08-03-2020, 16:18
# Ostatnie LD, sny o LD i różne stany pośrednie
# Tydzień temu, noc z piątku na sobotę
Byłam bardzo zmęczona, ale nie dałam rady po prostu zasnąć. Już prędzej weszłam w stadium halucynacji słuchowych i płynnego ruchu całego otoczenia. Nawet nie miałam paraliżu, mogłam kilka razy zmienić pozycję w czasie, kiedy to trwało. Czułam, że łóżko unosi się i opada, jakby płynęło po łagodnie falującym morzu. Próbowałam poprzez koncentrację celowo sterować jego ruchami. W rzeczywistości miałam na to bardzo niewielki wpływ mimo wysiłku.
Zdałam sobie sprawę, że czuję "niefizyczne ręce" w innych miejscach niż moje ręce naprawdę się znajdowały. Nawet nie próbowałam na siłę wywołać zjawiska w stylu OOBE, bo przez wymuszanie tego, tylko bym przerwała. Czekałam, aż stanie się samo. Miałam coraz więcej czucia w "niefizycznym ciele", które było jakby z powietrza, nieposiadające masy. Siedziałam w tej postaci na łóżku. Nie miałam wzroku, używałam dotyku, żeby móc cokolwiek stwierdzić. Miałam tylko niejasne wyobrażenie, jak musi wyglądać moje otoczenie. Poczułam, że obok mnie jest takie drugie niefizyczne ciało, mój klon czy coś podobnego. Spróbowałam wstać. Kiedy stanęłam na nogach obok mojego łóżka, wrażenie nieważkości przestało być tak odczuwalne. Drugie niefizyczne ciało wstało wraz ze mną. Zaczęło się łasić do mnie jak kot, objęło mnie. Mentalnie czułam się trochę jak na imprezie, gdzie wszyscy są pijani i w którymś momencie uznaje się, że teraz nic nie ma znaczenia, a martwić można się będzie po wytrzeźwieniu. Kiedy to drugie ciało zaczęło się ze mną całować, stwierdziłam, że czemu nie, skoro to wszystko i tak jest nieprawdziwe i mocno porąbane
Aż wywaliło mnie z tego stanu.
# Wczoraj rano
Obudziłam się i myślałam coś o tym, że powinnam wrócić do aktywnego praktykowania LD. Chwilę później znów zaczęłam odpływać. Było to inne niż mój typowy stan paraliżu z halucynacjami. W głowie krążyły mi teksty nieistniejących piosenek. Co jakiś czas pojawiały się obrazy, wnętrza jakichś gotyckich budynków. jakby uchwycone na zdjęciach. Pomyślałam, że dobrze by było zrobić z tego LD, ale znowu nie chciałam robić nic na siłę, żeby nie obudzić się do końca.
Jak odczekałam chwilę, nastąpił przeskok, bardzo krótka przerwa w życiorysie. Potem znowu odczucia w rodzaju OOBE. Niefizycznym ciałem pełzałam po podłodze, spróbowałam wstać. Na przemian widziałam moje otoczenie, albo obraz rozmywał się w takiej pomarańczowo-burej szarości jak przy zamkniętych oczach. Kiedy widziałam, mogłam stwierdzić, że mój pokój jest większy niż w rzeczywistości i dużo bardziej pusty. Przede mną była jedna szafa, coś po mojej prawej stronie, a reszta to ściany. Otoczenie przypominało graficznie stare gry, gdzie obiekty były mocno kanciaste.
Wyszłam do innego pomieszczenia, wielokątnego, dużego i też pustego, wyglądało to prawie jak dom w trakcie budowy. Ściany były tu białe albo jasnoszare. Przeszłam tak przez kilka pomieszczeń, próbując zapanować nad znikającym obrazem. Chciałam, żeby to się ustabilizowało i żebym w końcu mogła w spokoju sobie śnić
Przy wyjściu na zewnątrz, pustym łuku drzwiowym, miałam wrażenie, że zrobiło się lepiej. Wyszłam przed budynek, stanęłam boso na trawie. Wyrzuciło mnie chwilę później.
# Noc z wczoraj na dzisiaj
W którymś momencie zdałam sobie sprawę, że chyba jestem we śnie. Otoczenie wyglądało jak salon w domu rodziców. Stałam przed szklanymi drzwiami na taras. Stwierdziłam, że jeśli to sen, to uda mi się wyjść, przenikając przez szybę. Zrobiłam to, skacząc do przodu, układając ręce jak przy skakaniu do basenu.
Byłam na podwórku, widziałam przed sobą rozległą łąkę. Uznałam, że latając będzie szybciej i wygodnie się tu poruszać. Problem polegał na tym, że nie byłam w stanie tego zrobić. Mogłam skoczyć na ponad cztery metry do góry, ale to działało tylko, kiedy skakałam pionowo do góry. Przemieszczać się tak za bardzo i tak się nie dało. Za każdym razem opadając czułam jakiś rodzaj dyskomfortu, nawet jeśli przy lądowaniu nie odczuwałam siły uderzenia. Zawsze lądowałam w podpartym przysiadzie, to działo się automatycznie, jakbym była zaprogramowaną tak postacią z gry.
