Kroniki Astralnych Motyli
#78
Dzień 53

Serce i mózg. Rdzeń.
(Jest źródłem wszelkiego życia w wymiarze astralnym. Pierwszym, bazowym poziomem i centralnym filarem. Fundamentem.)
Wiedziałam to, prawda? To znaczy domyślałam się. Przeczuwałam.
Wiedziałam, że mam do czynienia z czymś Ważnym. Ze Świętością. Z Najświętszym ze Świętych.
Ehm, to znaczy… czy ja uznawałam tutaj jakiekolwiek świętości?
- Tej siły cały czas się boisz.
- Nieprawda!
Oczywiście, że była to prawda. Ale…
- Wiesz, że to prawda.
- Wcale nie!
- A właśnie, że tak!
- A właśnie, że nie!
I co dalej? Pokazać język, zagrać na nosie? Wracamy do przedszkola?
(Proszę pani, ona kłamie!)
Jako że drzwi salonu znajdowały się mniej więcej naprzeciwko tych kuchennych, plus minus minimalne przesunięcia za każdą moją wizytą tutaj, podniesione głosy mój i mojej tulpy zwróciły uwagę Hissa. Stwór zajrzał do salonu i przez chwilę przyglądał mi się badawczo.
No o co mu chodziło? Ja tu nie takie zamieszania słyszałam poprzez ściany z kuchni. Zresztą niedługi czas później, kiedy akurat próbowałam wyciszyć umysł, coś tam wydarzyło się znowu. Nawet nie chciało mi się wstawać i iść tam, żeby sprawdzić, o co poszło. Póki dom nie stał w płomieniach, mogłam założyć, że wszystko jest w porządku. Zacisnęłam zęby i próbowałam po prostu koncentrować się mocniej.
Teraz byłam bardziej zmotywowana niż wcześniej. Miałam Cel.
Z poprzednich doświadczeń z tym sercem… Rdzeniem… wywnioskowałam tyle, że podczas transu miałam jakieś szanse nawiązać z nim kontakt. Channeling, kurczę blade. Może lepiej dobrowolne przyjęcie roli piorunochronu, który miał przyjąć przepływ niewyobrażalnej ilości energii. Takie przedstawienie sprawy byłoby już bardziej adekwatne do tego, co zamierzałam zrobić.
- A pomyślałaś, że to może okazać się NIEBEZPIECZNE? - spytała Kiri. Gdybym wyczuła od niej w tym momencie niepewność – a w pewnym stopniu byłam już W STANIE takie rzeczy czuć – uznałabym to za przejaw troski z jej strony. Zamiast tego odebrałam wrażenie lekko skrywanego, słabego jadu. Nie takiego jawnie żrącego, to było raczej jak mocno rozcieńczony kwas. Taki trzyprocentowy. Chciała mnie sprowokować, gadzina.
- Nie gad, tylko ssak.
Jeśli miałabym na to jakikolwiek wpływ, mogłabym równie dobrze mieć gada jako kolejnego chowańca. Wtedy nawet jad byłby bardzo na miejscu.
Spytałam, jakie właściwie niebezpieczeństwo miałoby się z tym wiązać. Usłyszałam, że być może taki kontakt i takie doznania zarezerwowane były dla bardziej oświeconych podróżników. Że kontakt z bogiem powinien być raczej konsekwencją harmonijnego duchowego rozwoju.
Czy ona w każdej wolnej chwili, kiedy nie była przy mnie albo nie prześladowała mnie telepatycznie, czytywała Bardona?! Miałam wrażenie, że na tym etapie przestudiowała „Wtajemniczenie...” dużo dokładniej niż ja.
- Jakie to budzi w tobie uczucia? - niezbędna dawka kanapowej psychologii.
Przede wszystkim czułam, że moja tulpa mogła mieć trochę racji. Trochę, powtarzam, trochę.
Naprawdę miałam do czynienia z wielką potęgą, najbardziej zagęszczonym skupieniem energii w całym astralnym świecie. I wiedziałam z własnych doświadczeń, jak silnie to na mnie oddziaływało. Czy mogło zrobić mi krzywdę? Sama jakiś czas temu stwierdziłam, że nie wyczuwałam ze strony Rdzenia skierowanych przeciwko mnie złych zamiarów.
Ogień też nie ma złych zamiarów skierowanych przeciwko idiocie, który postanowi w niego wejść.
