16-05-2020, 17:13
Oglądałam (jednocześnie będąc w środku akcji) jakiś alternatywny prequel Gwiezdnych Wojen. Akcja tego filmu po części pokrywała się się z początkiem oryginalnej trylogii. Dwójka głównych bohaterów znała Luke'e i Leię, współpracowali ze sobą w tym ruchu oporu. W ostatniej scenie obie pary siedziały na pustkowiu porośniętym wysoką trawą, na tle wieczornego nieba.
==================================================================
Przebywałam na ogromnym, długim statku z bardzo liczną grupą ludzi. Sporą część grupy stanowili ludzie bogaci, wpływowi albo sławni z jakichś powodów. Miałam świadomość, że istnieje kilka takich statków, trzy albo cztery, jeden z nich był mniejszy niż ten "mój", inny dużo większy. Oglądałam plany tych statków, widziałam, że wnętrze było podzielone na segmenty, przejścia między nimi przypominały te między wagonami w pociągach miejskich. Na planie każdy segment zaznaczony był innym jaskrawym kolorem. Widziałam, że według tego jeden statek w segmencie pośrodku miał zaznaczony zielony okrąg, domyśliłam się, że chodzi o basen. Z jakiegoś powodu bardzo mnie intrygowało, czy basen oznaczał niewielki szpanerski zbiornik w środku, czy może tam był otwór na ocean pod spodem.
# coś jak w niektórych filmach, że na dużych statkach jest wyjście dla małych pojazdów podwodnych
Spytałam towarzyszącego mi przez większość czasu starszego mężczyznę o coś związanego z "dziurą w statku".
Szłam do przodu przez kolejne segmenty statku, coraz bardziej przypominało to komunikację miejską z zastawiającymi przejścia stojącymi i siedzącymi ludźmi. Było tylko ogólnie dużo jaśniej, jakoś światło lepiej wpadało do środka.
Kiedy dotarłam do pomieszczenia z dużymi oknami, z zewnątrz, z powietrza, zaatakowali nas kosmici. Przypominali ludzi na pierwszy rzut oka, całe ciała oprócz głowy, dłoni i stóp mieli pokryte drobną łuską jak gady, ale pod ubraniem nie było tego widać.
# Reptilianie??
Mieli fioletowe oczy, jasne fioletowe pasemka we włosach i lekko fioletowy odcień powiek, uszu i ust.
Jeden z nich, chyba przywódca atakującego oddziału, wpadł do środka, wybijając okno. We wnętrzu zaczęła się strzelanina. Jeden z tych bogatych starszych panów próbował strzelić do przywódcy kosmitów a wtedy ja impulsywnie postanowiłam osłonić go własnym ciałem. Trafili mnie, upadłam na podłogę obok przywódcy kosmitów, który również upadł, żeby zrobić unik. Kosmita przyciągnął mnie do siebie i zaczął mówić coś o spłacaniu długów, "krew za krew" i podobne rzeczy. Zrozumiałam, że ja muszę wypić trochę jego krwi, on mojej i wtedy stanę się jedną z nich. Miałabym być wtedy niezniszczalna.
# Czyli jak oni byli niezniszczalni to ja się niepotrzebnie głupio bohatersko nadstawiałam?!
Razem z przywódcą kosmitów siedzieliśmy nad wirtualną mapą jak z gry strategicznej. Miasta przedstawione były na niej jako trójwymiarowe, postrzępione brązowe bryły. Nad najważniejszym miastem - miałam niejasne poczucie, że to chodzi o Warszawę unosiły się świecące białe kontury symbolizujące planowane do postawienia budynki, w tej wizualizacji nieproporcjonalnie duże w porównaniu z bryłą miasta.
Przywódca wymienił nazwiska prawie dziesięciu ludzi, brzmiały one trochę podobnie do nazwisk faktycznie istniejących polskich polityków. Planował on przeciągnięcie przynajmniej części z nich na swoją stronę, co umożliwiłoby mu realizację jakichś tajnych planów.
# Jak się mieszał w politykę, to na pewno Reptilianin
Jak przystało na dobrą zdrajczynię ludzkości, postanowiłam mu w tym pomóc.
Pierwszy do próby przekupstwa był człowiek, który lubił sporty ekstremalne i prowadził dość ryzykowny styl życia. Wiedzieliśmy, że kilka lat wcześniej miał on wypadek i uszkodzenie kręgosłupa, dzięki operacji nie został kaleką na wózku. Postanowiliśmy zaoferować mu naszą zdolność regeneracji.
Kiedy przylecieliśmy do niego małym helikopterem, on stał w dwumetrowym wylanym betonem dole, czymś w rodzaju pustego basenu. Przywódca stanął na skraju tego dołu, ja zeskoczyłam i wylądowałam w pięknym stylu. Podeszłam do polityka i próbowałam go żartami skłonić, żeby mnie zaatakował i połamał mi trochę kości. Jak mi się udało, nie było to zbyt przyjemne, mimo wszystko szok zwalił mnie z nóg i padłam na kolana. Przywódca trochę się zaniepokoił, bo sam zeskoczył na dół.
Później nastąpił przeskok do jakiegoś ogrodu na dachu wieżowca. Tam było więcej podstarzałych bogatych panów. Wszyscy podchodzili i pod różnymi pretekstami próbowali mnie częściowo rozebrać. Nie byłam wcale pewna, czy po prostu chcieli mnie pooglądać nago, czy raczej chcieli się przekonać, czy już zaczynają rosnąć mi łuski na tułowiu. Nie byłam jeszcze wtedy całkiem kosmitką, byłam tylko niezniszczalna a zmieniać się miałam stopniowo w czasie.
