15-05-2020, 02:28
Kurcze... Trochę zaległości mi się porobiło. Tyle, że muszę podzielić czas na zrobienie projektu na angielski i zapisanie snów. Nie wiem, czy do końca życia wszystkie te sny zapiszę.
1.) Wróciłam właśnie do domu, tego dnia miałam poznać mamę, która zostawiła mnie bardzo dawno temu. Pani była w żaden sposób niepodobna do mojej mamy, była dość wysoka, ubrana w niebieskie ubrania, włosy koloru blond. Miała w połowie puste spojrzenie, nie całkiem puste, ale nierealne. Pani poszła do mnie do pokoju, usiadła na łóżku i wyjęła swojego szarego laptopa firmy Dell. Gdy i ja znalazłam się w pokoju, było ciemno, tak jak jest o 12 po południu, gdy rolety są zasłonięte i do pokoju dostaje się tylko odrobinka światła. Pani chciała, żebym usiadła jej na kolanach. Siadłam po jej prawej, na ekranie laptopa był widoczny losowy odcinek serialu "Szkoła", chyba 328. Pani spytała się, czy obejrzę z nią film, odpowiedziałam: "Ee, nie mam za bardzo czasu, muszę zrobić..." i zobaczyłam, że Pani wyjmuje nożyk. Mały nożyk, większy niż scyzoryk, ale mniejszy niż jakikolwiek użyteczny nóż. Nadawał się tylko do dwóch rzeczy, do naostrzenia kija znalezionego pod blokiem babci lub, przy odrobinie szczęścia, zabicia człowieka lub małego pieska. A w pokoju nie było żadnych kijów ani małych piesków. Pani zarzuciła mi na głowę koc, bardzo ciężki koc z salonu, zaczęłam wołać tatę. Tata na szczęście przybiegł z takim samym nożem i "wyrzucił" Panią z domu.
2.) Wyszłam z babcią i siostrą na spacer, babcia chciała pokazać nam śliczną górkę, na której można urządzić piknik. Była to naprawdę ładna górka, rosło na niej zielono-różowe drzewko, a sama górka była najwyższym wniesieniem w najbliższej okolicy, być może nawet tej dalszej. Ale nie można wiecznie być w takim pięknym miejscu, babcia poszła do pracy, a ja odprowadziłam siostrę do mieszkania babci, miałyśmy u niej nocować. W mieszkaniu nie było nikogo, choć dziadek miał już dawno się zjawić, zresztą jak babcia. Wiedziałam już wtedy, że nie spóźniali się, bo chcieli kupić cukierki dla ukochanych wnuczek. Odgrzałam Roksanie pierogi, zamknęłam na klucz w pokoju i pobiegłam w stronę fabryki babci, tam, gdzie w rzeczywistości jest szkoła. Była już późna godzina, może 20, może 22, może było jeszcze później. W fabryce babeczek spotkałam kilka starszych pań, pracowały z moją babcią, ale jej tam nie było. Były wyraźnie przerażone, spytałam się o co w tym chodzi. Jedna z pań odpowiedziała, że nie mam się czego bać, jeśli po 16 nie było mnie na Górce. Nie było... Rozejrzałam się po sali, nagle panie przestały się ruszać, po prostu się zawiesiły. Przeszłam do sali po lewej stronie, a była to kuchnia w mieszkaniu mojej babci. Zaraz po mnie wszedł jakiś pan, starszy, miał około 60 lat. No i miał też nóż. Powiedział, że jak nie umrę to wypuści dziadków. Zaczął mi wycinać paznokcia z kciuka u lewej stopy. Kiedy zobaczył, że daję radę, zaczął ciąć głębiej i wyciął mi koło w palcu. A potem kilka kolejnych. Równiutkie kółka, byłam podziurawiona na wylot, jak plaster sera. Bolało, ale chodziło o babcię! Popatrzyłam po kuchni i zobaczyłam, że po szafkach poupychane są podziurawione ciała, było ich mnóstwo. Potem zemdlałam. Ale nie umarłam. Obudziłam się po 10 latach, ten miły pan musiał już się znudzić, bo nigdzie go nie było. Wyskoczyłam przez okno (kuchnia jest na parterze) i pobiegłam w stronę klatek kolegów. Spotkałam tatę, miał na sobie czarne ubrania. Powiedział, że "cudownie, że żyje po dziesięciu latach".