Co najgorszego mogłoby się wydarzyć? Czy w sytuacji kryzysowej po prostu nie obudziłabym się jak ze złego snu? Fadhir mówił o zrywaniu więzi z innym wymiarem – czy naprawdę było tak łatwo je utracić? Sądząc po reakcjach Fadhira na moje opowieści o początkowych doświadczeniach, moje połączenie z Astralem było silniejsze niż sama mogłam oczekiwać. I z upływem czasu wzmacniało się dalej, podobnie jak moje zrozumienie.
To mogło nawet mieć sens… Szok, jaki powodował mentalny kontakt z Rdzeniem nie musiał być tak silny jak wcześniej. Widziałam… czułam… ehm… DOŚWIADCZYŁAM w ostatnim czasie trochę rzeczy, po których mogłabym obawiać się swoje zdrowe zmysły. A to co stało się przy tamtej pechowej, nie do końca udanej próbie teleportacji… czy to nie było podobne? Tamto przeżyłam. Nie czułam, żeby moja zdolność do podróży astralnych jakoś na tym ucierpiała.
Zresztą nawet jeśli zostałaby zerwana ta cała osławiona więź, czy naprawdę nie mogłabym spróbować przebić się na drugą stronę jeszcze raz? Mimo wszystko miałam już trochę doświadczenia.
No mogłabym, prawda?
- Nie wiem – powiedziała Kiri. Siedziała na brzegu biurka, przyglądając mi się i lekko przekrzywiając głowę.
Byłyśmy wtedy w pokoju na pierwszym piętrze. W salonie, ze względu na stwory z kuchni, nie dałoby się medytować.
Bezmyślnie bawiłam się rękami, pozwalałam, żeby energia przeskakiwała między moimi palcami jak wyładowania statyczne. Iskry i nitki miniaturowych błyskawic przybierały barwy żółtą, białą i wszystko pomiędzy, czasami udawało mi się uzyskać odcień bardziej zbliżony do pomarańczowego. Może nie do końca to MNIE się udawało. Raczej przypadkowi.
- Teoretycznie nie widzę przyczyny, dlaczego powrót tutaj miałby być niemożliwy. Albo znacznie trudniejszy niż przebicie się tu za pierwszym razem.
Westchnęłam i usiadłam prosto. Skrzyżowałam nogi i opuściłam ręce.
- A ty na moim miejscu być nie spróbowała? - spytałam – Nie zaryzykowałabyś?
Głupie pytanie, biorąc pod uwagę, jak je sformułowałam i KOMU zadałam.
Potrząsnęłam głową i uśmiechnęłam się szelmowsko. Przynajmniej miałam nadzieję, że mój wyraz twarzy tak właśnie z boku wyglądał.
- Jeśli już więcej tu nie wrócę, pamiętaj, że podjęłam ryzyko w pełni świadomie. Powiedz pozostałym tutaj, że miło było mi ich poznać.
Zamknęłam oczy i spróbowałam osiągnąć najgłębszy możliwy trans.
To wszystko zabrzmiało tak, jakbym była pewna siebie. W rzeczywistości nie wiedziałam, CO właściwie powinnam zrobić. Medytować, oczyścić umysł… dobrze, tylko co dalej? Otworzyć się, przyjąć rolę obserwatora. Co miałam obserwować?
Czułam, że otoczenie nie oddziałuje na mnie. A moje ciało astralne nie oddziaływało na otoczenie. Nie było w tym żadnych sił, żadnego parcia ani oporu. Byłam po prostu nieważkim punktem w przestrzeni.
Znajdowałam się w pokoju na pierwszym piętrze. W zakresie ograniczonym przez jego współrzędne. A jego przestrzeń zawierała się w kolejnej. Większej. Wszystkie te obszary zostały opisane w sposób, który chwilowo mógł być dla mnie niezrozumiały. Czy to miało teraz znaczenie?
Kolejne rzędy run i symboli układały się w trójkąty i kręgi. Sieć przecinających się linii wiązała ich środki i czyniła z elementów całość. Oto jest przepis, oto jest instrukcja. A ten świat już dobrze wiedział, co z tym zrobić.
