Kroniki Astralnych Motyli
#72
Dzień 46

Podejdź do wschodniego skraju kręgu. Nakreśl różdżką albo ręką duży pentagram. Dźgnij środek pentagramu różdżką albo ręką i zawibruj "Jahwe".
Wibrując to imię, wyobraź sobie, jak wnętrze pentagramu staje się oknem otwartym na Krainę Powietrza. [...] Szczegóły nie są zbyt istotne; chodzi o to, żebyś poczuł, że ten krajobraz jest przepełniony i przesycony mocą powietrza, olbrzymią, wszechprzenikającą i ulotną. Wyobraź sobie, że ta kraina ciągnie się w nieskończoność w tę stronę, w którą patrzysz.

Kiedy już dobrze zwizualizujesz krajobraz, wyobraź sobie, że przez pentagram dociera do twojego kręgu chłodny wiatr. Poczuj, jak wiatr napełnia krąg, przewiewając na wylot twoje ciało i duszę, nie omijając żadnej części ciebie. Ten wiatr wywiewa z ciebie zanieczyszczone powietrzne składniki twojej natury, zastępując je czystą mocą powietrza. Odczuwaj ten wiatr, póki nie uznasz, że jesteś już czysty i pełen mocy powietrza.

~ Benjamin Rowe „Podstawowe umiejętności magiczne”

Żywiołaki powietrza były… dziwne. Nie potrafiłam znaleźć lepszego słowa na określenie tego. Poza tym słowa chyba nie miały znaczenia… przynajmniej do momentu, w którym musiałabym użyć Języka Czynu.
Obserwowałam owe żywiołaki już trzeci dzień. Chociaż może powinnam raczej powiedzieć, że głównie to PRÓBOWAŁAM je obserwować. Tak, i w tym miejscu powinnam jeszcze raz podkreślić, że słowa zdecydowanie nie miały znaczenia. W tym czasie zdążyłam się zorientować, że niejako domyślnym stanem dla żywiołaków powietrza było rozcieńczenie do postaci ledwie widocznej mgły, złożonej z kilku lub kilkunastu osobników. W takiej formie nie istniały granice pomiędzy poszczególnymi jednostkami – pojęcie jednostki w takim przypadku traciło wręcz rację bytu. Już wcześniej podejrzewałam, że niektóre astralne stworzenia mogą posiadać jakiś rodzaj zbiorowej świadomości, ale do tej pory nie miałam kontaktu z przypadkiem tak jednoznacznym i skrajnym.
Wnioski te wysnułam w dużej mierze teoretycznie. Trudno byłoby nazwać rzetelnymi badaniami w terenie obserwację z dużej odległości. I tak czubek jednego z pionowo stojących głazów na szczycie płaskowyżu Lamgdo był najlepszym jak dotąd znalezionym przeze mnie punktem obserwacyjnym. Wcześniej próbowałam wspinać się na samotne drzewa pośrodku łąk albo w miejscach, gdzie las nie był zbyt gęsty. Nietrudno było znaleźć egzemplarz odpowiednio wysoki, z gałęziami umożliwiającymi wspinaczkę, jednak po dłuższej chwili spędzonej na czubku za każdym razem przekonywałam się, że nie jest to najdogodniejsze miejsce do prowadzenia jakiegokolwiek obserwacji, zwłaszcza przez dłuższy czas. A tropienie powietrznych duchów wymagało cierpliwości.
Główny problem polegał na tym, że nie znałam żadnego sposobu, żeby zwabić żywiołaki w konkretne miejsce. Zdawanie się w tej kwestii na przypadek z założenia było niezbyt efektywne. Ireaszowi udało się wtedy zwrócić na siebie ich uwagę najprawdopodobniej tym, że znalazł się w powietrzu, na wysokości, gdzie normalnie Prawdziwi raczej nie przebywają.
