02-05-2020, 17:16
Leżę sobie na łóżku i słyszę trzeszcząco podskakujące hałasy na dworze. Ubzdurałem sobie, że to budka (telefoniczna?) mnie goni, chociaż nic nie widziałem, i przeskakuje przez krawężnik. Chciałem wstać, ale nic z tego. Za którymś razem w końcu udało mi się i wyjrzałem przez małe boczne okienko po lewej stronie w rzeczywistości nieistniejące. Zobaczyłem ptaki, chyba kury i koguty. Dla zabawy wystawiam im znalezioną szmatę na kiju. Przybliżają się. Okazuje się, że to ludzie. Byli bardzo zdziwieni, jak zobaczyli ten kawałek materiału.
Zeskoczyłem z daszku na senny chodnik. Szedłem obok sklepów. Byłem bez butów. Nagle wszedłem w kałużę. Aż zakrzyknąłem, taka była zimna woda, ale pomyślałem wtedy, że było to bardzo śmieszne. Szedłem jeszcze chwilę i się obudziłem.
Zeskoczyłem z daszku na senny chodnik. Szedłem obok sklepów. Byłem bez butów. Nagle wszedłem w kałużę. Aż zakrzyknąłem, taka była zimna woda, ale pomyślałem wtedy, że było to bardzo śmieszne. Szedłem jeszcze chwilę i się obudziłem.