(i tego trzymać się trzeba)
Wypłynęłam świadomością z pokoju. Nieograniczona już swoją obecną astralną formą, przesączyłam się jednocześnie przez ściany do biblioteki i przez drzwi na korytarz. Bibliotekę poznałam po ogromie pustki między punktami współrzędnych. Utwierdziłam swoją obecność w owej pustki środku. Niewypowiedzianym na głos żądaniem ujawniłam kolejną warstwę istnienia.
Skrystalizowane słowa i myśli wielu umysłów rozbłysnęły wśród mroku. Dorobek pokoleń mądrych i głupich, wybitnych i miernych, nieśmiertelnych przez swoje dzieła i niemal zapomnianych – i być może astralnych wędrowców podobnych do mnie – iskrzył się jak stos cennych klejnotów. A zbiór ten był, jak Pismo powiada, liczny jak gwiazdy na nieboskłonie i ziarna piasku na pustyni. W końcu wycofałam się, nie dlatego, żebym była niegodna taki blask oglądać, ale żeby iść dalej.
Nie było mi łatwo zlokalizować otwór w podłodze biblioteki, skąd dało się oglądać salon. Nie od tej strony należało się za to zabierać. Nieporównywalnie prościej było mi znaleźć rosnące w salonie drzewo. Zawisłam przez chwilę między Strukturą a warstwą energii. Widziałam naczynia, w których krążyły żywotne soki drzewa i niemal natychmiast rozbijały się one na punkty, atomy, cząstki elementarne i kwarki. Rozłożone na czynniki pierwsze drzewo rozmyło się w różnej gęstości energetyczne chmury, po czym znów nastąpił powrót do źródła. Bardziej już świadomie przeszłam na postrzeganie energii i spłynęłam po pniu na parter. Jednocześnie ściągnęłam z góry po schodach resztę swojej rozcieńczonej świadomości. Wszystkie umysłowe strumienie połączyły się na korytarzu między drzwiami salonu a kuchni.
Wtargnęłam do kuchni niczym morska fala. Rozpłynęłam się pomiędzy mglistymi, rozmytymi krawędziami pseudomaterii. W przestrzeni o mniejszym zagęszczeniu poruszały się ciepłe kulki energii, zajęte swoim zwyczajnym, codziennym życiem. Wycofałam się do miejsca, w którym domyślałam się lokalizacji stołu. Jakiś pseudomaterialny obiekt tam był, chmura eterycznych cząstek elementarnych wyznaczała z grubsza jego kontury. Stąd chciałam objąć wzrokiem?… umysłem?… cały obszar przed sobą.

Światy moje, ja was tylko śnię
I na wskroś patrzę, wciąż uśpiona
Sen - on jeden wszytko wie,
A miłość jego nieskończona!


Patrzyłam na wskroś. Teraz mogłam pierwszy raz zobaczyć jak wiele stworzeń zamieszkiwało kuchnię w moim astralnym domu. Jak WIELE. Nieosłonięte przed moją czystą świadomością ujawniały swoją bytność licznymi grupkami w każdej szafce i za każdą większą stertą rzeczy chaotycznie rzuconą na blaty, w każdym kącie, w każdej szparze, nad i pod okapem, chyba nawet jakieś światełka tliły się w lodówce i zamrażarce. Owa mnogość była tworem w jakimś stopniu dynamicznym, czasami blask życiowej energii rozpalał się znikąd, z innych miejsc zaś nieoczekiwanie znikał, kiedy emitująca je istota opuszczała tę warstwę rzeczywistości.
Spróbowałam rozpoznać wśród tych chmur światła Hissa. Z jakiegoś powodu uznałam, że jego energia będzie świecić najsilniej. Założenie całkiem bezpodstawne, na domiar złego owa myśl towarzyszyła mi o ułamek sekundy za długo.
- Skąd ta pewność, że to musi tak być?
Pewności nie było i Kiri doskonale wiedziała, że ja wiem.
Zebrałam wolę, żeby pogłębić trans i przeskoczyłam na warstwę Struktury. Posunięcie trochę bez sensu, jeżeli nigdy wcześniej nie zaglądałam szanownemu Hissowi do wnętrza. Teraz nie miałam żadnego wzorca, żadnego punktu odniesienia. Gdybym szukała żywego punktu o najbardziej złożonym kodzie źródłowym, byłoby to równie głupie jak sugerowanie się wysokim poziomem energii. Na ile mogłam kierować się poczuciem, iż Hiss wydawał się NAJBARDZIEJ INTELIGENTNYM stworzeniem w kuchni.
