09-04-2020, 14:49
1.) Właśnie zaczęła się zupełnie normalna lekcja matematyki, w środku dnia na środkowym piętrze. Ja siedziałam na końcu klasy w lewym rogu. Po mojej prawej, ale nie w mojej ławce była nowa uczennica. Nazywała się Julka czy coś w tym stylu. Siedziała ona z moją koleżanką Judytą. Gdy przywitaliśmy się z panią, wszyscy usiedli, ale w tym samym momencie rozległ się dźwięk przerywanego dzwonka, czyli ewakuacja. Z początku klasa nic sobie z niego nie zrobiła, dopiero za drugim razem wszyscy zabrali się do wyjścia. Poszliśmy bocznymi schodami, ja byłam na samym końcu. Widziałam, jak Julka biegła, więc krzyknęłam do niej: "hej, spokojnie. podczas ewakuacji się nie biega." Zwolniła, ale i tak zostałam sama. Po mnie była tylko ostatnia klasa licząca 10 osób. Na dole, przy wyjściu wszyscy zrobili się bardzo spokojni i poszli do szatni ubierać się. Ja wzięłam kurtkę, buty i poszłam na dwór, gdzie już wszyscy byli. Rzecz jasna, byłam ostatnia. Przed wyjściem stał pan wicedyrektor i pochwalił mnie, że ubrałam się, ale powiedział, że pewna rzecz w moim ubiorze jest zła. We śnie było to dla mnie oczywiste, ale teraz absolutnie nie mogę sobie tego przypomnieć. Przed szkołą leżał topniejący śnieg, sugerowało to wczesną wiosnę. Na boisku i wielkim placu koło szkoły leżały arkusze egzaminacyjne. Wiedziałam, że niedaleko naszej szkoły jest liceum. Spytałam się jakiejś osoby, o co chodzi. Ósmoklasiści i maturzyści mieli właśnie pisać egzaminy. Moja mama również się zjawiła, żeby dodać otuchy swojemu synowi z liceum. Tyle, że ona nie ma, a przynajmniej ja nic nie wiedziałam o jakimś synu. No ja wiem, że to sen, ale ostatnio przepisywałam wniosek do sądu i w nim pisało, że tata ma trójkę innych dzieci na utrzymaniu, a ja przecież mieszkam tylko z siostrą. No i tak to mi chodzi od jakiegoś czasu po głowie. Heh, ale do rzeczy. Choć właściwie nic później się nie działo.
2.) Obudziłam się i pomyślałam, że zjadłabym arbuza, a potem zasnęłam. Przyśnił mi się średni arbuz na desce do krojenia w kuchni
Hehe, właśnie sobie przypomniałam sen.
3.) W sumie to nie pamiętam całego snu, tylko koniec.
Leżałam na podłodze, w jakimś śpiworze, obok mnie był stolik. W pomieszczeniu było kilkanaście innych osób w takich samych śpiworach. Rozłożeni byliśmy po całej podłodze, a pokój był dość spory. Nagle z mojej kieszeni wyskoczył dwa pokemony. Nie znam za bardzo nazw tych cudnych istot po 2 generacji, a wyglądały one na zupełnie nowe. Jednym z nich był metalowy pokemon o nazwie na 9-11 znaków, najbardziej zapamiętałam z niego dużą śrubę na brzuchu. Druga była jakby roselia, tylko wyglądem przypominała mieczyka, takiego kwiatka długiego. Wtedy moje pokemony powiedziały mi, że są razem i roselia właśnie rodzi. W międzyczasie tata-pokemon ewoluował kilkukrotnie i w końcu przybrał formę wyścigówko-żaby o kolorach brązowo-żółtych, tzn. wszystko poza szybami, światłami i kołami było brązowe. Moim pokemonom urodziły się dwa maltańczyki - chłopiec i dziewczynka. Od razy upodobałam sobie dziewczynkę. Nie pamiętam jak ją nazwałam, na pewno po ludzku. Samiec był długi i wysoki, nazwałam go Karol. Kiedy snu zostało parę sekund, zmieniłam zdanie i imię pieska - od teraz na zawsze zostanie Monteskiuszem.
2.) Obudziłam się i pomyślałam, że zjadłabym arbuza, a potem zasnęłam. Przyśnił mi się średni arbuz na desce do krojenia w kuchni

Hehe, właśnie sobie przypomniałam sen.
3.) W sumie to nie pamiętam całego snu, tylko koniec.
Leżałam na podłodze, w jakimś śpiworze, obok mnie był stolik. W pomieszczeniu było kilkanaście innych osób w takich samych śpiworach. Rozłożeni byliśmy po całej podłodze, a pokój był dość spory. Nagle z mojej kieszeni wyskoczył dwa pokemony. Nie znam za bardzo nazw tych cudnych istot po 2 generacji, a wyglądały one na zupełnie nowe. Jednym z nich był metalowy pokemon o nazwie na 9-11 znaków, najbardziej zapamiętałam z niego dużą śrubę na brzuchu. Druga była jakby roselia, tylko wyglądem przypominała mieczyka, takiego kwiatka długiego. Wtedy moje pokemony powiedziały mi, że są razem i roselia właśnie rodzi. W międzyczasie tata-pokemon ewoluował kilkukrotnie i w końcu przybrał formę wyścigówko-żaby o kolorach brązowo-żółtych, tzn. wszystko poza szybami, światłami i kołami było brązowe. Moim pokemonom urodziły się dwa maltańczyki - chłopiec i dziewczynka. Od razy upodobałam sobie dziewczynkę. Nie pamiętam jak ją nazwałam, na pewno po ludzku. Samiec był długi i wysoki, nazwałam go Karol. Kiedy snu zostało parę sekund, zmieniłam zdanie i imię pieska - od teraz na zawsze zostanie Monteskiuszem.





