29-03-2020, 16:29
Oto i nastał wielki dzień... Laptop naprawiony. Serdecznie pozdrawiam kolegę rodziców, który szybko go naprawił i nie chciał żadnych pieniędzy. Jeszcze tylko bateria i wszystko będzie ok.
1. Wyszłam przed dom z włączonymi Pokemonami. Miałam zrobić jakiegoś Questa. Kiedy tylko zeszłam ze schodów, pojawił się Totodile. Kliknęłam w niego, ale zamiast jednego pojawiło się ich 15. Musiałam złapać je wszystkie, mając 39 pokeballi i mój refleks. Złapałam 4, a potem skończyły mi się pokeballe. Wyłączyłam telefon, ale pokemony nie zniknęły. Tylko zamieniły się w małe dzieci z Simsów. Małe, niebieskie dzieci z Simsów. Musiałam złapać 11 dzieci. Obok mojej działki przechodziła jakaś pani z wózkiem, więc zapytałam się, czy to nie jej dzieci. I to były jej dzieci, ale nie chciała ich ze sobą zabierać. Zeszłam pod garaż, a tam lew. Również tej pani. Nie wyglądał jakby chciał mnie zjeść, ale rozszarpał moją piłkę. Uciekłam do garażu, tam był mój tata. Razem zaczęliśmy uciekać, bo lew teraz już był nami zainteresowany. Pomyślałam, że szkoda, że nie da się włączyć Peacefula, jak w Minecrafcie albo zapauzować gry. Nie da się? Zapauzowałam obraz i uciekłam do domu.
2. Będąc u babci stwierdziłam, że wyjdę na dwór. Zaraz po mnie wyszedł dziadek i poszliśmy na "kulki". Taka ogromna bawialnia dla maluszków. Były tam baseny z plastikowymi kulkami, zjeżdżalnie do tych basenów, karuzela z konikami, kilka stołów do gier, samochodziki, panie, które bawiły dzieci miejsca do wspinania, sale urodzinowe i więcej takich. Świetne miejsce, naprawdę. Wracając, poszliśmy tam, zjechaliśmy ze zjeżdżalni i mama po mnie przyszła. Stwierdziła, że to za dużo zabawy dla mnie i czas się zbierać. Zgubiłam moje buty i przez resztę snu szukałyśmy "takich białych, no wie pani, zwykłych butów".
1. Wyszłam przed dom z włączonymi Pokemonami. Miałam zrobić jakiegoś Questa. Kiedy tylko zeszłam ze schodów, pojawił się Totodile. Kliknęłam w niego, ale zamiast jednego pojawiło się ich 15. Musiałam złapać je wszystkie, mając 39 pokeballi i mój refleks. Złapałam 4, a potem skończyły mi się pokeballe. Wyłączyłam telefon, ale pokemony nie zniknęły. Tylko zamieniły się w małe dzieci z Simsów. Małe, niebieskie dzieci z Simsów. Musiałam złapać 11 dzieci. Obok mojej działki przechodziła jakaś pani z wózkiem, więc zapytałam się, czy to nie jej dzieci. I to były jej dzieci, ale nie chciała ich ze sobą zabierać. Zeszłam pod garaż, a tam lew. Również tej pani. Nie wyglądał jakby chciał mnie zjeść, ale rozszarpał moją piłkę. Uciekłam do garażu, tam był mój tata. Razem zaczęliśmy uciekać, bo lew teraz już był nami zainteresowany. Pomyślałam, że szkoda, że nie da się włączyć Peacefula, jak w Minecrafcie albo zapauzować gry. Nie da się? Zapauzowałam obraz i uciekłam do domu.
2. Będąc u babci stwierdziłam, że wyjdę na dwór. Zaraz po mnie wyszedł dziadek i poszliśmy na "kulki". Taka ogromna bawialnia dla maluszków. Były tam baseny z plastikowymi kulkami, zjeżdżalnie do tych basenów, karuzela z konikami, kilka stołów do gier, samochodziki, panie, które bawiły dzieci miejsca do wspinania, sale urodzinowe i więcej takich. Świetne miejsce, naprawdę. Wracając, poszliśmy tam, zjechaliśmy ze zjeżdżalni i mama po mnie przyszła. Stwierdziła, że to za dużo zabawy dla mnie i czas się zbierać. Zgubiłam moje buty i przez resztę snu szukałyśmy "takich białych, no wie pani, zwykłych butów".





