18-08-2020, 00:27
10/08/2020
Zapamiętałam jeden, dość długi i dziwnie symboliczny sen.
To była pierwsza noc po kilkudniowym biwaku, a w owym śnie...
s e n 4 1
Biwak, 44 i syf
...byłam na biwaku.
Razem z przyjaciółką przygotowywałyśmy grę nocną. W pewnym momencie stwierdziłyśmy, że musimy iść do domów, żeby coś jeszcze w tym kierunku ogarnąć, ale jeszcze przed tym ruszyłyśmy na grę, którą przygotował ktoś inny.
Szliśmy jakimś polem (a może nie polem? To była... polana. Ogromna. Obok jakiś supermarket i droga zrobiona z piasku), podeptałam dziewczynę przede mną. Szłam właśnie z nią i twórcą gry. Weszliśmy do niewielkiego lasku na niewielkiej górce. Świtało. Zauważyłam drzewo z książkami.
Potem znalazłam się u mojej babci w mieszkaniu. Opowiadałam o wyjedźcie i o tym, że wszyscy świetnie się bawili. W międzyczasie robiłam zdjęcia telewizora. Wysyłałam je znajomym.
Zaraz po tym znalazłam się u siebie. Szykowałam się do wyjścia. Moja siostra chciała iść ze mną, ale ja wyśmiewałam ją za ten pomysł. Pokłóciła się z mamą, nie wzruszyło mnie to. Otworzyłam drzwi, a w progu zastałam przyjaciela, który stał tam z rowerem i torbami. W międzyczasie prawie uciekł mi kot, ale zdążyłam go złapać, wyrzucić do mieszkania i zamknąć za sobą drzwi.
— Zostaw u siebie moje rzeczy, ja nie będę wchodził — powiedział.
Przytaknęłam. Wprowadziłam do siebie jego rower, ale torby zawieszone na kierownicy spadły piętro niżej. Na piętrze niżej zastały mnie porozrzucane kartki kalendarzowe z sierpnia 1944 roku, świece w narodowych kolorach.
Miałam jakieś dziwne przeczucie, że gdzieś powinny być zapisane akordy gitarowe, bo właściciel (czyt. chłopak, który stanął w moim progu, który nie miał żadnej styczności z gitarą, ale to mój sen, a sny są niedosłowne) powiedział: wystarczy zapamiętać, pisanie to formalność. Zeszłam piętro niżej. Potem znowu pietro niżej... Tam panował syf.
Wszędzie te kartki, jakieś papiery, śmieci... Zaczęłam to sprzątać. Obok mnie przechodził jakiś starszy pan z laską i prawdopodobnie wnuczkiem. Myślałam, że okrzyczy mnie za ten nieład, ale nie zrobił tego. Poprosiłam go o jakiś płyn, szczotkę i szmatkę. Jego wnuczek mi to wszystko podał, gdy wszedł do mieszkania po mojej lewej stronie. Wyglądał na osiemnaście lat; miał okrągłą twarz i jasnobrązowe loki, słuchawki na uszach, nie był przy kości, ale pomyślałam, że przytulanie się do chłopaka o takim rodzaju sylwetki musi być miłe.
On jednak wydawał się być... wycofany, zamknięty w sobie. Ktoś musiał go kiedyś skrzywdzić.
Zamoczyłam szmatkę w wiadrze z płynem rozcieńczonym z wodą i poczułam jak pali mnie skóra. Bałam się poprosić o rękawiczki, znalazłam się w mieszkaniu, nagle zacząć palić mnie język i cała jama ustna. Rozpaczliwie szukałam wody, nabrałam tą ze zlewu w złączone w miskę dłonie.
Zapamiętałam jeden, dość długi i dziwnie symboliczny sen.
To była pierwsza noc po kilkudniowym biwaku, a w owym śnie...
s e n 4 1
Biwak, 44 i syf
...byłam na biwaku.
Razem z przyjaciółką przygotowywałyśmy grę nocną. W pewnym momencie stwierdziłyśmy, że musimy iść do domów, żeby coś jeszcze w tym kierunku ogarnąć, ale jeszcze przed tym ruszyłyśmy na grę, którą przygotował ktoś inny.
Szliśmy jakimś polem (a może nie polem? To była... polana. Ogromna. Obok jakiś supermarket i droga zrobiona z piasku), podeptałam dziewczynę przede mną. Szłam właśnie z nią i twórcą gry. Weszliśmy do niewielkiego lasku na niewielkiej górce. Świtało. Zauważyłam drzewo z książkami.
Potem znalazłam się u mojej babci w mieszkaniu. Opowiadałam o wyjedźcie i o tym, że wszyscy świetnie się bawili. W międzyczasie robiłam zdjęcia telewizora. Wysyłałam je znajomym.
Zaraz po tym znalazłam się u siebie. Szykowałam się do wyjścia. Moja siostra chciała iść ze mną, ale ja wyśmiewałam ją za ten pomysł. Pokłóciła się z mamą, nie wzruszyło mnie to. Otworzyłam drzwi, a w progu zastałam przyjaciela, który stał tam z rowerem i torbami. W międzyczasie prawie uciekł mi kot, ale zdążyłam go złapać, wyrzucić do mieszkania i zamknąć za sobą drzwi.
— Zostaw u siebie moje rzeczy, ja nie będę wchodził — powiedział.
Przytaknęłam. Wprowadziłam do siebie jego rower, ale torby zawieszone na kierownicy spadły piętro niżej. Na piętrze niżej zastały mnie porozrzucane kartki kalendarzowe z sierpnia 1944 roku, świece w narodowych kolorach.
Miałam jakieś dziwne przeczucie, że gdzieś powinny być zapisane akordy gitarowe, bo właściciel (czyt. chłopak, który stanął w moim progu, który nie miał żadnej styczności z gitarą, ale to mój sen, a sny są niedosłowne) powiedział: wystarczy zapamiętać, pisanie to formalność. Zeszłam piętro niżej. Potem znowu pietro niżej... Tam panował syf.
Wszędzie te kartki, jakieś papiery, śmieci... Zaczęłam to sprzątać. Obok mnie przechodził jakiś starszy pan z laską i prawdopodobnie wnuczkiem. Myślałam, że okrzyczy mnie za ten nieład, ale nie zrobił tego. Poprosiłam go o jakiś płyn, szczotkę i szmatkę. Jego wnuczek mi to wszystko podał, gdy wszedł do mieszkania po mojej lewej stronie. Wyglądał na osiemnaście lat; miał okrągłą twarz i jasnobrązowe loki, słuchawki na uszach, nie był przy kości, ale pomyślałam, że przytulanie się do chłopaka o takim rodzaju sylwetki musi być miłe.
On jednak wydawał się być... wycofany, zamknięty w sobie. Ktoś musiał go kiedyś skrzywdzić.
Zamoczyłam szmatkę w wiadrze z płynem rozcieńczonym z wodą i poczułam jak pali mnie skóra. Bałam się poprosić o rękawiczki, znalazłam się w mieszkaniu, nagle zacząć palić mnie język i cała jama ustna. Rozpaczliwie szukałam wody, nabrałam tą ze zlewu w złączone w miskę dłonie.
,,Dobrze, że chociaż śpimy pod jednym Niebem..."





