21-06-2020, 02:11
Miałam taki sen. Byłam kilkuletnim chłopcem, mieszkałam w bloku z mamą i miałam autyzm.
Mieszkałam w zwykłym bloku, takim cztero czy pięciopiętrowym. W moim pokoju było kilka zabawek i łóżko, mieszkanie wyglądało po prostu normalnie. Mama miała kręcone blond włosy, to zapamiętałam z jej wyglądu. Wobec mnie zachowywała się raczej oschle, nie poświęcała mi też dużo uwagi.
Pierwszego dnia snu obudziłam się. Leżałam w łóżku parę dobrych godzin, wtedy było spokojnie. W końcu musiałam wstać, było już południe. Wzięłam moje klocki i układałam je przez następne godziny. Gdy słońce już zachodziło, do mojego pokoju przyszła opiekunka i dała mi jedzenie. Nie wiem co to było, zjadłam i poszłam spać.
A potem się obudziłam. Znowu wstałam około południa, tym razem mama mi kazała. Uważała, że zachowuję się strasznie dziwnie i mam się z kimś zaprzyjaźnić. Spakowała mojego misia i wyciągnęła mnie na plac zabaw obok domu. Słońce bardzo mocno świeciło, a ja na twarzy czułam coś w rodzaju maseczki, tylko takiej niewidzialnej. Trudno się oddychało, chciało mi się płakać. Po krótkim spacerze doszliśmy na plac, gdzie było sporo dzieci. Dalej nie mogłam oddychać, było nawet gorzej. Stanęłam na trawie i patrzyłam na ludzi, stresowałam się tym, że zaraz muszę się z kimś zapoznać. Zwłaszcza, że nie umiałam mówić. Po kilku tak spędzonych minutach podeszła do mnie jakaś dziewczynka, a zaraz potem jej koleżanka. Mówiły coś do mnie, nie wiem co, bo teraz czułam się, jakbym miała zaraz umrzeć, albo co najmniej zemdleć. I tak się stało. Było ciemno, ale jasno. W sensie przed oczami miałam ciemno, ale widziałam światło. Widziałam tak, jak myślę, że widzą niewidomi. Ale nie było mi już duszno, w jednej chwili poczułam, jakbym zdjęła maskę.
I to trwało kilka sekund, potem się obudziłam, znowu z "maską" na twarzy. Znowu było źle, do tego mnóstwo ludzi się zgromadziło dookoła mnie. Teraz po prostu leżałam na ziemi i udawałam, że dalej jestem nieprzytomna. Ktoś wezwał pogotowie. Wtedy przyszło mi do głowy, że może mam autyzm.
I wtedy zemdlałam. I się obudziłam.
Bardzo przykry mi się wydawał ten sen, miał w sobie tą radosną aurę dzieciństwa, ale to nic nie znaczyło. Był po prostu bardzo smutny.
Poza tym pochwalę się, że miałam ostatnio kilka LD =)
Mieszkałam w zwykłym bloku, takim cztero czy pięciopiętrowym. W moim pokoju było kilka zabawek i łóżko, mieszkanie wyglądało po prostu normalnie. Mama miała kręcone blond włosy, to zapamiętałam z jej wyglądu. Wobec mnie zachowywała się raczej oschle, nie poświęcała mi też dużo uwagi.
Pierwszego dnia snu obudziłam się. Leżałam w łóżku parę dobrych godzin, wtedy było spokojnie. W końcu musiałam wstać, było już południe. Wzięłam moje klocki i układałam je przez następne godziny. Gdy słońce już zachodziło, do mojego pokoju przyszła opiekunka i dała mi jedzenie. Nie wiem co to było, zjadłam i poszłam spać.
A potem się obudziłam. Znowu wstałam około południa, tym razem mama mi kazała. Uważała, że zachowuję się strasznie dziwnie i mam się z kimś zaprzyjaźnić. Spakowała mojego misia i wyciągnęła mnie na plac zabaw obok domu. Słońce bardzo mocno świeciło, a ja na twarzy czułam coś w rodzaju maseczki, tylko takiej niewidzialnej. Trudno się oddychało, chciało mi się płakać. Po krótkim spacerze doszliśmy na plac, gdzie było sporo dzieci. Dalej nie mogłam oddychać, było nawet gorzej. Stanęłam na trawie i patrzyłam na ludzi, stresowałam się tym, że zaraz muszę się z kimś zapoznać. Zwłaszcza, że nie umiałam mówić. Po kilku tak spędzonych minutach podeszła do mnie jakaś dziewczynka, a zaraz potem jej koleżanka. Mówiły coś do mnie, nie wiem co, bo teraz czułam się, jakbym miała zaraz umrzeć, albo co najmniej zemdleć. I tak się stało. Było ciemno, ale jasno. W sensie przed oczami miałam ciemno, ale widziałam światło. Widziałam tak, jak myślę, że widzą niewidomi. Ale nie było mi już duszno, w jednej chwili poczułam, jakbym zdjęła maskę.
I to trwało kilka sekund, potem się obudziłam, znowu z "maską" na twarzy. Znowu było źle, do tego mnóstwo ludzi się zgromadziło dookoła mnie. Teraz po prostu leżałam na ziemi i udawałam, że dalej jestem nieprzytomna. Ktoś wezwał pogotowie. Wtedy przyszło mi do głowy, że może mam autyzm.
I wtedy zemdlałam. I się obudziłam.
Bardzo przykry mi się wydawał ten sen, miał w sobie tą radosną aurę dzieciństwa, ale to nic nie znaczyło. Był po prostu bardzo smutny.
Poza tym pochwalę się, że miałam ostatnio kilka LD =)





