24-05-2020, 12:43
Leżałem na szpitalnym łóżku i wpatrywałem się w twarze patrzące się z paczek po papierosach szczelnie poupychanych, przez pacjentów zmieniających się przez lata, pomiędzy gałęziami drzewa wpadającymi do środka sali przez rozbite okno po mojej lewej stronie. Pomyślałem, że to dobrze, bo to Afryka, a tu przecież świeci mocno słońce, a że nie ma żaluzji to w sam raz. Wstałem i poszedłem na korytarz. Wyszedłem za kimś na pobliską łąkę.
Uciekałem przed dwoma uzbrojonymi osobnikami. Biegłem wzdłuż ulicy. Co chwilę wchodziłem do różnych sklepów, aby zmylić pościg. W jednym ze sklepów, a może barze spotkałem dwóch kolegów, coś zamawiających. Dalej nie pamiętam. Tamci chyba mnie nie złapali. Może nawet nie chodziło im o mnie.
Uciekałem przed dwoma uzbrojonymi osobnikami. Biegłem wzdłuż ulicy. Co chwilę wchodziłem do różnych sklepów, aby zmylić pościg. W jednym ze sklepów, a może barze spotkałem dwóch kolegów, coś zamawiających. Dalej nie pamiętam. Tamci chyba mnie nie złapali. Może nawet nie chodziło im o mnie.






