16-06-2020, 15:28
Wszedłem schodami do windy. Cały poziom był windą. Półmrok. Porozstawiane minimum dziewięć krzeseł z dwóch stron prostokątnego stolika. Obok, od strony poręczy, leżał biały materac. Podszedłem do przycisków i poprzyciskałem kilka. Wróciłem i usiadłem przy tym materacy. Nic, winda nie rusza. Jakieś dziecko usiadło przy stoliku. Jeszcze raz poszedłem i nawciskałem różne kombinacje przycisków. Usiadłem na krześle. Pomyślałem i powiedziałem do tego chłopca, że chyba powinniśmy usiąść w odpowiednich miejscach jak nasi poprzednicy to może wtedy winda się ruszy. Nie ruszyła. Miałem niejakie ogólne przeświadczenie, że jak winda się w końcu ruszy, to dotrzemy na stację kosmiczną. Czekamy i ciągle stoimy w miejscu. Znowu podszedłem do tych przycisków. Stał tam Putin. Miałem wrażenie, że ma już dość tych wszystkich odstępów. Wcisnął kombinację, o której tylko on wiedział. Byłem pewny, że już niedługo ruszymy.
Na laptopie otworzyło się okienko, z plikami, lub może to był odtwarzacz do filmów. Zaczęło się pomniejszać. Wyglądało jak po zmianie wyglądu w Windowsie XP, niebieskie. Gdy się tak pomniejszało, widać było miedziane druty podtrzymujące belkę. Powstał z tego folder na pulpicie. Też był taki niebiesko żelowy, jak ze starego "upiększającego" zestawu ikon. Był pusty, więc usunąłem go. Na pulpicie zaczęło powstawać pełno pustych folderów. Foldery miały w nazwie amerykańskie miasta. Zapamiętałem San Francisco i Los Angeles. Zaznaczyłem wszystkie i wrzuciłem do kosza. Pojawiło się więcej niż usunąłem. Nie nadążałem nad tym, wyrastały jak grzyby. Poszedłem spytać się kolegi co z tym zrobić. "Zadzwoniłem" lodówką, czyli ją otworzyłem. Za najwyższą lodówkową półką zauważyłem kolegę. To nie był ekran, to był portal. Gdybym zdołał się przecisnąć, przeszedłbym do jego mieszkania. Chyba nie wiedział co z tym zrobić, bo mi nie odpowiedział.
Leżałem na trawie i przeglądałem stare książki ze znalezionego kartonu. Jedna była pożółkła. Był to zapisany przez kogoś zeszyt w linie. Przekartkowując go, stawał się coraz mniej zapisany. Odłożyłem go. Znalazłem drugi, podobny. Ten się już rozlatywał. Potem nie mogłem odszukać tego poprzedniego. Tata przyniósł mi jakieś urządzenie. Wyjąłem z czarnego opakowania. Było to połączenie maszynki do strzyżenia włosów i do obcinania krzaków (?). Elementy tego urządzenia połączone były luźnym, niezaizolowanym kabelkiem. Gruba paluszkowa bateria także była na wierzchu. Bałem, że mnie pokopie.
Na laptopie otworzyło się okienko, z plikami, lub może to był odtwarzacz do filmów. Zaczęło się pomniejszać. Wyglądało jak po zmianie wyglądu w Windowsie XP, niebieskie. Gdy się tak pomniejszało, widać było miedziane druty podtrzymujące belkę. Powstał z tego folder na pulpicie. Też był taki niebiesko żelowy, jak ze starego "upiększającego" zestawu ikon. Był pusty, więc usunąłem go. Na pulpicie zaczęło powstawać pełno pustych folderów. Foldery miały w nazwie amerykańskie miasta. Zapamiętałem San Francisco i Los Angeles. Zaznaczyłem wszystkie i wrzuciłem do kosza. Pojawiło się więcej niż usunąłem. Nie nadążałem nad tym, wyrastały jak grzyby. Poszedłem spytać się kolegi co z tym zrobić. "Zadzwoniłem" lodówką, czyli ją otworzyłem. Za najwyższą lodówkową półką zauważyłem kolegę. To nie był ekran, to był portal. Gdybym zdołał się przecisnąć, przeszedłbym do jego mieszkania. Chyba nie wiedział co z tym zrobić, bo mi nie odpowiedział.
Leżałem na trawie i przeglądałem stare książki ze znalezionego kartonu. Jedna była pożółkła. Był to zapisany przez kogoś zeszyt w linie. Przekartkowując go, stawał się coraz mniej zapisany. Odłożyłem go. Znalazłem drugi, podobny. Ten się już rozlatywał. Potem nie mogłem odszukać tego poprzedniego. Tata przyniósł mi jakieś urządzenie. Wyjąłem z czarnego opakowania. Było to połączenie maszynki do strzyżenia włosów i do obcinania krzaków (?). Elementy tego urządzenia połączone były luźnym, niezaizolowanym kabelkiem. Gruba paluszkowa bateria także była na wierzchu. Bałem, że mnie pokopie.