Spróbowałam skorzystać z dobrych rad, na jakie mogłam trafić w mądrych książkach w swojej bibliotece. Odtwarzałam rytuały według opisów znalezionych w podręcznikach magicznych. Wygrzebałam z szafy czarną szatę z kapturem, w której może trochę przypominałam maga. Oczywiście tylko z wyglądu. Nie czułam, żeby to mogło mi w czymkolwiek pomóc. Szukałam w komnacie elementów magicznej różdżki. Doszłam do wniosku, że skoro mam się do tego zabrać na poważnie, nie wystarczy mi ściąć pierwszej lepszej gałęzi z drzewa za domem. Nawet, gdybym jakimś cudem znalazła odcinek idealnie prosty.
Nie znalazłam niczego, co mogłoby być różdżką. Przez chwilę rozważałam użycie w tym celu owego tajemniczego kabelka ze szklanej fiolki, którego przeznaczenia nadal nie potrafiłam odgadnąć. Wbrew pozorom nie byłoby to całkowicie pozbawione sensu, skoro przedmiot ten posiadał jakiś szczególny rodzaj energii. Może nawet wystarczający, żeby wzmocnić siłę mojej wiary. Wszak jak głosili szlachetni bracia spod znaku hermetyzmu, siła przekonania maga o powodzeniu jego działań stanowiła klucz do sukcesu operacji magicznych. Ale gdybym nawet zdecydowała się na takie rozwiązanie, pozostawały jeszcze dwa problemy. Po pierwsze ten odcinek kabla wydawał mi się zdecydowanie zbyt krótki jak na różdżkę. Po drugie, w tym celu musiałabym go wydobyć ze szczelnej szklanej fiolki. Co było chyba, no, tak trochę nieodwracalne.
- Zawsze możesz spróbować potem użyć swoich astralnych mocy, żeby to naprawić.
Cóż, obecnie nie posiadałam wystarczających astralnych mocy, żeby zamknąć swój umysł na głosy w głowie.
Ostatecznie zdecydowałam się na używanie w rytuałach po prostu swoich dłoni. Miało to taką zaletę, że pozwalało mi NAPRAWDĘ rysować symbole w powietrzu za pomocą światła a nie tylko wyobrażać to sobie. To mógł być pierwszy raz, kiedy mogłabym potencjalnie zrobić coś LEPIEJ niż opisywały to Mądre Poradniki Dla Magów.
Zebrałam tych poradników trochę, poszukałam rytuałów związanych z żywiołami i duchami żywiołów, znalazłam trochę symboli, w niektórych przypadkach skrajnie od siebie różnych w zależności od autora konkretnej księgi. Przyjęłam dość niepewne założenie, że to, co powtarza się częściej, z większym prawdopodobieństwem może być prawdę. Owszem, miałam przy tym świadomość, że nie jest to podejście najrozsądniejsze.
Jak to szło… Prawda nie uznaje demokracji? Nie miałam bladego pojęcia, kto pierwszy tak powiedział.
Wprowadziłam swój plan w życie drugiego dnia, kiedy wydawało mi się, że wiedziałam, co zamierzam zrobić. Chciałam mieć czas, żeby przećwiczyć właściwe słowa i gesty. I przede wszystkim był to mniej więcej ten moment, kiedy stwierdziłam, że najlepszym miejscem do podjęcia jakichkolwiek działań będzie wznoszący się ponad okolicę płaskowyż. Trudno byłoby o lepszą lokalizację, zarówno do przeprowadzenia rytuału jak i obserwacji.
Zgodnie z zaleceniami zaczęłam od rytualnej kąpieli. W wodzie o normalnej temperaturze, mimo gderania Kiri o tych rzekomo magicznych czterech stopniach. Termometru nadal nie miałam pod ręką i nie chciałam tracić czasu na poszukiwania. Następnie, w czarnej szacie narzuconej na nagie ciało i z nieodłącznym amuletem na szyi udałam się do Lamgdo. Dokładnie to teleportowałam się tam.