Hipotezy bez potwierdzenia cudownie wręcz obracały się w pył, kiedy tak musiałam je odrzucać. Do dzieła, Maddigan. MYŚL!
- Czy przypadkiem nie masz tu czegoś ważnego do zrobienia?
Tak, miałam. Ale czy w religijnych przypowieściach i legendach nie było tak, że właśnie poprzez rozdrabnianie swoich sił na drobiazgi, jakie pojawiały się na drodze, szlachetny bohater ostatecznie osiągał swój główny cel? Dobrą stroną ścisłej mentalnej więzi z Kiri było to, że nie musiałam mówić jej tego myślami. Moja tulpa od razu przechwyciła wszelkie nieprzybrane w określoną formę abstrakcje, jakie tylko pojawiły się w mojej głowie. I tym samym błyskawicznym kanałem komunikacji mogłam się dowiedzieć, że takie wytłumaczenie raczej jej nie przekonuje.
Niechętnie porzuciłam kuchnię wraz z jej licznymi nieludzkimi mieszkańcami i popłynęłam korytarzem w głąb domu. Znów w warstwie energii. Tutaj nieporównywalnie łatwiej było określać lokalizację w przestrzeni.
Fakt ów niemal od razu pozwolił mi wykryć pewną anomalię. W pobliżu miejsca, gdzie korytarz skręcał w prawo, wyczułam dwa rodzaje energii, odmienne w swojej naturze, zajmujące jedną przestrzeń. Współrzędne pokrywały się w co najmniej czterech podstawowych wymiarach. Obie lokalizacje znajdowały się w tej samej warstwie rzeczywistości co reszta domu.
Spróbowałam skoncentrować się na tym osobliwym punkcie tak, żeby zdradził mi bardziej szczegółowe informacje. Z pól energii starałam się domyślać położenia i kształtu pseudomaterialnych obiektów, znajdujących się w podejrzanym miejscu. Miałam nadzieję dopasować ten obraz do czegoś, co wcześniej oglądałam normalnym astralnym wzrokiem. Problemem było znaczne rozmycie energetycznych chmur, podejrzewałam też, że obejmowały one zarówno samą objętość przedmiotów jak i niewielką przestrzeń wokół nich. Jak aura. Na wszelkich schematach przedstawiany był zwykle kształt z grubsza owalny, opływający ciało istoty, do której owa aura należała. Według Powella aury były bardzo dynamiczne i niejednorodne, ale o obiektach, które teraz wyczuwałam, nie mogłam tego powiedzieć. Pola energii wykazywały jakiś gradient zagęszczenia..? Intensywności…? I silniejsze były w wewnętrznych warstwach, ale nie było to zbyt pomocne, różnice znów były zbyt niejasne i płynne.
Halo? Operator Matrixa? Można prosić o zwiększenie kontrastu?! Bo tak się pracować nie da!
Czy naprawdę mogły istnieć – i DZIAŁAĆ! - technologie, pozwalające na podstawie badania chmur elektronowych określać dokładnie i zgodnie z prawdą wiązania pomiędzy atomami w cząsteczkach?!
Chwilowo wycofałam się, pozostawiając w spokoju zagadkowe zjawisko. Może nawet nie było to niczym wyjątkowym, ostatecznie pierwszy raz badałam jakąkolwiek lokalizację w taki sposób. Równie dobrze mogłam w niedalekiej przyszłości znaleźć więcej jeszcze dziwniejszych rzeczy o jakich filozofom się nie śniło. Hej, ja dopiero się rozkręcałam!
Na fali radosnego, podsycanego rosnącą ciekawością entuzjazmu, popłynęłam dalej. Korytarzem w prawo.
Dokładnie tak. Do Wieży.
Tutaj praktycznie od razu potwierdziło się to, czego się domyślałam. Znajdowałam się w punkcie przecięcia wymiarów ze wszystkimi tego konsekwencjami. Warstwy rzeczywistości przenikały się, nakładały na siebie całkowicie albo w części.
(przecinają się jak okręgi, te, które Fadhir rysował na piasku)
Mnogość chmur energii tłoczyła się we względnie niewielkiej przestrzeni. To znaczy niewielkiej z punktu widzenia trzech wymiarów. W tych innych miejsca było aż nadto. Widziałam to teraz, misterną konstrukcję węzła, centrum labiryntu… serca...