Obeszłam dom, przeszłam na łąki po drugiej stronie drogi. Tutaj ziemia była częściowo zalana, chciałam przeskakiwać na wyżej położone suche powierzchnie. Najczęściej kępy traw i tak uginały się pode mną i kończyłam co najmniej po kostki w wodzie.
Potem pojawiła się postać mojej siostry.
# mam wrażenie, że od tego momentu stopniowo zaczęło to przechodzić w sen o LD.
Szłyśmy w głąb łąki, prostopadle do drogi. Zauważyłyśmy, że w okolicy, którą znałyśmy i gdzie nie powinno nic być, pojawiły się nowe lokacje. Wchodziłyśmy na strome wzniesienie, po bokach drogi pojawiła się przepaść. Czasami widziałyśmy wokół nas, jak tło w oddali, miejską zabudowę, bloki i wieżowce, wyglądające raczej na animowany rekwizyt. Powiedziałam coś o niestabilności i zmienności sennego świata. Kiedy w jednym momencie miałyśmy się trochę cofnąć, droga zmieniła się jeszcze bardziej. Został wąski pasek ziemi między przepaścią a skalną ścianą. Z trudem i niepokojem przemknęłam tędy.
Dalej miałam po swojej prawej stronie rozpadlinę, w niej kryły się ruiny jakiegoś bunkra i pozostałości metalowych konstrukcji. Siostra powiedziała mi, że skakać mogłam na ograniczoną wysokość, ale tak samo lądować zapewne będę w stanie jak teraz zeskoczę tam kilkanaście metrów w dół. Spróbowałam znaleźć tam jakiś równy teren, nieporośnięty krzakami, wybrałam skalną półkę i skoczyłam. Naprawdę to było proste i pożałowałam, że nie spróbowałam od razu wylądować na samym dole.
# Chyba wtedy całkiem straciłam świadomość
Miejsce okazało się punktem przecięcia wymiarów/równoległych światów/równoległych linii czasowych. Trzeba było szukać tam pewnych artefaktów czy też próbek. Oglądałam tworzący prawie pełną ścianę złom przed sobą i szukałam szczeliny, przez którą mogłabym prześlizgnąć się na drugą stronę. Zadanie wydawało się beznadziejnie niewykonalne.
# Tydzień temu, noc z piątku na sobotę
Byłam bardzo zmęczona, ale nie dałam rady po prostu zasnąć. Już prędzej weszłam w stadium halucynacji słuchowych i płynnego ruchu całego otoczenia. Nawet nie miałam paraliżu, mogłam kilka razy zmienić pozycję w czasie, kiedy to trwało. Czułam, że łóżko unosi się i opada, jakby płynęło po łagodnie falującym morzu. Próbowałam poprzez koncentrację celowo sterować jego ruchami. W rzeczywistości miałam na to bardzo niewielki wpływ mimo wysiłku.
Zdałam sobie sprawę, że czuję "niefizyczne ręce" w innych miejscach niż moje ręce naprawdę się znajdowały. Nawet nie próbowałam na siłę wywołać zjawiska w stylu OOBE, bo przez wymuszanie tego, tylko bym przerwała. Czekałam, aż stanie się samo. Miałam coraz więcej czucia w "niefizycznym ciele", które było jakby z powietrza, nieposiadające masy. Siedziałam w tej postaci na łóżku. Nie miałam wzroku, używałam dotyku, żeby móc cokolwiek stwierdzić. Miałam tylko niejasne wyobrażenie, jak musi wyglądać moje otoczenie. Poczułam, że obok mnie jest takie drugie niefizyczne ciało, mój klon czy coś podobnego. Spróbowałam wstać. Kiedy stanęłam na nogach obok mojego łóżka, wrażenie nieważkości przestało być tak odczuwalne. Drugie niefizyczne ciało wstało wraz ze mną. Zaczęło się łasić do mnie jak kot, objęło mnie. Mentalnie czułam się trochę jak na imprezie, gdzie wszyscy są pijani i w którymś momencie uznaje się, że teraz nic nie ma znaczenia, a martwić można się będzie po wytrzeźwieniu. Kiedy to drugie ciało zaczęło się ze mną całować, stwierdziłam, że czemu nie, skoro to wszystko i tak jest nieprawdziwe i mocno porąbane
Aż wywaliło mnie z tego stanu.# Wczoraj rano
Obudziłam się i myślałam coś o tym, że powinnam wrócić do aktywnego praktykowania LD. Chwilę później znów zaczęłam odpływać. Było to inne niż mój typowy stan paraliżu z halucynacjami. W głowie krążyły mi teksty nieistniejących piosenek. Co jakiś czas pojawiały się obrazy, wnętrza jakichś gotyckich budynków. jakby uchwycone na zdjęciach. Pomyślałam, że dobrze by było zrobić z tego LD, ale znowu nie chciałam robić nic na siłę, żeby nie obudzić się do końca.