Rzuciło mnie gdzieś w połowie drogi na szczyt płaskowyżu. Wspięłam się na górę, zatrzymałam się przy krawędzi nagiej skały. Przez chwilę delektowałam się ciszą, starałam się poczuć, że w tamtej chwili było to miejsce święte. Fakt, iż w polu widzenia nie znalazłam żadnych oznak życia, znacząco mi to ułatwiał. Żeby bardziej wczuć się w podniosłą atmosferę, zdjęłam buty i boso stanęłam na gładkim kamieniu.
Wykorzystywałam kręgi już wycięte w powierzchni skały, stanęłam na środku. Konieczność skupienia na odpowiednich gestach i słowach pomogła mi osiągnąć pewien stopień transu. Czułam, że nie jest to doskonała koncentracja, ale miałam nadzieję, że to wystarczy. Tyle mogłam z siebie dać.
Powtarzałam wszystko tak, jak zapisali to mądrzejsi ode mnie. Kreśliłam w powietrzu pentagramy czubkiem palca. Według instrukcji znaki miały być błękitne, w praktyce osiągnęłam tyle, że rysowane przeze mnie linie światła były prawie białe. Byłam zdumiona, że w ogóle coś takiego mi się udało.
Zatem… miałam jakiś (świadomy?) wpływ na barwę manifestacji swojej energii? I jakie wobec tego miały znaczenie te kolory?
Trudno było mi ocenić, czy gdzieś popełniłam błąd. Może po prostu cały ten rytuał był kolejną fałszywą teorią ezoteryczną. Kiedy po zakończeniu procedury stałam pośrodku koncentrycznych kręgów na skale, napawając się subiektywnymi odczuciami, które zdołałam w sobie wzbudzić, nie odnotowałam żadnego OBIEKTYWNEGO efektu. Żywiołaki powietrza nie pojawiły się w kręgu obok mnie. Nie zstąpiły też z jasnego nieba ponad płaskowyżem. Natura pozostawała tak samo obojętna jak przed odprawionym przeze mnie przedstawieniem.
Może to wymagało trochę czasu? Mogłam poczekać. Mogłam też zbadać otoczenie nieco głębiej w poszukiwaniu bardziej subtelnych zmian, niedostrzegalnych na wulgarny pierwszy rzut oka astralnego laika. Spróbowałam szukać tych zmian, zdołałam zauważyć, że mniej więcej w miejscu, w którym stałam, zgromadziło się trochę energii. Nie będąc jeszcze pewna w kwestiach analizy ilościowej stwierdziłam tyle, że owe zagęszczenie energii wyróżniało się z tła. Tak może nawet za bardzo się wyróżniało, jeśli miałoby to pochodzić z energii wyemitowanej przeze mnie podczas rytuału. Na pewno było tego więcej niż to, co uwolniłam do otoczenia samym rysowaniem w powietrzu linii i pentagramów. Ile mogłam jeszcze wyprodukować tego mimowolnie wskutek mentalnego wysiłku koncentracji?
Wyszłam ze środka umownego ceremonialnego kręgu i z głębszych warstw rzeczywistości. Wróciłam po zostawione przy krawędzi płaskowyżu buty. Lekko zakręciło mi się w głowie, kiedy się po nie schyliłam.
Schodząc w dół, zdałam sobie sprawę, że cały czas czuję się niezwykle lekka. Hej, było mi lekko na duszy. Tak bardzo lekko, jakby tutejsza słaba grawitacja nie mogła mieć dłużej nade mną władzy. Jakbym już naprawdę była duchem. To było tylko subiektywne odczucie, tak? Pomimo najszczerszych chęci nie mogłam ot tak oderwać się od ziemi jak napełniona helem. Skąd zatem brało się owo wrażenie?
