12-04-2020, 22:37
No i mój pierwszy koszmar od kilku lat.
1.) Zaczyna się w dwupiętrowym domku o powierzchni dwóch łazienek. No chyba, że liczymy schody, to 8 łazienek. Po wejściu z lewej strony były schody z piaskowca prowadzące na balkonik. Z niego można było dostać się do dwóch mieszkań. W jednym mieszkałam ja z rodzicami, w drugim - nikt. Całą powierzchnię mieszkania zajmowało dwupiętrowe łóżko. Wyszłam na dwór, szłam chodnikiem koło ulicy i widzę grupkę nastolatków. Na murku siedzi dziewczyna, 14-16 lat i ma w koszyku dwa pieski, maltańczyki. Takie malutkie szczeniaczki. Po jej lewej stoi trzech, czterech kolegów i pakują coś do bagażnika czarnego samochodu. Gadają o tym, jak to tata kupił jej te pieski, żeby się odczepiła, że jakie to one są słodziutkie, zwykła rozmowa o słodziutkich pieskach. Nagle bierze jednego z nich za kark, chłopak podaje jej nóż, a ta go tnie. To biegnę przez ulicę, wtedy nie wiedziałam w jakim celu, czy żeby ją zabić, czy żeby zabrać pieski. Ta to oczywiście widzi, rzuca psem gdzieś za mur i idzie do mnie z nożem. Ja oczywiście bohatersko umarłam po wbiciu mi noża w brzuch, ale przedtem dostałam kuratora sądowego.
Mam dość internetu, oszaleję, jeśli nie zniknę na jakiś czas. Więc na razie będę pisała w zeszycie, żeby mnie nie korciło. Wesołych Świąt!
1.) Zaczyna się w dwupiętrowym domku o powierzchni dwóch łazienek. No chyba, że liczymy schody, to 8 łazienek. Po wejściu z lewej strony były schody z piaskowca prowadzące na balkonik. Z niego można było dostać się do dwóch mieszkań. W jednym mieszkałam ja z rodzicami, w drugim - nikt. Całą powierzchnię mieszkania zajmowało dwupiętrowe łóżko. Wyszłam na dwór, szłam chodnikiem koło ulicy i widzę grupkę nastolatków. Na murku siedzi dziewczyna, 14-16 lat i ma w koszyku dwa pieski, maltańczyki. Takie malutkie szczeniaczki. Po jej lewej stoi trzech, czterech kolegów i pakują coś do bagażnika czarnego samochodu. Gadają o tym, jak to tata kupił jej te pieski, żeby się odczepiła, że jakie to one są słodziutkie, zwykła rozmowa o słodziutkich pieskach. Nagle bierze jednego z nich za kark, chłopak podaje jej nóż, a ta go tnie. To biegnę przez ulicę, wtedy nie wiedziałam w jakim celu, czy żeby ją zabić, czy żeby zabrać pieski. Ta to oczywiście widzi, rzuca psem gdzieś za mur i idzie do mnie z nożem. Ja oczywiście bohatersko umarłam po wbiciu mi noża w brzuch, ale przedtem dostałam kuratora sądowego.
Mam dość internetu, oszaleję, jeśli nie zniknę na jakiś czas. Więc na razie będę pisała w zeszycie, żeby mnie nie korciło. Wesołych Świąt!





