamtą i spowrotem. Mieszkałam w niezwykle cienkim wieżowcu. Za oknem stał las identycznych wieżowców. Jezdziłam z piętra na piętro i służyłam moim gościom. Tutaj przekąseczka, tutaj posprzątać szklaneczki itd. W końcu dotarło do mnie, że kręcę się między tymi samymi czynnościami. Postanowiłam, że zjadę najniżej jak się da. Przypomniały mi się te rzeczy o zjeździe windą do najniższych warstw podświadomości. Gdy drzwi się otworzyły stał tam jakiś facet. Piętro wyglądało jak mini parking podziemny. Zapytałam jakim cudem przeniosłam się do tego budynku skoro miałam być w innym, ale on tylko zaszarpał mnie do kolejnego mini wieżowca, gdzie czekali inni z zamiarem chyba pobicia mnie, w każdym razie zrobieniem mi czegoś złego. Wymyśliłam sobie, że mam broń. Facet zaczął się przyznawać do jakiejś intrygi. Wyjaśniło się, że jedna czarnowłosa dziewczyna, która uczestniczyła we wkręceniu mnie w coś była tancerką i aktorką. Ktoś zaprowadził mnie do jej lokum. Pierwszy raz chodziłam po tym mieście bo wcześniej zawsze żyłam tylko w tym moim wieżowcu.
Ciekawe były widoki tych malych czarnych wieżowców i uczucie jeżdżenia windą, która czasem niemiłosiernie przyspieszała i wydawało się, że rozbije się o dno. Tancerka była jakaś szczególna, miała dopracowany każdy szczegół wyglądu.
Ciekawe były widoki tych malych czarnych wieżowców i uczucie jeżdżenia windą, która czasem niemiłosiernie przyspieszała i wydawało się, że rozbije się o dno. Tancerka była jakaś szczególna, miała dopracowany każdy szczegół wyglądu.