Próbowałam, naprawdę próbowałam całą swoją wolą. Rwał się duch lekki do lotu. Oddałam się całkiem temu pragnieniu. Najpierw tylko mentalnie, żarliwie wierna uczuciom, wszak wiara cuda czyni. W kolejnej chwili nieco zgrzeszyłam zwątpieniem i spróbowałam wierze trochę pomóc. Wspinałam się na wielkie kamienne twarze i inne rzeźbione twory, skakałam z góry i z rozpędu. A świat leniwie odbierał, co mu się należało, konsekwentnie sprowadzając mnie na dół.
Ostatecznie zwątpiłam i zrezygnowałam u stóp wzgórza Lamgdo. Takim właśnie byłam człowiekiem małej wiary.
Skupiłam się wreszcie na pierwotnym swoim celu, dla którego w ogóle owe magiczne próby podjęłam. Doszłam do wniosku, że jedynym względnie sensownym sposobem byłoby zainteresowanie żywiołaków swoją obecnością. Ireaszowi w końcu wtedy się udało. Mogłam jeszcze swoją obecność wzmocnić, wykorzystując energię. Wszak w kwestii bezsensownego emitowania jej wokół siebie niedługo mogłabym już zostać ekspertem.
Z zamiarem konstruktywnego wykorzystania swoich atutów, odwróciłam się i znów wspinałam się krętą ścieżką ku szczytowi płaskowyżu. Będąc na samym dole, mogłam już tylko iść do góry.
W pewnym momencie na próbę postarałam się otoczyć mgiełką energii całą swoją postać. Wczułam się w swoje astralne ciało i pchnęłam, od środka na zewnątrz. Mrużyłam przy tym oczy, ale nie zamknęłam ich całkiem. I całe szczęście.
Inaczej nie zobaczyłabym tej fali, która nagle poruszyła trawą i zaroślami przede mną. A trwało to dosłownie chwilę. Jakby wiatr wzbudził się w słabym, przedśmiertnym zrywie.
Nie widziałam mgiełki ani innej manifestacji swojej energii. Przysięgać bym może nie przysięgała, bo w tej krótkiej chwili nie na to zwracałam uwagę. Mogłam założyć, że to miałoby pewną bezwładność w czasie, obserwowaną wcześniej wielokrotnie, czegoś podobnego też teraz nie widziałam. W jakikolwiek sposób osiągnęłam ten efekt, nie odczułam wysiłku tego działania. Zwykle przy próbach zrobienia czegokolwiek poza stworzeniem rozcieńczonego obłoczka mgły musiałam wręcz WYDZIERAĆ energię z wnętrza swojego astralnego ciała. To teraz przyszło mi praktycznie samo.
Jedyny skutek odczułam – czy może po prostu wtedy to sobie to UŚWIADOMIŁAM – w chwili, kiedy znowu stanęłam na szczycie. Wrażenie nieważkości całkowicie ustąpiło. Do końca. I do momentu utraty kontaktu z Astralem już nie powróciło.
Nie byłam tego stuprocentowo pewna, ale nie wyglądało na to, żebym straciła znaczącą część energii. Jeśli tak by się stało, po powrocie musiałabym to poczuć. Tymczasem wszystko było w porządku, poza moją lekką niecierpliwością i powoli narastającą dezaprobatą. Spróbowałam się wyciszyć i wyrzucić z umysłu te niegodne adepta uczucia. Po pewnym czasie, mając zdecydowanie lepszy kontakt z samą sobą, a przynajmniej skutecznie to sobie wmówiwszy, wspięłam się na skałę ponad powierzchnią płaskowyżu i spróbowałam otoczyć się światłem. Białym. Niech cały Astral widzi, jak nieskalany może być oczyszczony przez medytację umysł podróżnika.