(nie tego, którego szukasz, podróżniczko)
Płaszczyzny rzeczywistości przecinały się pod najróżniejszymi kątami. Przez każdą z nich prowadziły liczne drogi. Z niektórych stron płynęły do mnie informacje zawarte w falach energii, w innych od razu wyczułam ślepe uliczki. Nie zamknięte drogi, ale GWAŁTOWNIE ZAKOŃCZONE. Tak, że dalej niczego nie było.
Energetyczny wir mnie pochłaniał. Wysiłkiem woli starałam się utrzymać na powierzchni. Powinnam w ogóle? Może należało właśnie odpuścić, pozwolić się wessać, wciągnąć w głąb. Czy nie był to najlepszy sposób dotarcia do Rdzenia?
Nie dałam rady. Nie wytrzymałam dłużej tego wielowymiarowego chaosu, brutalnie atakującego mój umysł ze wszystkich stron. Czując, że tracę resztki kontroli, przełączyłam się na postrzeganie Struktury. Pomogło. Efekt był natychmiastowy i porażający. Mentalny szum ucichł. Przeszłam przez teatr cieni, żeby w końcu zobaczy to, co je rzuca.
Znajdowałam się na poziomie zero. To znaczy na tym samym, co większość domu. Wszystkie inne wymiary widziałam teraz uporządkowane, każdy zapisany jako niewielka ilość kodu. Wszystkie były gdzieś niżej. Głębiej. Były W ŚRODKU tego bazowego poziomu, na którym teraz przebywałam.
Jeśli dobrze zrozumiałam kod źródłowy, na który patrzyłam, Wieża była wielkim fraktalem, przestrzenią zawierającą inne przestrzenie, do których mogłam schodzić coraz głębiej i głębiej.

I nieskończoność, unieskończoniona
Zamiera w sobie, przez siebie zdradzona.

~S. I. Witkiewicz „Tumor Mózgowicz”

Coś w Strukturze cały czas żyło, poruszało się, zmieniało, generując kolejne linie kodu. Runy. Znaki. Całe ciągi znaków, za pomocą których poszczególne elementy tego świata porozumiewały się między sobą.
Zdałam sobie sprawę, że znowu nie odczuwałam żadnego oddziaływania. Kiedy już rozszalałe morze się uspokoiło, pozostało tym stanie. Zajęło mi to dłuższą chwilę, wszak łatwiej poczuć bodźce niż ich brak.
- Kiri? - własne myśli dziwnie brzmiały w głowie – Ja chyba nic nie czuję. Nie wyczuwam go. Nie wiem, co robić.
Czy kiedykolwiek wcześniej pozostawałam w transie tak długo i tak głęboko? Zdaje się, że właśnie ustanowiłam jakiś rekord. Powinnam to uczcić?
Odpowiedź, jaką otrzymałam – a wydawało mi się, że czekałam na nią wieczność – była rozbrajająco wręcz szczera.
- Ja też nie wiem.
Cudownie. Po prostu fantastycznie.
Gdybym teraz czuła swoje ciało, choćby to astralne, musiałabym westchnąć. Nie mając takiej możliwości, spojrzałam jedynie na obraz (źródło?) Wieży w Strukturze. A potem dalej. Nie chciałam patrzeć NA nią, ale POPRZEZ nią. Niżej. W pustkę pod spodem. Gdzie ona do licha była, kiedy była potrzebna?!
Chciałam móc spojrzeć w pustkę, na dnie której krył się Rdzeń.
W akcie desperacji spróbowałam znowu przejść na postrzeganie energii. Chciałam CZUĆ. Może to była właściwa droga. Może to musiało być nieprzyjemne, może było przed tym ucieczki. Pozwoliłam, żeby fala odczuć uderzyła w mój umysł. Żeby mnie zalało. Żeby mnie… zmiotło?
Nie wytrzymałam uderzenia. To było już za dużo naraz. Nie zdołałam utrzymać transu, cudem zachowałam łączność z Nibylandią. Chociaż tyle.
Siedziałam na łóżku, w sypialni na pierwszym piętrze w moim astralnym domu. Na zerowym poziomie. Nadal miałam skrzyżowane nogi, ale bynajmniej nie siedziałam taka dumnie wyprostowana jak na początku. Gwałtownie mrugając, pochyliłam się do przodu. Ręce, spoczywające na kolanach, drżały. O jedną z moich dłoni przednimi łapkami opierała się Kiri. Spróbowałam się do niej uśmiechnąć.
