15-04-2020, 20:53
Znów motyw walących się schodów.
Razem z kimś stałam w jeziorze, obejrzałam się za jakimś mężczyzną ale ktoś mnie szarpnął że nie mozna, nie ma czasu. Mamy gdzieś iść. Jezioro było znajome z innych snów. Raczej kilka połączonych jeziorek. Zawsze jest tam przyjemnie.
Mieliśmy iść do mojej siostry. Całą grupą. Weszliśmy do dziwnego domu z wieżyczką. Otworzył nam facet w średnim wieku i powiedział że siostra ma pokój na samej górze. Waskimi, kretymi, drewnianymi schodami w kilka osób, około 8,9 wspinaliśmy się do góry. Byłam 3 w kolejce. W pewnym momencie część schodów zawaliła się i 3 osoby spadły. Wieża stała się niezmiernie wysoka. Zaczęłam panikować i pchałam się jak najszybciej żeby złapać coś trwałego. Myślałam o tym, że nie można zejść. Gdy już weszłam do okrągłego pomieszczenia cała wieża zaczęła się chwiać. Wszystko bylo tak realistyczne i tak wierzyłam w to co się dzieje że o mało serce mi nie stanęło. Złapałam siostrę i druga osobę za rękę i wieża przewróciła się. Pozegnalam się z życiem zacisnęłam oczy i czekałam na moment uderzenia o ziemię ale zamiast tego znalazłam się w próżni. Zaraz po tym w łóżku z zaciśniętymi dłońmi i ciśnieniem 300.
Jeszcze pamiętam kawałek z innego snu. Czarny pies złapał białego, małego kotka. Chwilę myślałam czy się mieszać. Ale wyrwałam kotka i uciekłam z nim pod jakiś wóz. Pomyslałam że położę go na nim, żeby pies go nie dosięgnął. Kot zamienił się w chlopca z dziwnym nakryciem głowy, wsiadł do pojazdu który okazał się saniami z przyczepką. Coś tam powiedział sympatycznego odpalił furę i jak święty Mikołaj odleciał w kosmos. Z domu wybiegła cała rodzina i patrzyliśmy jak odlatuje. Coś mówiło że to koniec naszej wspólnej historii.
Razem z kimś stałam w jeziorze, obejrzałam się za jakimś mężczyzną ale ktoś mnie szarpnął że nie mozna, nie ma czasu. Mamy gdzieś iść. Jezioro było znajome z innych snów. Raczej kilka połączonych jeziorek. Zawsze jest tam przyjemnie.
Mieliśmy iść do mojej siostry. Całą grupą. Weszliśmy do dziwnego domu z wieżyczką. Otworzył nam facet w średnim wieku i powiedział że siostra ma pokój na samej górze. Waskimi, kretymi, drewnianymi schodami w kilka osób, około 8,9 wspinaliśmy się do góry. Byłam 3 w kolejce. W pewnym momencie część schodów zawaliła się i 3 osoby spadły. Wieża stała się niezmiernie wysoka. Zaczęłam panikować i pchałam się jak najszybciej żeby złapać coś trwałego. Myślałam o tym, że nie można zejść. Gdy już weszłam do okrągłego pomieszczenia cała wieża zaczęła się chwiać. Wszystko bylo tak realistyczne i tak wierzyłam w to co się dzieje że o mało serce mi nie stanęło. Złapałam siostrę i druga osobę za rękę i wieża przewróciła się. Pozegnalam się z życiem zacisnęłam oczy i czekałam na moment uderzenia o ziemię ale zamiast tego znalazłam się w próżni. Zaraz po tym w łóżku z zaciśniętymi dłońmi i ciśnieniem 300.
Jeszcze pamiętam kawałek z innego snu. Czarny pies złapał białego, małego kotka. Chwilę myślałam czy się mieszać. Ale wyrwałam kotka i uciekłam z nim pod jakiś wóz. Pomyslałam że położę go na nim, żeby pies go nie dosięgnął. Kot zamienił się w chlopca z dziwnym nakryciem głowy, wsiadł do pojazdu który okazał się saniami z przyczepką. Coś tam powiedział sympatycznego odpalił furę i jak święty Mikołaj odleciał w kosmos. Z domu wybiegła cała rodzina i patrzyliśmy jak odlatuje. Coś mówiło że to koniec naszej wspólnej historii.





