26-08-2020, 18:11
24 sierpnia 2020
Znalazłam się w jakiejś dziwnej krainie przypominającej poziom z gry platformowej. Towarzyszyło mi mnóstwo dziewczyn. Musiałam zejść na dół po kolczastej rurze.
- Uważaj! - ostrzegła mnie jedna z towarzyszek.
Byłam na lekcji. Na tablicy widniał napisany kredą tekst dotyczący egzotycznego rytuału wyznaniowego. Siedziałam w złym miejscu, żeby móc wygodnie przepisywać.
Potem trafiłam w okolice galerii handlowej. Weszłam do środka pomimo braku maski. Cieć mnie wpuścił. Przy nim było wielkie pudło z klockami Lego i kilkanaście mniejszych zestawów. 11 elementów kosztowało 50 zł. Pogrzebałam w pudle i wyłowiłam dwie różne pizze i jednego kebaba - unikatowe klocki. Ucieszyłam się z nich. Zmieniłam pościel na brązową. Ułożyłam malutkie złożone kawałki materiału w miejscu poduszek. Poszukałam białego kocyka, aby owinąć nim figurkę-dziadka.
Stałam w kolejce po ogórka i ser biały "klinek". W pewnym momencie musiałam iść do toalety. Moje miejsce przepadło.
Stwierdziłam, że przyda mi się kilka świeżych okładek plastikowych na zeszyty A5.
Pomyślałam, że skoro już jestem blisko CH, to może odwiedzę pracodawcę. Szefowa bardzo się ucieszyła. Była bardzo miła i słodziutka. Opowiedziała o swoim rozczarowaniu osobą, którą przyjęła na moje miejsce. Powiedziała, że ta wredna baba ją oszukała, chciała tylko miesiące do emerytury wyrobić i koniec.
Znów czułam się kochana i potrzebna. No to jak, podpisujemy nową umowę? - zastanawiałam się.
Znalazłam u szefowej mnóstwo obrazków, które wyglądały, jakby namalowało je 8-letnie dziecko. Była niezadowolona, gdy wzięłam je do ręki, aby je obejrzeć. Znajdowały się na nich różne cytaty, m.in. słowa Ramany Maharishiego. Co chwilę mocno ściemniało mi się przed oczami. Było niemalże czarno, ale czułam senne otoczenie i słyszałam głos pracodawcy. To było dziwne.
Znalazłam się w jakiejś dziwnej krainie przypominającej poziom z gry platformowej. Towarzyszyło mi mnóstwo dziewczyn. Musiałam zejść na dół po kolczastej rurze.
- Uważaj! - ostrzegła mnie jedna z towarzyszek.
Byłam na lekcji. Na tablicy widniał napisany kredą tekst dotyczący egzotycznego rytuału wyznaniowego. Siedziałam w złym miejscu, żeby móc wygodnie przepisywać.
Potem trafiłam w okolice galerii handlowej. Weszłam do środka pomimo braku maski. Cieć mnie wpuścił. Przy nim było wielkie pudło z klockami Lego i kilkanaście mniejszych zestawów. 11 elementów kosztowało 50 zł. Pogrzebałam w pudle i wyłowiłam dwie różne pizze i jednego kebaba - unikatowe klocki. Ucieszyłam się z nich. Zmieniłam pościel na brązową. Ułożyłam malutkie złożone kawałki materiału w miejscu poduszek. Poszukałam białego kocyka, aby owinąć nim figurkę-dziadka.
Stałam w kolejce po ogórka i ser biały "klinek". W pewnym momencie musiałam iść do toalety. Moje miejsce przepadło.
Stwierdziłam, że przyda mi się kilka świeżych okładek plastikowych na zeszyty A5.
Pomyślałam, że skoro już jestem blisko CH, to może odwiedzę pracodawcę. Szefowa bardzo się ucieszyła. Była bardzo miła i słodziutka. Opowiedziała o swoim rozczarowaniu osobą, którą przyjęła na moje miejsce. Powiedziała, że ta wredna baba ją oszukała, chciała tylko miesiące do emerytury wyrobić i koniec.
Znów czułam się kochana i potrzebna. No to jak, podpisujemy nową umowę? - zastanawiałam się.
Znalazłam u szefowej mnóstwo obrazków, które wyglądały, jakby namalowało je 8-letnie dziecko. Była niezadowolona, gdy wzięłam je do ręki, aby je obejrzeć. Znajdowały się na nich różne cytaty, m.in. słowa Ramany Maharishiego. Co chwilę mocno ściemniało mi się przed oczami. Było niemalże czarno, ale czułam senne otoczenie i słyszałam głos pracodawcy. To było dziwne.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