3.) Coś mi się już robi z głową.
Rodzice zaprosili paru kolegów, żeby pooglądali rzeczy w garażu, chcieli posprzątać i może coś by się komus przydało. Chciałam pójść po coś do domu, ktoś mnie o coś poprosił. Gdy szłam, usłyszałam, że z balkonu ktoś prowadzi audycję. Była to moja mama, nie wiem o czym mówiła, bo zaraz wyskoczyła z balkonu i zaczęła tańczyć koło mnie. Przyszła moja siostra, próbowałyśmy mamę jakoś uspokoić, ale to ją tylko denerwowało. Teraz nie dość, że tańczyła, to jeszcze wymachiwała nożem w naszą stronę. Czy wszystkie koszmary muszą być oparte na nożu? Czy nie może się powtórzyć sen o reinkarnacji, to by było zdecydowanie milsze. Wracając - Roksana znikła, a mama blokowała mi drogę, gdy w końcu dotarłyśmy do bramy. Ta osoba dalej machała mi nożem przed oczami, chciałam ją uderzyć w brzuch i uciec, ale zawsze odskakiwała. Po trzeciej próbie ta osoba odwróciła mnie plecami do siebie, ustawiła w pozycji klęczącej i po chwili wbiła mi nóż prosto w kręgosłup, kilka kręgów od szyi. Obudziłam się i zasnęłam.
4.) Jest i świadomy sen!
Znalazłam się między salonem a łazienką i od razu wiedziałam, że jestem we śnie. Dla formalności zatkałam nos i wciągnęłam powietrze, tak na wszelki wypadek żebym nie zrobiła nic skrajnie niemoralnego w rzeczywistości. Tak skrajnie niemoralnego, że lepiej tego tu nie opisywać.
1.) Wróciłam właśnie do domu, tego dnia miałam poznać mamę, która zostawiła mnie bardzo dawno temu. Pani była w żaden sposób niepodobna do mojej mamy, była dość wysoka, ubrana w niebieskie ubrania, włosy koloru blond. Miała w połowie puste spojrzenie, nie całkiem puste, ale nierealne. Pani poszła do mnie do pokoju, usiadła na łóżku i wyjęła swojego szarego laptopa firmy Dell. Gdy i ja znalazłam się w pokoju, było ciemno, tak jak jest o 12 po południu, gdy rolety są zasłonięte i do pokoju dostaje się tylko odrobinka światła. Pani chciała, żebym usiadła jej na kolanach. Siadłam po jej prawej, na ekranie laptopa był widoczny losowy odcinek serialu "Szkoła", chyba 328. Pani spytała się, czy obejrzę z nią film, odpowiedziałam: "Ee, nie mam za bardzo czasu, muszę zrobić..." i zobaczyłam, że Pani wyjmuje nożyk. Mały nożyk, większy niż scyzoryk, ale mniejszy niż jakikolwiek użyteczny nóż. Nadawał się tylko do dwóch rzeczy, do naostrzenia kija znalezionego pod blokiem babci lub, przy odrobinie szczęścia, zabicia człowieka lub małego pieska. A w pokoju nie było żadnych kijów ani małych piesków. Pani zarzuciła mi na głowę koc, bardzo ciężki koc z salonu, zaczęłam wołać tatę. Tata na szczęście przybiegł z takim samym nożem i "wyrzucił" Panią z domu.