Jak odczekałam chwilę, nastąpił przeskok, bardzo krótka przerwa w życiorysie. Potem znowu odczucia w rodzaju OOBE. Niefizycznym ciałem pełzałam po podłodze, spróbowałam wstać. Na przemian widziałam moje otoczenie, albo obraz rozmywał się w takiej pomarańczowo-burej szarości jak przy zamkniętych oczach. Kiedy widziałam, mogłam stwierdzić, że mój pokój jest większy niż w rzeczywistości i dużo bardziej pusty. Przede mną była jedna szafa, coś po mojej prawej stronie, a reszta to ściany. Otoczenie przypominało graficznie stare gry, gdzie obiekty były mocno kanciaste.
Wyszłam do innego pomieszczenia, wielokątnego, dużego i też pustego, wyglądało to prawie jak dom w trakcie budowy. Ściany były tu białe albo jasnoszare. Przeszłam tak przez kilka pomieszczeń, próbując zapanować nad znikającym obrazem. Chciałam, żeby to się ustabilizowało i żebym w końcu mogła w spokoju sobie śnić
Przy wyjściu na zewnątrz, pustym łuku drzwiowym, miałam wrażenie, że zrobiło się lepiej. Wyszłam przed budynek, stanęłam boso na trawie. Wyrzuciło mnie chwilę później.# Noc z wczoraj na dzisiaj
W którymś momencie zdałam sobie sprawę, że chyba jestem we śnie. Otoczenie wyglądało jak salon w domu rodziców. Stałam przed szklanymi drzwiami na taras. Stwierdziłam, że jeśli to sen, to uda mi się wyjść, przenikając przez szybę. Zrobiłam to, skacząc do przodu, układając ręce jak przy skakaniu do basenu.
Byłam na podwórku, widziałam przed sobą rozległą łąkę. Uznałam, że latając będzie szybciej i wygodnie się tu poruszać. Problem polegał na tym, że nie byłam w stanie tego zrobić. Mogłam skoczyć na ponad cztery metry do góry, ale to działało tylko, kiedy skakałam pionowo do góry. Przemieszczać się tak za bardzo i tak się nie dało. Za każdym razem opadając czułam jakiś rodzaj dyskomfortu, nawet jeśli przy lądowaniu nie odczuwałam siły uderzenia. Zawsze lądowałam w podpartym przysiadzie, to działo się automatycznie, jakbym była zaprogramowaną tak postacią z gry.
Obeszłam dom, przeszłam na łąki po drugiej stronie drogi. Tutaj ziemia była częściowo zalana, chciałam przeskakiwać na wyżej położone suche powierzchnie. Najczęściej kępy traw i tak uginały się pode mną i kończyłam co najmniej po kostki w wodzie.
Potem pojawiła się postać mojej siostry.
# mam wrażenie, że od tego momentu stopniowo zaczęło to przechodzić w sen o LD.
Szłyśmy w głąb łąki, prostopadle do drogi. Zauważyłyśmy, że w okolicy, którą znałyśmy i gdzie nie powinno nic być, pojawiły się nowe lokacje. Wchodziłyśmy na strome wzniesienie, po bokach drogi pojawiła się przepaść. Czasami widziałyśmy wokół nas, jak tło w oddali, miejską zabudowę, bloki i wieżowce, wyglądające raczej na animowany rekwizyt. Powiedziałam coś o niestabilności i zmienności sennego świata. Kiedy w jednym momencie miałyśmy się trochę cofnąć, droga zmieniła się jeszcze bardziej. Został wąski pasek ziemi między przepaścią a skalną ścianą. Z trudem i niepokojem przemknęłam tędy.
Dalej miałam po swojej prawej stronie rozpadlinę, w niej kryły się ruiny jakiegoś bunkra i pozostałości metalowych konstrukcji. Siostra powiedziała mi, że skakać mogłam na ograniczoną wysokość, ale tak samo lądować zapewne będę w stanie jak teraz zeskoczę tam kilkanaście metrów w dół. Spróbowałam znaleźć tam jakiś równy teren, nieporośnięty krzakami, wybrałam skalną półkę i skoczyłam. Naprawdę to było proste i pożałowałam, że nie spróbowałam od razu wylądować na samym dole.
# Chyba wtedy całkiem straciłam świadomość
Miejsce okazało się punktem przecięcia wymiarów/równoległych światów/równoległych linii czasowych. Trzeba było szukać tam pewnych artefaktów czy też próbek. Oglądałam tworzący prawie pełną ścianę złom przed sobą i szukałam szczeliny, przez którą mogłabym prześlizgnąć się na drugą stronę. Zadanie wydawało się beznadziejnie niewykonalne.





