20-04-2020, 01:34
Hej, dobra. Już jestem po tygodniowej przerwie. Mam za dużo snów w głowie, a mój odwyk od internetu się nie udał. Ostatnimi czasy troszkę poprawiła mi się pamięć snów, ale poczęła znów się psuć z powodu braku długopisów i ołówków w domu. No... I może trochę lenistwa. Szczerze mówiąc - bardzo z lenistwa i dziwnego uczucia radości, kiedy mam w głowie dużo snów, które trzeba pamiętać. No ale na psychikę też to trochę działa, więc już napiszę tu te sny.
15.04-16.04 #1
Rodzice wysłali mnie do swego rodzaju internatu, był to taki przytulny domek, w którym wychowywało się kilka osób ,czasem spotykając się z rodziną. Przed wyjazdem spakowałam do dwóch plecaków o stylu przedszkolnym ubrania - do pierwszego oraz zeszyty i książki - do drugiego. Pierwsze dni spędzone w nowym domu były zaskakująco dobre. Spałam (podobnie jak w rzeczywistości) na materacu położonym na podłodze obok łóżka siostry. Obok mojego był jeszcze drugi, czasem odgrodzony ścianką a czasem nie. W domu mieszkały 3 dziewczynki i 2 chłopców, tyle przynajmniej widziałam. Choć w przypadku drugiego trudno mówić o chłopcu, miał 17 lat i był synem 80-letniego właściciela. Był adoptowany, wychowywał się w innym kraju, ale był Polakiem. Mimo to, nie bardzo umiał mówić po polsku, mówił po arabsku. Przez to dzieci z sąsiedniego domu go bardzo nie lubiły.
Pewnego dnia otworzyli szkoły, był wtorek (wiem, bo siostra mówiła o technice). Wstałam około 5 rano, więc nie chciało mi się od razu szykować do szkoły. Usiadłam z telefonem na kanapie w korytarzu i czekałam aż ktoś się obudzi. Lecz nie zauważyłam, gdy wstali już wszyscy i była pora do szkoły. Zostało dosłownie kilka minut do pierwszego dzwonka, a ja byłam nieubrana i niespakowana, do tego zdezorientowana. Okazało się, że nie tylko ja miałam taki problem, czarnoskóry chłopak z pokoju bardzo podobnego do pokoju mojej cioci oraz wspomniany już wyżej nastolatek również. Moja siostra z jej koleżanką już dawno wyszły. W panice szukałam jakichś moich rzeczy, ale znaleźć ich nie mogłam kompletnie. Po kilku cennych minutach rozmyślań, zabrałam oba plecaki siostry. Nie wiedziałam co dalej, ale miałam plecaki. Całe szczęście nie musiałam wiedzieć, bo właściciel zrobił synowi ekspresowy kurs jazdy i kupił stare auto. Przy okazji obok mojego pokoju zauważyłam mamę, tatę i dziadka przy stole, którzy bardzo się weselili widząc moje poczynania. Bramę otwierało czterech mężczyzn ciągnąc za nią, wyglądali na wesołych. Gdy wszystko było gotowe... Przyszła adoptowana mama i kazała robić brzuszki synowi. Gdy to usłyszał, popłakał się. ;(
18-19.04 #1
Czy mi się wydaje, czy ja jestem na lekcji techniki? Najwidoczniej w jakiś sposób pozabijaliśmy wszystkich i dotarliśmy do szkoły. Była pierwsza lekcja po kwarantannie, a ja przyszłam na nią z czterema małymi pieskami. Nie wiadomo kim byli ich rodzice. Nosiłam je albo w pudełeczku, gdyż były mniejsze niż Świnka Peppa z mojego biurka, lub na paskach na przedramieniu. Czasem zdawało mi się, że umarły, ale tylko spały. To były małe, bielutkie maltańczyki. Na sali lekcyjnej była cała moja klasa, ja siedziałam w rzędzie najbliżej okien, ale odległym od nich o min. 2 metry. Mój plecak stał po lewej stronie. W ławce siedziałam sama, w ostatnim rzędzie. Przede mną był Michał, jak ja go nie lubię to sobie nawet nie można wyobrazić. Nie bez powodu zresztą, molestował i bił inne dziewczyny, przy tym będąc okropnym człowiekiem (już pomijając fakt o naruszaniu nietykalności...). No, wyżalona to możemy wracać do snu. Nauczyciel mówił coś i świetnie bym to rozumiała, gdyby nie fakt, że mój plecak gdzieś zniknął. A zniknął pod ławkę Michała z rzeczami porozwalanymi na całą klasę. Próbując słuchać lekcji wyrwałam mu plecak i zbierałam rzeczy, gdy to pan zapytał o czym była mowa. Gdy nie otrzymał odpowiedzi na pytanie, zabrał mnie na korytarz razem z dwoma moimi koleżankami. Poszliśmy do klasy odległej o pół szkoły, aby pokazać nam coś. Ostatecznie do sali nie dotarły 2 koleżanki, a ja dostałam po jednym pojemniku wypełnionym czerwoną oraz niebieską cieczą oraz jeden pusty. Pan pokazywał mi niemieszanie się kolorów po złączeniu tub. Cóż, miały się nie mieszać. Gdy obróciłam je o 180* wszystko się popsuło. Próbowałam naprawić nim nauczyciel o nie zapyta, lecz zadziałało tylko po części. Gdy wróciliśmy do klasy nastał ten moment. "Proszę pana, znowu wszystko popsułam."
