08-03-2020, 14:54
9 lutego 2020
Przed spaniem pooddychałam sobie metodą Anuloma Viloma pod prysznicem.
Obudziłam się za dziesięć siódma. Był to czas na łóżkową medytację.
Wdech = wypełnia Mnie nieprzejawiona kreacja, brzuch niczym w ciąży.
Wydech = kreacja zostaje zamanifestowana, brzuch płaski.
Powtórzono 5 razy. Po ostatnim razie wstrzymanie oddechu na pusto.
Usnęłam. Jechałam sennym autobusem. Siadłam koło grubego starego dziada. Przybliżył się do mnie strasznie. To było ohydne. Jego myśli były nieczyste. Uciekłam od niego, by usiąść na podłodze, stwierdziłam, że nie zrobi tego samego i tam będę bezpieczna.
Udałam się do szkoły. Był to ponury, mroczny budynek. Poszłam na ostatnie (piąte) piętro. Przemieszczałam się ostrożnie. Tam, gdzie schody się kończyły, w podłodze była wielka szpara. Bałam się, że w nią wpadnę. Było w niej widać parter.
Zaczęłam medytować nad mym strachem. Naszedł mnie moment uświadomienia, że śnię, lecz nie miałam żadnej kontroli nad moimi myślami i uczuciami. Jakaś część mnie pragnęła wpaść w szczelinę. Kusiło mię to mocno, jednak z drugiej strony czemu miałabym robić coś, co w realu jest niebezpieczne? Wszak powszechnie wiadomo, iż wszelkie nawyki powstające we śnie mogą zamanifestować się w realu dzięki manipulacji podświadomością. Np. ćwiczenia fizyczne są OK, ale atakowanie i zabijanie ludzi, zażywanie narkotyków, seks z przypadkowymi nieznajomymi albo nawet próby wylotu przez okno mogą skończyć się źle.
Moje senne ciało było megaciężkie i nie byłam w stanie tego zmienić. Być może moja fizyczna forma nie była rozluźniona dostatecznie. Zdaję sobie sprawę z tego, że w moim ciele nadal jest wiele blokad energetycznych, których należy się pozbyć. Sen pokazał mi, że moje ciało jest porzuconym, opuszczonym miejscem, które wymaga rozświetlenia moją świadomą obecnością.
Znalazłam się potem w moim pokoju. Wyglądał inaczej niż w realu, były w nim dodatkowe drzwi, a łóżko stało w złym miejscu.
Podsumowując, dzisiejsze śnienie było całkiem spoko
Przed spaniem pooddychałam sobie metodą Anuloma Viloma pod prysznicem.
Obudziłam się za dziesięć siódma. Był to czas na łóżkową medytację.
Wdech = wypełnia Mnie nieprzejawiona kreacja, brzuch niczym w ciąży.
Wydech = kreacja zostaje zamanifestowana, brzuch płaski.
Powtórzono 5 razy. Po ostatnim razie wstrzymanie oddechu na pusto.
Usnęłam. Jechałam sennym autobusem. Siadłam koło grubego starego dziada. Przybliżył się do mnie strasznie. To było ohydne. Jego myśli były nieczyste. Uciekłam od niego, by usiąść na podłodze, stwierdziłam, że nie zrobi tego samego i tam będę bezpieczna.
Udałam się do szkoły. Był to ponury, mroczny budynek. Poszłam na ostatnie (piąte) piętro. Przemieszczałam się ostrożnie. Tam, gdzie schody się kończyły, w podłodze była wielka szpara. Bałam się, że w nią wpadnę. Było w niej widać parter.
Zaczęłam medytować nad mym strachem. Naszedł mnie moment uświadomienia, że śnię, lecz nie miałam żadnej kontroli nad moimi myślami i uczuciami. Jakaś część mnie pragnęła wpaść w szczelinę. Kusiło mię to mocno, jednak z drugiej strony czemu miałabym robić coś, co w realu jest niebezpieczne? Wszak powszechnie wiadomo, iż wszelkie nawyki powstające we śnie mogą zamanifestować się w realu dzięki manipulacji podświadomością. Np. ćwiczenia fizyczne są OK, ale atakowanie i zabijanie ludzi, zażywanie narkotyków, seks z przypadkowymi nieznajomymi albo nawet próby wylotu przez okno mogą skończyć się źle.
Moje senne ciało było megaciężkie i nie byłam w stanie tego zmienić. Być może moja fizyczna forma nie była rozluźniona dostatecznie. Zdaję sobie sprawę z tego, że w moim ciele nadal jest wiele blokad energetycznych, których należy się pozbyć. Sen pokazał mi, że moje ciało jest porzuconym, opuszczonym miejscem, które wymaga rozświetlenia moją świadomą obecnością.
Znalazłam się potem w moim pokoju. Wyglądał inaczej niż w realu, były w nim dodatkowe drzwi, a łóżko stało w złym miejscu.
Podsumowując, dzisiejsze śnienie było całkiem spoko

Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





