06-04-2020, 19:06
Przez to całe zamieszanie, sny wypadły mi z głowy :[
4.04.2020 igrzyska szachów
Na moim przydomowym podwórku byli uczniowie ze szkoły, nie jestem pewna, czy tylko z mojego turnieju szachowego, czy wszyscy, ale było ich sporo. Dyrektorem był wujek *arc i ogłosił, że turniej szachowy będzie kontynuowany, ale w innej wersji. Zaraz się zacznie i będzie to walka na śmierć i życie. Gdy został oficjalnie otwarty, byłam bardzo, bardzo zdenerwowana. Podeszłam do dyrektora i zaczęłam na niego krzyczeć "jak on śmie". W końcu był to mój turniej, to JA byłam organizatorką, a on bez konsultacji ze mną zadecydował o wszystkim. Gdy od niego odchodziłam, powiedziałam, że go nienawidzę.
W trakcie całego snu wymieniałam wiadomości przez messengera z *owa, który miał być moim przeciwnikiem, a nie przyszedł na "turniej".
Walka miała być jak w igrzyskach śmierci, stworzyłam kapsułę, która powoli zmniejszała swoją średnicę, tak aby wygrani w końcu musieli się ze sobą zmierzyć. Żyło 17 osób.
Towarzyszył mi *arc. Biegliśmy po drodze i na polu spotkałam mojego tatę, który chciał nas zabić, uciekliśmy w las, lecz nadal nas gonił. Chyba miał pistolet. *Arc uciekł głębiej w las, a ja wcześniej schowałam się za płotem, tata nie zamierzał go gonić i gdy wracał, zauważył mnie. Chciał zaatakować, ale (słabo pamiętam) odpuścił i pozwolił kontynuować nam walkę.
4.04.2020 igrzyska szachów
Na moim przydomowym podwórku byli uczniowie ze szkoły, nie jestem pewna, czy tylko z mojego turnieju szachowego, czy wszyscy, ale było ich sporo. Dyrektorem był wujek *arc i ogłosił, że turniej szachowy będzie kontynuowany, ale w innej wersji. Zaraz się zacznie i będzie to walka na śmierć i życie. Gdy został oficjalnie otwarty, byłam bardzo, bardzo zdenerwowana. Podeszłam do dyrektora i zaczęłam na niego krzyczeć "jak on śmie". W końcu był to mój turniej, to JA byłam organizatorką, a on bez konsultacji ze mną zadecydował o wszystkim. Gdy od niego odchodziłam, powiedziałam, że go nienawidzę.
W trakcie całego snu wymieniałam wiadomości przez messengera z *owa, który miał być moim przeciwnikiem, a nie przyszedł na "turniej".
Walka miała być jak w igrzyskach śmierci, stworzyłam kapsułę, która powoli zmniejszała swoją średnicę, tak aby wygrani w końcu musieli się ze sobą zmierzyć. Żyło 17 osób.
Towarzyszył mi *arc. Biegliśmy po drodze i na polu spotkałam mojego tatę, który chciał nas zabić, uciekliśmy w las, lecz nadal nas gonił. Chyba miał pistolet. *Arc uciekł głębiej w las, a ja wcześniej schowałam się za płotem, tata nie zamierzał go gonić i gdy wracał, zauważył mnie. Chciał zaatakować, ale (słabo pamiętam) odpuścił i pozwolił kontynuować nam walkę.