#2
Mimo elementów wspólnych w tym i poprzednim śnie, tym razem kwarantanna dalej obowiązywała z możliwością jedynie godziny spaceru dziennie. Proszę nie oceniać mnie przez pryzmat snu, to co się w nim zawiera często jest niezgodne z moimi przekonaniami i pełni rolę miejsca, gdzie podświadomość może się wyżyć i wyżalić.
Jakie wspólne elementy? Pieski, moje małe pieski. To by było na tyle z tej kategorii, przejdźmy do snu.
Wraz z niezidentyfikowaną koleżanką, choć domyślam się, że była to zniekształcona wersja Oli, wymyślonej przyjaciółki, udałyśmy się w dobrze znane (sennym) nam miejsce. Była tam plaża i park, lodziarnia i wersja mini wesołego miasteczka. Byli tam również policjanci kontrolujący wszystko, jednak ci zagubili się gdzieś na linach w parku linowym. Mama mi opowiadała, że było ich sześciu. W sporym skrócie, bo wiele się w śnie nie działo, zajrzałyśmy na plażę i spytałam "A to nie jest nielegalne? Chodźmy!"
Wszystkim Wam życzę spokojnej i pełnej świadomych snów nocy, papa!
15.04-16.04 #1
Rodzice wysłali mnie do swego rodzaju internatu, był to taki przytulny domek, w którym wychowywało się kilka osób ,czasem spotykając się z rodziną. Przed wyjazdem spakowałam do dwóch plecaków o stylu przedszkolnym ubrania - do pierwszego oraz zeszyty i książki - do drugiego. Pierwsze dni spędzone w nowym domu były zaskakująco dobre. Spałam (podobnie jak w rzeczywistości) na materacu położonym na podłodze obok łóżka siostry. Obok mojego był jeszcze drugi, czasem odgrodzony ścianką a czasem nie. W domu mieszkały 3 dziewczynki i 2 chłopców, tyle przynajmniej widziałam. Choć w przypadku drugiego trudno mówić o chłopcu, miał 17 lat i był synem 80-letniego właściciela. Był adoptowany, wychowywał się w innym kraju, ale był Polakiem. Mimo to, nie bardzo umiał mówić po polsku, mówił po arabsku. Przez to dzieci z sąsiedniego domu go bardzo nie lubiły.
