24-07-2020, 18:07
22/07/2020
Nocowanie z przyjaciółkami. W tym wypadku nie ma nawet opcji spokojnego snu. Miałyśmy wolne mieszkanie (przez dwie następne noce też), więc oznacza to samowolkę, która korzystna dla zegaru biologicznego nie jest.
Wróciliśmy przed drugą w nocy, zjadłyśmy kolację i poszłyśmy spać.
Rano wybudzona zostałam bardzo gwałtownie, miałam ochotę zatłuc kogoś, bo prawie zapomniałabym, że coś takiego jak marzenie senne istnieje.
s e n 2 5
Gdzie mój mundur?
Byłam na jakimś wyjeździe harcerskim z jedną przyjaciółką, prawdopodobnie jakiś wyjazd dla kadry, aka kurs.
Rozmawiałyśmy, kiedy ogłoszono nam apel za pół godziny. Postanowiłam, żebyśmy już przebrały się w mundur, żeby nie musieć się spieszyć trzy minuty przed.
Wyciągnęłam go z plecaka, założyłam spódnicę, kiedy mnie zamurowało.
— Nie mam pasa — powiedziałam.
— Co ty gadasz?
— Nie mam pasa. Boże. I wiwijek i geter też.
Spanikowałam. Miałam niekomoletne umundurowanie chwilę przed apelem, chodziłam w tę i spowrotem, zestresowana.
— Kupię ci, chodź, zdążymy — zaproponowała przyjaciółka.
— Nie, nie, nie.
Wzięłam głęboki oddech.
s e n 2 6
Muszę tam jechać
Miałam jechać do Warszawy.
Wracałam autobusem od przyjaciółki, mieszkającej na wsi. Wysiadłam w centrum, a z centrum miałam jeszcze kawałek do domu. Było już ciemno, chłodno. Siedziałam na przystanku, kiedy zaczęłam kaszleć, kichać, smarkać się. Wstałam i wracałam do domu na pieszo, bojąc się, że złapałam koronawirusa. W domu musiałam szybko podłączyć rozładowany telefon, a przywitała mnie jakaś awantura, na którą nie zwracałam uwagi. Powędrowałam do swojego pokoju, posiedziałam chwilkę, po czym zachciało mi się pić.
W kuchni usiadłam przy blacie, nalałam sobie zimnej herbaty z dzbanka. Przyszła moja siostra. Kazała mi sprzedać swój telefon, bo w domu nie było pieniędzy. Wyśmiałam ją.
Nocowanie z przyjaciółkami. W tym wypadku nie ma nawet opcji spokojnego snu. Miałyśmy wolne mieszkanie (przez dwie następne noce też), więc oznacza to samowolkę, która korzystna dla zegaru biologicznego nie jest.
Wróciliśmy przed drugą w nocy, zjadłyśmy kolację i poszłyśmy spać.
Rano wybudzona zostałam bardzo gwałtownie, miałam ochotę zatłuc kogoś, bo prawie zapomniałabym, że coś takiego jak marzenie senne istnieje.
s e n 2 5
Gdzie mój mundur?
Byłam na jakimś wyjeździe harcerskim z jedną przyjaciółką, prawdopodobnie jakiś wyjazd dla kadry, aka kurs.
Rozmawiałyśmy, kiedy ogłoszono nam apel za pół godziny. Postanowiłam, żebyśmy już przebrały się w mundur, żeby nie musieć się spieszyć trzy minuty przed.
Wyciągnęłam go z plecaka, założyłam spódnicę, kiedy mnie zamurowało.
— Nie mam pasa — powiedziałam.
— Co ty gadasz?
— Nie mam pasa. Boże. I wiwijek i geter też.
Spanikowałam. Miałam niekomoletne umundurowanie chwilę przed apelem, chodziłam w tę i spowrotem, zestresowana.
— Kupię ci, chodź, zdążymy — zaproponowała przyjaciółka.
— Nie, nie, nie.
Wzięłam głęboki oddech.
s e n 2 6
Muszę tam jechać
Miałam jechać do Warszawy.
Wracałam autobusem od przyjaciółki, mieszkającej na wsi. Wysiadłam w centrum, a z centrum miałam jeszcze kawałek do domu. Było już ciemno, chłodno. Siedziałam na przystanku, kiedy zaczęłam kaszleć, kichać, smarkać się. Wstałam i wracałam do domu na pieszo, bojąc się, że złapałam koronawirusa. W domu musiałam szybko podłączyć rozładowany telefon, a przywitała mnie jakaś awantura, na którą nie zwracałam uwagi. Powędrowałam do swojego pokoju, posiedziałam chwilkę, po czym zachciało mi się pić.
W kuchni usiadłam przy blacie, nalałam sobie zimnej herbaty z dzbanka. Przyszła moja siostra. Kazała mi sprzedać swój telefon, bo w domu nie było pieniędzy. Wyśmiałam ją.
,,Dobrze, że chociaż śpimy pod jednym Niebem..."





