17-05-2020, 13:18
Szedłem sobie ścieżką obok muru, za którym znajdowała się plaża. Mewy siedzące na tym murku zrzucały kamienie na ścieżkę, więc trzeba było uważać. Wszedłem do krótkiego tunelu jaskini prowadzącego do parku. Rzuciłem dwa kamienie. Jeden wpadł we wnękę w ścianie i tam pozostał. Jakiś dzieciak, którego nie widziałem powiedział, że te kamienie niedługo zamienią się w wodę.
Wracam z kolegą do domu. Idziemy po śniegu. Przyczepia się do mnie dwóch cyganów. Jeden zdążył mi otworzyć plecak z jednej strony, a drugi z drugiej. Ukradli mi 200zł. Uciekli. Kolega mówi, że niech mają, ale ja chcę im odebrać. Jakoś od razu trafiam do lasu i dowiaduję się, że tam już od wielu lat jest wioska cygańska. Dziwne, że nie zauważyłem. Cyganka wyjaśnia mi, że potrzebują pieniędzy na ogrzewanie, ale to mają już za darmo, bo to kościół im opłaca. Nie znalazłem tych dwóch co mnie okradli. Wracam do kolegi. Jest na mnie zły i idzie sobie sam obojętnie. Powiedział tylko, że te dzieci takie biedne, a ja nie pozwalam się okradać i powinienem się tego wstydzić.
Wracam z kolegą do domu. Idziemy po śniegu. Przyczepia się do mnie dwóch cyganów. Jeden zdążył mi otworzyć plecak z jednej strony, a drugi z drugiej. Ukradli mi 200zł. Uciekli. Kolega mówi, że niech mają, ale ja chcę im odebrać. Jakoś od razu trafiam do lasu i dowiaduję się, że tam już od wielu lat jest wioska cygańska. Dziwne, że nie zauważyłem. Cyganka wyjaśnia mi, że potrzebują pieniędzy na ogrzewanie, ale to mają już za darmo, bo to kościół im opłaca. Nie znalazłem tych dwóch co mnie okradli. Wracam do kolegi. Jest na mnie zły i idzie sobie sam obojętnie. Powiedział tylko, że te dzieci takie biedne, a ja nie pozwalam się okradać i powinienem się tego wstydzić.