2.) Wyszłam z babcią i siostrą na spacer, babcia chciała pokazać nam śliczną górkę, na której można urządzić piknik. Była to naprawdę ładna górka, rosło na niej zielono-różowe drzewko, a sama górka była najwyższym wniesieniem w najbliższej okolicy, być może nawet tej dalszej. Ale nie można wiecznie być w takim pięknym miejscu, babcia poszła do pracy, a ja odprowadziłam siostrę do mieszkania babci, miałyśmy u niej nocować. W mieszkaniu nie było nikogo, choć dziadek miał już dawno się zjawić, zresztą jak babcia. Wiedziałam już wtedy, że nie spóźniali się, bo chcieli kupić cukierki dla ukochanych wnuczek. Odgrzałam Roksanie pierogi, zamknęłam na klucz w pokoju i pobiegłam w stronę fabryki babci, tam, gdzie w rzeczywistości jest szkoła. Była już późna godzina, może 20, może 22, może było jeszcze później. W fabryce babeczek spotkałam kilka starszych pań, pracowały z moją babcią, ale jej tam nie było. Były wyraźnie przerażone, spytałam się o co w tym chodzi. Jedna z pań odpowiedziała, że nie mam się czego bać, jeśli po 16 nie było mnie na Górce. Nie było... Rozejrzałam się po sali, nagle panie przestały się ruszać, po prostu się zawiesiły. Przeszłam do sali po lewej stronie, a była to kuchnia w mieszkaniu mojej babci. Zaraz po mnie wszedł jakiś pan, starszy, miał około 60 lat. No i miał też nóż. Powiedział, że jak nie umrę to wypuści dziadków. Zaczął mi wycinać paznokcia z kciuka u lewej stopy. Kiedy zobaczył, że daję radę, zaczął ciąć głębiej i wyciął mi koło w palcu. A potem kilka kolejnych. Równiutkie kółka, byłam podziurawiona na wylot, jak plaster sera. Bolało, ale chodziło o babcię! Popatrzyłam po kuchni i zobaczyłam, że po szafkach poupychane są podziurawione ciała, było ich mnóstwo. Potem zemdlałam. Ale nie umarłam. Obudziłam się po 10 latach, ten miły pan musiał już się znudzić, bo nigdzie go nie było. Wyskoczyłam przez okno (kuchnia jest na parterze) i pobiegłam w stronę klatek kolegów. Spotkałam tatę, miał na sobie czarne ubrania. Powiedział, że "cudownie, że żyje po dziesięciu latach".
3.) Coś mi się już robi z głową.
Rodzice zaprosili paru kolegów, żeby pooglądali rzeczy w garażu, chcieli posprzątać i może coś by się komus przydało. Chciałam pójść po coś do domu, ktoś mnie o coś poprosił. Gdy szłam, usłyszałam, że z balkonu ktoś prowadzi audycję. Była to moja mama, nie wiem o czym mówiła, bo zaraz wyskoczyła z balkonu i zaczęła tańczyć koło mnie. Przyszła moja siostra, próbowałyśmy mamę jakoś uspokoić, ale to ją tylko denerwowało. Teraz nie dość, że tańczyła, to jeszcze wymachiwała nożem w naszą stronę. Czy wszystkie koszmary muszą być oparte na nożu? Czy nie może się powtórzyć sen o reinkarnacji, to by było zdecydowanie milsze. Wracając - Roksana znikła, a mama blokowała mi drogę, gdy w końcu dotarłyśmy do bramy. Ta osoba dalej machała mi nożem przed oczami, chciałam ją uderzyć w brzuch i uciec, ale zawsze odskakiwała. Po trzeciej próbie ta osoba odwróciła mnie plecami do siebie, ustawiła w pozycji klęczącej i po chwili wbiła mi nóż prosto w kręgosłup, kilka kręgów od szyi. Obudziłam się i zasnęłam.
4.) Jest i świadomy sen!
Znalazłam się między salonem a łazienką i od razu wiedziałam, że jestem we śnie. Dla formalności zatkałam nos i wciągnęłam powietrze, tak na wszelki wypadek żebym nie zrobiła nic skrajnie niemoralnego w rzeczywistości. Tak skrajnie niemoralnego, że lepiej tego tu nie opisywać.