Pewnego dnia otworzyli szkoły, był wtorek (wiem, bo siostra mówiła o technice). Wstałam około 5 rano, więc nie chciało mi się od razu szykować do szkoły. Usiadłam z telefonem na kanapie w korytarzu i czekałam aż ktoś się obudzi. Lecz nie zauważyłam, gdy wstali już wszyscy i była pora do szkoły. Zostało dosłownie kilka minut do pierwszego dzwonka, a ja byłam nieubrana i niespakowana, do tego zdezorientowana. Okazało się, że nie tylko ja miałam taki problem, czarnoskóry chłopak z pokoju bardzo podobnego do pokoju mojej cioci oraz wspomniany już wyżej nastolatek również. Moja siostra z jej koleżanką już dawno wyszły. W panice szukałam jakichś moich rzeczy, ale znaleźć ich nie mogłam kompletnie. Po kilku cennych minutach rozmyślań, zabrałam oba plecaki siostry. Nie wiedziałam co dalej, ale miałam plecaki. Całe szczęście nie musiałam wiedzieć, bo właściciel zrobił synowi ekspresowy kurs jazdy i kupił stare auto. Przy okazji obok mojego pokoju zauważyłam mamę, tatę i dziadka przy stole, którzy bardzo się weselili widząc moje poczynania. Bramę otwierało czterech mężczyzn ciągnąc za nią, wyglądali na wesołych. Gdy wszystko było gotowe... Przyszła adoptowana mama i kazała robić brzuszki synowi. Gdy to usłyszał, popłakał się. ;(
18-19.04 #1
Czy mi się wydaje, czy ja jestem na lekcji techniki? Najwidoczniej w jakiś sposób pozabijaliśmy wszystkich i dotarliśmy do szkoły. Była pierwsza lekcja po kwarantannie, a ja przyszłam na nią z czterema małymi pieskami. Nie wiadomo kim byli ich rodzice. Nosiłam je albo w pudełeczku, gdyż były mniejsze niż Świnka Peppa z mojego biurka, lub na paskach na przedramieniu. Czasem zdawało mi się, że umarły, ale tylko spały. To były małe, bielutkie maltańczyki. Na sali lekcyjnej była cała moja klasa, ja siedziałam w rzędzie najbliżej okien, ale odległym od nich o min. 2 metry. Mój plecak stał po lewej stronie. W ławce siedziałam sama, w ostatnim rzędzie. Przede mną był Michał, jak ja go nie lubię to sobie nawet nie można wyobrazić. Nie bez powodu zresztą, molestował i bił inne dziewczyny, przy tym będąc okropnym człowiekiem (już pomijając fakt o naruszaniu nietykalności...). No, wyżalona to możemy wracać do snu. Nauczyciel mówił coś i świetnie bym to rozumiała, gdyby nie fakt, że mój plecak gdzieś zniknął. A zniknął pod ławkę Michała z rzeczami porozwalanymi na całą klasę. Próbując słuchać lekcji wyrwałam mu plecak i zbierałam rzeczy, gdy to pan zapytał o czym była mowa. Gdy nie otrzymał odpowiedzi na pytanie, zabrał mnie na korytarz razem z dwoma moimi koleżankami. Poszliśmy do klasy odległej o pół szkoły, aby pokazać nam coś. Ostatecznie do sali nie dotarły 2 koleżanki, a ja dostałam po jednym pojemniku wypełnionym czerwoną oraz niebieską cieczą oraz jeden pusty. Pan pokazywał mi niemieszanie się kolorów po złączeniu tub. Cóż, miały się nie mieszać. Gdy obróciłam je o 180* wszystko się popsuło. Próbowałam naprawić nim nauczyciel o nie zapyta, lecz zadziałało tylko po części. Gdy wróciliśmy do klasy nastał ten moment. "Proszę pana, znowu wszystko popsułam."
#2
Mimo elementów wspólnych w tym i poprzednim śnie, tym razem kwarantanna dalej obowiązywała z możliwością jedynie godziny spaceru dziennie. Proszę nie oceniać mnie przez pryzmat snu, to co się w nim zawiera często jest niezgodne z moimi przekonaniami i pełni rolę miejsca, gdzie podświadomość może się wyżyć i wyżalić.
Jakie wspólne elementy? Pieski, moje małe pieski. To by było na tyle z tej kategorii, przejdźmy do snu.
Wraz z niezidentyfikowaną koleżanką, choć domyślam się, że była to zniekształcona wersja Oli, wymyślonej przyjaciółki, udałyśmy się w dobrze znane (sennym) nam miejsce. Była tam plaża i park, lodziarnia i wersja mini wesołego miasteczka. Byli tam również policjanci kontrolujący wszystko, jednak ci zagubili się gdzieś na linach w parku linowym. Mama mi opowiadała, że było ich sześciu. W sporym skrócie, bo wiele się w śnie nie działo, zajrzałyśmy na plażę i spytałam "A to nie jest nielegalne? Chodźmy!"
Wszystkim Wam życzę spokojnej i pełnej świadomych snów nocy, papa!





