28-04-2020, 23:32
1.) Tego dnia wyjechaliśmy na wycieczkę klasową. Nic ciekawego się nie działo i się obudziłam.
2.) Kontynuacja poprzedniego snu, tym razem pojechaliśmy pod szpital. Potem się obudziłam.
3.) W pewnym sensie kontynuacja poprzednika. Znajdowałam się przed przejściem przy bloku mojej babci. Ze mną stała moja wychowawczyni, rozmawiała z kimś. A rozmawiała o bombie w okolicach kościoła, czyli bardzo blisko. Jak się okazało, była ona saperką. Ja, nauczona śmiercią w jednym ze snów z wczesnego dzieciństwa, pobiegłam jak najdalej. Gdy znalazłam się przy bardzo zmodyfikowanej "Majce", weszłam do pomieszczenia, które z wyglądu przypominało łącznik. Było tam kilka par drzwi, prowadziły najprawdopodobniej do jakichś restauracji. Było tam sporo ludzi. Przeszłam przez cały korytarz i stanęłam przed ciężkimi drzwiami. Po mojej lewej stronie była pralnia. Za mną była pani z dwójką dzieci, na rękach trzymała małego chłopca, a za rączkę prowadziła dziewczynkę. Wiedziałam, że biegnie w tę samą stronę, co ja, więc po otworzeniu wielkich drzwi przepuściłam ją i spojrzałam gdzie biegnie. A biegła w stronę równie zmodyfikowanego co "Majka" wąwozu. Po drodze upuściła chłopca. Wiedziałam, że w miejscu, w którym stałam było strasznie niebezpiecznie, bo gdy ostatnio wybuchła bomba zniszczenia sięgnęły dużo większych terenów niż się spodziewałam. Wzięłam chłopca ze sobą i pobiegłam przed siebie i... Wywróciłam się o płytę od kanału, a byłam w półśnie, bo tak zwykle przebiegają moje sny. Obudziłam się i w żaden sposób nie mogłam znowu zasnąć. W końcu była 12...
2.) Kontynuacja poprzedniego snu, tym razem pojechaliśmy pod szpital. Potem się obudziłam.
3.) W pewnym sensie kontynuacja poprzednika. Znajdowałam się przed przejściem przy bloku mojej babci. Ze mną stała moja wychowawczyni, rozmawiała z kimś. A rozmawiała o bombie w okolicach kościoła, czyli bardzo blisko. Jak się okazało, była ona saperką. Ja, nauczona śmiercią w jednym ze snów z wczesnego dzieciństwa, pobiegłam jak najdalej. Gdy znalazłam się przy bardzo zmodyfikowanej "Majce", weszłam do pomieszczenia, które z wyglądu przypominało łącznik. Było tam kilka par drzwi, prowadziły najprawdopodobniej do jakichś restauracji. Było tam sporo ludzi. Przeszłam przez cały korytarz i stanęłam przed ciężkimi drzwiami. Po mojej lewej stronie była pralnia. Za mną była pani z dwójką dzieci, na rękach trzymała małego chłopca, a za rączkę prowadziła dziewczynkę. Wiedziałam, że biegnie w tę samą stronę, co ja, więc po otworzeniu wielkich drzwi przepuściłam ją i spojrzałam gdzie biegnie. A biegła w stronę równie zmodyfikowanego co "Majka" wąwozu. Po drodze upuściła chłopca. Wiedziałam, że w miejscu, w którym stałam było strasznie niebezpiecznie, bo gdy ostatnio wybuchła bomba zniszczenia sięgnęły dużo większych terenów niż się spodziewałam. Wzięłam chłopca ze sobą i pobiegłam przed siebie i... Wywróciłam się o płytę od kanału, a byłam w półśnie, bo tak zwykle przebiegają moje sny. Obudziłam się i w żaden sposób nie mogłam znowu zasnąć. W końcu była 12...





