13-04-2020, 13:58
(12-04-2020, 22:11 )incestus napisał(a): Wielki plus za ogóREM

13 kwietnia 2020
Nie miałam się gdzie podziać we śnie. Wędrowałam samotnie przez senną scenerię.
Widziałam rodzinę z kilkuletnim autystycznym dzieckiem. Zaciekawiona obserwowałam chłopca, usiłując zwrócić na siebie jego uwagę. Chciałam pokazać mu, że nie jest sam, że też jestem „z jego świata”, że go rozumiem. Nie miałam pomysłu, jak to zrobić, więc po prostu gapiłam się na niego, starając się jednocześnie nie być zbyt natarczywa, żeby przypadkiem nie doszło do bezpośredniego kontaktu wzrokowego, bardzo bolesnego dla obu stron.
Matka chłopca była wściekła, oburzona moim zachowaniem. Nawrzeszczała na mnie, tłumacząc, że nie ma się czym podniecać, że nie mam pojęcia, jak wygląda ich życie i mam iść stąd. To nie żadne widowisko. Czego tu w ogóle szukam?
Na krótko zamieszkałam w domu studenckim. Myślałam, że będzie OK. Dostałam klucze, wieczorem miałam zamknąć główne wejście. Zobaczyłam jakąś dziewczynę, myślałam, że to ktoś obcy, nie wpuściłam jej. Przestraszona zamknęłam jej drzwi przed nosem i szybko przekręciłam klucz. Uciekła. Potem okazało się, że zrobiłam źle. Musiałam opuścić tamto miejsce.
Udałam się do sklepu. Na zewnątrz były trzy punkty z żywnością. Na jednym z budynków znajdował się napis, że dotrzesz tu w 51 sekund (z akademika). Dopiero po przebudzeniu uderzyła mnie wyrazistość i szczegółowość tej sceny, nasycenie i zróżnicowanie barw, bogactwo towarów.
Nabyłam chleb-zwykły-cały oraz bagietkę. Ceny były wysokie (4 zł za sztukę), ale nie miałam innego wyjścia.
Poszłam do przychodni, tam na poczekalni usiłowałam przebrać się w coś innego. Miałam z tym problem, coś dziwnego działo się z moimi ubraniami. Na dodatek skradziono mi torbę z laptopem. Jakiś mężczyzna pobiegł z nią do windy. Dogoniłam go. Było tam jeszcze kilka osób, ale nie oddał mi sprzętu.
Przyjechała policja, przybyła też moja mama. Opuściłam budynek.
Szłyśmy pieszo ulicą znaną mi z reala. Mama spytała, czy nic nie zginęło. Dopiero wtedy zobaczyłam, że odzyskała komputer. Trzeba pilnować swoich rzeczy – usłyszałam. Sprawdziłam więc, czy wszystkie pliki są. Część z nich miała ślady otwierania.
Koło nas przejechał autobus fikcyjnej linii 114 czy ileś. Zjechał na drugi pas, tak, aby zachować od nas wymagany odstęp.
W mijanych gospodarstwach dostrzegłam przed domami dwie dziewczyny zawieszone w powietrzu za pomocą konstrukcji z przezroczystej folii. Spodobało mi się to. Pozazdrościłam im i również postanowiłam oderwać się od ziemi.
Położyłam się w powietrzu i w ten sposób dalej się przemieszczałam. Było to dla mnie całkowicie naturalne, nie widziałam w tym nic dziwnego.
Obudziłam się przybita. Nadal czuję się zraniona po tym śnie.
Nie miałam się gdzie podziać we śnie. Wędrowałam samotnie przez senną scenerię.
Widziałam rodzinę z kilkuletnim autystycznym dzieckiem. Zaciekawiona obserwowałam chłopca, usiłując zwrócić na siebie jego uwagę. Chciałam pokazać mu, że nie jest sam, że też jestem „z jego świata”, że go rozumiem. Nie miałam pomysłu, jak to zrobić, więc po prostu gapiłam się na niego, starając się jednocześnie nie być zbyt natarczywa, żeby przypadkiem nie doszło do bezpośredniego kontaktu wzrokowego, bardzo bolesnego dla obu stron.
Matka chłopca była wściekła, oburzona moim zachowaniem. Nawrzeszczała na mnie, tłumacząc, że nie ma się czym podniecać, że nie mam pojęcia, jak wygląda ich życie i mam iść stąd. To nie żadne widowisko. Czego tu w ogóle szukam?
Na krótko zamieszkałam w domu studenckim. Myślałam, że będzie OK. Dostałam klucze, wieczorem miałam zamknąć główne wejście. Zobaczyłam jakąś dziewczynę, myślałam, że to ktoś obcy, nie wpuściłam jej. Przestraszona zamknęłam jej drzwi przed nosem i szybko przekręciłam klucz. Uciekła. Potem okazało się, że zrobiłam źle. Musiałam opuścić tamto miejsce.
Udałam się do sklepu. Na zewnątrz były trzy punkty z żywnością. Na jednym z budynków znajdował się napis, że dotrzesz tu w 51 sekund (z akademika). Dopiero po przebudzeniu uderzyła mnie wyrazistość i szczegółowość tej sceny, nasycenie i zróżnicowanie barw, bogactwo towarów.
Nabyłam chleb-zwykły-cały oraz bagietkę. Ceny były wysokie (4 zł za sztukę), ale nie miałam innego wyjścia.
Poszłam do przychodni, tam na poczekalni usiłowałam przebrać się w coś innego. Miałam z tym problem, coś dziwnego działo się z moimi ubraniami. Na dodatek skradziono mi torbę z laptopem. Jakiś mężczyzna pobiegł z nią do windy. Dogoniłam go. Było tam jeszcze kilka osób, ale nie oddał mi sprzętu.
Przyjechała policja, przybyła też moja mama. Opuściłam budynek.
Szłyśmy pieszo ulicą znaną mi z reala. Mama spytała, czy nic nie zginęło. Dopiero wtedy zobaczyłam, że odzyskała komputer. Trzeba pilnować swoich rzeczy – usłyszałam. Sprawdziłam więc, czy wszystkie pliki są. Część z nich miała ślady otwierania.
Koło nas przejechał autobus fikcyjnej linii 114 czy ileś. Zjechał na drugi pas, tak, aby zachować od nas wymagany odstęp.
W mijanych gospodarstwach dostrzegłam przed domami dwie dziewczyny zawieszone w powietrzu za pomocą konstrukcji z przezroczystej folii. Spodobało mi się to. Pozazdrościłam im i również postanowiłam oderwać się od ziemi.
Położyłam się w powietrzu i w ten sposób dalej się przemieszczałam. Było to dla mnie całkowicie naturalne, nie widziałam w tym nic dziwnego.
Obudziłam się przybita. Nadal czuję się zraniona po tym śnie.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