==================================================================
Przebywałam na ogromnym, długim statku z bardzo liczną grupą ludzi. Sporą część grupy stanowili ludzie bogaci, wpływowi albo sławni z jakichś powodów. Miałam świadomość, że istnieje kilka takich statków, trzy albo cztery, jeden z nich był mniejszy niż ten "mój", inny dużo większy. Oglądałam plany tych statków, widziałam, że wnętrze było podzielone na segmenty, przejścia między nimi przypominały te między wagonami w pociągach miejskich. Na planie każdy segment zaznaczony był innym jaskrawym kolorem. Widziałam, że według tego jeden statek w segmencie pośrodku miał zaznaczony zielony okrąg, domyśliłam się, że chodzi o basen. Z jakiegoś powodu bardzo mnie intrygowało, czy basen oznaczał niewielki szpanerski zbiornik w środku, czy może tam był otwór na ocean pod spodem.
# coś jak w niektórych filmach, że na dużych statkach jest wyjście dla małych pojazdów podwodnych
Spytałam towarzyszącego mi przez większość czasu starszego mężczyznę o coś związanego z "dziurą w statku".
Szłam do przodu przez kolejne segmenty statku, coraz bardziej przypominało to komunikację miejską z zastawiającymi przejścia stojącymi i siedzącymi ludźmi. Było tylko ogólnie dużo jaśniej, jakoś światło lepiej wpadało do środka.
Kiedy dotarłam do pomieszczenia z dużymi oknami, z zewnątrz, z powietrza, zaatakowali nas kosmici. Przypominali ludzi na pierwszy rzut oka, całe ciała oprócz głowy, dłoni i stóp mieli pokryte drobną łuską jak gady, ale pod ubraniem nie było tego widać.
# Reptilianie??
Mieli fioletowe oczy, jasne fioletowe pasemka we włosach i lekko fioletowy odcień powiek, uszu i ust.
Jeden z nich, chyba przywódca atakującego oddziału, wpadł do środka, wybijając okno. We wnętrzu zaczęła się strzelanina. Jeden z tych bogatych starszych panów próbował strzelić do przywódcy kosmitów a wtedy ja impulsywnie postanowiłam osłonić go własnym ciałem. Trafili mnie, upadłam na podłogę obok przywódcy kosmitów, który również upadł, żeby zrobić unik. Kosmita przyciągnął mnie do siebie i zaczął mówić coś o spłacaniu długów, "krew za krew" i podobne rzeczy. Zrozumiałam, że ja muszę wypić trochę jego krwi, on mojej i wtedy stanę się jedną z nich. Miałabym być wtedy niezniszczalna.
# Czyli jak oni byli niezniszczalni to ja się niepotrzebnie głupio bohatersko nadstawiałam?!
Razem z przywódcą kosmitów siedzieliśmy nad wirtualną mapą jak z gry strategicznej. Miasta przedstawione były na niej jako trójwymiarowe, postrzępione brązowe bryły. Nad najważniejszym miastem - miałam niejasne poczucie, że to chodzi o Warszawę unosiły się świecące białe kontury symbolizujące planowane do postawienia budynki, w tej wizualizacji nieproporcjonalnie duże w porównaniu z bryłą miasta.
Przywódca wymienił nazwiska prawie dziesięciu ludzi, brzmiały one trochę podobnie do nazwisk faktycznie istniejących polskich polityków. Planował on przeciągnięcie przynajmniej części z nich na swoją stronę, co umożliwiłoby mu realizację jakichś tajnych planów.
# Jak się mieszał w politykę, to na pewno Reptilianin

Jak przystało na dobrą zdrajczynię ludzkości, postanowiłam mu w tym pomóc.
Pierwszy do próby przekupstwa był człowiek, który lubił sporty ekstremalne i prowadził dość ryzykowny styl życia. Wiedzieliśmy, że kilka lat wcześniej miał on wypadek i uszkodzenie kręgosłupa, dzięki operacji nie został kaleką na wózku. Postanowiliśmy zaoferować mu naszą zdolność regeneracji.
Kiedy przylecieliśmy do niego małym helikopterem, on stał w dwumetrowym wylanym betonem dole, czymś w rodzaju pustego basenu. Przywódca stanął na skraju tego dołu, ja zeskoczyłam i wylądowałam w pięknym stylu. Podeszłam do polityka i próbowałam go żartami skłonić, żeby mnie zaatakował i połamał mi trochę kości. Jak mi się udało, nie było to zbyt przyjemne, mimo wszystko szok zwalił mnie z nóg i padłam na kolana. Przywódca trochę się zaniepokoił, bo sam zeskoczył na dół.
Później nastąpił przeskok do jakiegoś ogrodu na dachu wieżowca. Tam było więcej podstarzałych bogatych panów. Wszyscy podchodzili i pod różnymi pretekstami próbowali mnie częściowo rozebrać. Nie byłam wcale pewna, czy po prostu chcieli mnie pooglądać nago, czy raczej chcieli się przekonać, czy już zaczynają rosnąć mi łuski na tułowiu. Nie byłam jeszcze wtedy całkiem kosmitką, byłam tylko niezniszczalna a zmieniać się miałam stopniowo w czasie.