- Jak widzisz, żyję i nadal tu jestem.
- W tej sytuacji to już jakieś osiągnięcie. Myślałam, że cię wywali.
- No wiesz! - udałam oburzenie – Czy mogę liczyć na to, że kiedyś wreszcie okażesz trochę wiary we mnie?
Czarne oczka wiewiórki patrzyły na mnie tak, jakby chciały tym spojrzeniem wybić moje własne.
- Nie sądzę, że ktoś inny na twoim miejscu miałby łatwiej.
- Nawet Fadhir? - uśmiechnęłam się złośliwie.
- Nie mam pojęcia.
Teraz przynajmniej mogłam już ciężko westchnąć. Z pewną satysfakcją wykorzystałam tę możliwość. Jeszcze większą satysfakcję poczułam, kiedy pomyślałam, że zamiast marnować energię na bezcelowe przekomarzanki, mogę skoncentrować się na tym, czego właśnie dokonałam. Uporządkować myśli. Wyciągnąć wnioski. Tak postąpiłby Adept, prawda?
Aż odruchowo poszukałam wzrokiem swojego zeszytu.
- Zamierzasz jeszcze próbować?
Zamierzałam na razie wstać, a teraz zatrzymałam się w połowie ruchu. Rzeczywiście. Prawie bym zapomniała, że technicznie to ta moja próba zakończyła się porażką.
- Tutaj nie można mówić o porażce…
- Bo samorozwój to nie zawody? - wtrąciłam – I jak, dobrze mi ten coaching idzie?
- Naprawdę długo byłaś w transie. Nie myślałam, że jesteś w stanie aż tak…
Też nie myślałam.
- Czyli co? Naprawdę powinnam to jakoś uczcić?
- Potrzebujesz do tego starej czekolady? Czerstwego pieczywa? Czy spleśniały sok tym razem ci wystarczy?
Sięgnęłam ręką do biurka. Zamierzałam rzucić w tulpę pierwszą rzeczą do jakiej sięgnę, ale zamarłam z dłonią nad blatem. Zobaczyłam, że porcelanowa lalka, która leżała tu przez ostatnie dni, teraz zniknęła. Przelotnie pomyślałam, jakie mogę mieć szanse na znalezienie jej.
- Idziemy na dół? - spytałam. Tak po prostu. Chęć odegrania się nagle gdzieś wyparowała.
Tak, zamierzałam jeszcze próbować. Nie mogło być inaczej. A poza samym Rdzeniem miałam jeszcze wiele rzeczy do zbadania. Chyba naprawdę w każdej opowieści musiało tak być. Zawsze pojawiały się poboczne questy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 25-01-2018, 20:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-01-2018, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-02-2018, 20:24
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-02-2018, 17:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 12-02-2018, 21:46
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2018, 00:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-02-2018, 19:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 27-02-2018, 00:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2018, 17:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Solnik - 05-03-2018, 18:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-03-2018, 22:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-03-2018, 15:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-06-2018, 21:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-07-2018, 22:34
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-07-2018, 23:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 19:41
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 21:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 21:56
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 22:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-12-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 26-12-2018, 13:08
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 00:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 04-03-2019, 19:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 21:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-04-2019, 23:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-07-2019, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-08-2019, 00:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-11-2019, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-11-2019, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-11-2019, 03:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-12-2019, 12:28
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2019, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 11-12-2019, 19:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-12-2019, 13:01
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-12-2019, 23:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-12-2019, 02:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2019, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 06-01-2020, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-01-2020, 19:12
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-01-2020, 23:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 00:57
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 21:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 23-01-2020, 22:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-01-2020, 13:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-02-2020, 03:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-02-2020, 22:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2020, 01:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 22-02-2020, 03:36
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2020, 02:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2020, 23:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 06-03-2020, 20:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-04-2020, 23:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 28-04-2020, 01:17
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 28-04-2020, 11:25
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-03-2021, 22:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 31-12-2021, 15:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2022, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-01-2022, 14:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 17-01-2022, 20:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-09-2022, 11:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-09-2022, 02:04
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-07-2023, 16:17

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 6 3,944 12-05-2018, 22:40
Ostatni post: Slavia

Skocz do:

UA-88656808-1