26-04-2020, 22:54
Zrobiłam taki "challenge", ile snów uda mi się zapamiętać przez tydzień bez zapisywania ani nic. Wyniki...
1.) Miałam przy sobie papierowy samolocik. Choć to zdrobnienie raczej tu nie pasuje. To był normalnej wielkości (samolotu pasażerskiego) samolot z papieru. Dostałam go chyba od dziadka, można było polecieć przez kilkanaście metrów. Zbliżała się godzina spotkania z siostrą, więc poleciałam (hehe) szybko na przerobione na potrzeby snu Stare miasto. Było bardzo przerobione lub z dodatkowym miejscem. Nie mam teraz głowy, żeby to opisywać, więc opowiem tylko o najważniejszej części scenerii - ścianie. Była to ściana z bruku, to tyle. Z Roksaną miałyśmy zrobić jakąś sesję zdjęciową na jej Instagrama, ze Starego Miasta udałyśmy się pod jakby zagrodę. Miała powierzchnię ~25 metrów kwadratowych, wysoka na przynajmniej 20m. Nie było to zwykły kwadrat z drewnianego płotu. Był to kwadrat z materiału jak z gry Slime Rancher, taka zagroda, w której trzyma się te Slimy. Nie wiem co zamierzała tam robić, bo sen się skończył.
2.) Przypadkowo kogoś zabiłam, ale ta osoba zmartwychwstała.
3.) Sen dość... drastyczny. W skrócie jakaś pani umartwiała się przede mną i kazała mi ją zabić. Na końcu snu odcięła wszystkie kończyny od tułowia, a sama podeszła do mnie na samej szyi. Dziwne.
4.) Tej nocy ogólnie miałam dziwne sny. Tym razem, znów pani, lecz teraz w ciąży. Przekazała mi swoje dzieci z niewiadomych przyczyn, później zniknęła. Dzieci rzecz jasna nienarodzone, a było ich troje. Pani była też w bardzo zaawansowanej ciąży, można było stwierdzić, że urodzić powinna niedługo. I to by się zgadzało, gdyż dzień ten nadszedł dzisiaj. Jednak zmieniła się osoba. Hmm... Szczegółów może lepiej opisywać nie będę, przynajmniej tych z pierwszej próby. Skończyłam prawie jak pani ze snu nr 3. Za drugim razem poprosiłam mamę, żeby zrobiła mi cesarskie cięcie. Nie wiem skąd znalazłam się w stajni, ale było tam bardzo czysto. Bardzo czysto jak na stajnię. Mama wycięła mi kwadracik na brzuchu i sobie poszła. Wróciła parę minut później. Ja już podobnie jak przy pierwszej próbie byłam w stanie agonalnym. Wtedy wyjęła jedno dziecko. A przed nami jeszcze dwoje.
3 ostatnie sny były z tej nocy, więc próba nie bardzo udana. Może lepiej przestanę się lenić i wezmę się - chociaż za pisanie snów.
1.) Miałam przy sobie papierowy samolocik. Choć to zdrobnienie raczej tu nie pasuje. To był normalnej wielkości (samolotu pasażerskiego) samolot z papieru. Dostałam go chyba od dziadka, można było polecieć przez kilkanaście metrów. Zbliżała się godzina spotkania z siostrą, więc poleciałam (hehe) szybko na przerobione na potrzeby snu Stare miasto. Było bardzo przerobione lub z dodatkowym miejscem. Nie mam teraz głowy, żeby to opisywać, więc opowiem tylko o najważniejszej części scenerii - ścianie. Była to ściana z bruku, to tyle. Z Roksaną miałyśmy zrobić jakąś sesję zdjęciową na jej Instagrama, ze Starego Miasta udałyśmy się pod jakby zagrodę. Miała powierzchnię ~25 metrów kwadratowych, wysoka na przynajmniej 20m. Nie było to zwykły kwadrat z drewnianego płotu. Był to kwadrat z materiału jak z gry Slime Rancher, taka zagroda, w której trzyma się te Slimy. Nie wiem co zamierzała tam robić, bo sen się skończył.
2.) Przypadkowo kogoś zabiłam, ale ta osoba zmartwychwstała.
3.) Sen dość... drastyczny. W skrócie jakaś pani umartwiała się przede mną i kazała mi ją zabić. Na końcu snu odcięła wszystkie kończyny od tułowia, a sama podeszła do mnie na samej szyi. Dziwne.
4.) Tej nocy ogólnie miałam dziwne sny. Tym razem, znów pani, lecz teraz w ciąży. Przekazała mi swoje dzieci z niewiadomych przyczyn, później zniknęła. Dzieci rzecz jasna nienarodzone, a było ich troje. Pani była też w bardzo zaawansowanej ciąży, można było stwierdzić, że urodzić powinna niedługo. I to by się zgadzało, gdyż dzień ten nadszedł dzisiaj. Jednak zmieniła się osoba. Hmm... Szczegółów może lepiej opisywać nie będę, przynajmniej tych z pierwszej próby. Skończyłam prawie jak pani ze snu nr 3. Za drugim razem poprosiłam mamę, żeby zrobiła mi cesarskie cięcie. Nie wiem skąd znalazłam się w stajni, ale było tam bardzo czysto. Bardzo czysto jak na stajnię. Mama wycięła mi kwadracik na brzuchu i sobie poszła. Wróciła parę minut później. Ja już podobnie jak przy pierwszej próbie byłam w stanie agonalnym. Wtedy wyjęła jedno dziecko. A przed nami jeszcze dwoje.
3 ostatnie sny były z tej nocy, więc próba nie bardzo udana. Może lepiej przestanę się lenić i wezmę się - chociaż za pisanie snów.





