16-08-2020, 22:26
Cos mi się działo, traciłam zmysły i władzę w nogach. Dostałam się do jakiejś placówki niby leczniczej umiejscowionej w starym drewnianym budynku. Miałam tam jakaś koleżankę i lekarza o jasnych włosach. Nosiła chustę na głowie. Ciągle chciało mi się płakać, ale wiedziałam, że jest coś nie tak, że coś sie nie zgadza i próbowałam przekonać do tego lekarza, ale on tylko kpił ze mnie. Zeszłam po stromych schodach ciągnąć za sobą nogi. Stało tam biurko. Chciałam pogrzebac w papierach ale w tym momencie straciłam świadomość i wydawało mi sie, że orzygotowuje posiłek w kuchni. Wtedy uświadomiłam sobie, że stoję i wrociłam do wczesniejszego snu. Lekarz i kilkoro ludzi za nim stali za mną oslupieni. A ja skakalam z radości i wołalam wiedziałam, wiedziałam. Coś tam to miało udowodnić. Dziwne to było, obce i niezwykle wyraziste.