Kiedy robiłam to świadomie, uzyskiwałam efekty prawie od razu. Pierwsze, nieśmiałe strużki dymu były jeszcze żółte, kolejne coraz jaśniejsze, zbliżone do bieli. Byłam skłonna uwierzyć, że przy odpowiedniej koncentracji mogłabym uzyskać dowolny kolor, a ograniczałyby mnie tylko wyobraźnia i wola. Nie sprawdziłam tego natychmiast tylko dlatego, że nie chciałam się rozpraszać. Musiałam skupić się na kierowaniu uwolnionej energii powyżej miejsca, w którym się znajdowałam. W niebo. Ku płynącym w przestworzach – być może w tamtej chwili gdzieś tam obecnym – żywiołakom.
Trochę ich zaobserwowałam, głównie wskutek połączonych mocy cierpliwości i prawdopodobieństwa. Dobrze zrobiłam, nie zużywając na eksperymenty całej energii w pierwszej chwili. W takim wypadku mogłabym stracić ją zbyt szybko.
Głównie widziałam tę bezforemną żywiołakową mgłę. Kilka razy udało mi się zainteresować pojedyncze osobniki na tyle, że oddzieliły się od zbiorczej masy i obniżyły lot w kierunku miejsca, gdzie siedziałam. Dwa razy taki osobnik przybrał prawie humanoidalną formę, chociaż nie do tego stopnia jak przy pierwszym spotkaniu w obecności Ireasza.
Zastanawiały się, co ja właściwie robiłam? Co ta zielona, nieświadoma, próbuje tu osiągnąć?
Nie padło z ich strony żadne pytanie, ale ja już na taką ewentualność miałam gotową odpowiedź.
Otóż, moi mili państwo z mgły, ja się tu bawię. To wszystko jest dla zabawy po części, a po części przez ciekawość. Nie ma tu wyższego celu i nigdy takiego być nie miało!
Że to nie ma sensu? A czy wszystko musi?! Nie, nie, nie tak to miało być. Raczej: czy sens zawsze musi być oczywisty i dostrzegalny na pierwszy rzut oka?
Żaden o nic nie zapytał. Może żywiołaki przywykły do dziwnych poczynań niedoświadczonych astralnych podróżników. Ile miały na to czasu? Kilkaset lat? Może to wystarczało.
Przez myśl przeszło mi coś, do czego nie przywiązywałam większej wagi przez cały ten czas. Przy pierwszym spotkaniu z żywiołakiem, wówczas żywiołakiem ziemi, które teraz sobie przypomniałam, w pierwszej chwili na określenie czasu padły zupełnie inne słowa. Duch ziemi powiedział, że jego generacja istniała od określonej liczby Cykli. Co to mogło oznaczać? Jak to się liczyło. Żywiołak powiedział mi wtedy, że w tym przypadku określona liczba Cykli odpowiada danej liczbie dni. W przeliczeniu na lata i miesiące, ale to to samo. Długość Cyklu nie musiała być stała.
(ostatni Cykl niemiłosiernie się dłuży)
Te żywiołaki nade mną, one wiedziały? Można było w ogóle określać coś w swojej naturze zmienne? Gdybym tak wprost zadała im pytanie, tu i teraz… ile trwa taki cykl… to znaczy Cykl… jaką dostałabym odpowiedź? Czyż nie taką, jaka jest zmorą każdego pytającego?
To zależy.
Mogłabym oczywiście spytać, od czego. A to też mogłoby być łatwe do odbicia.
Od wielu czynników.
- Widzisz, czasami wystarcza, że zadajesz pytania samej sobie i okazuje się, że od dawna znałaś odpowiedzi.
Ale czy mogłam uznać takie odpowiedzi za ostateczne? Mogłabym z łatwością odrzucić je przy pierwszych poważniejszych wątpliwościach. Czyż nie tak robiłam już wielokrotnie? Ja mogłabym wyprzeć się samej siebie i zaprzeczyć wszystkiemu, co wydawało mi się, że wiedziałam.
Zeskoczyłam z głazu w dół, na równe kamienne podłoże. Odruchowo wykorzystałam sztuczkę ze skracaniem upadku poprzez piąty wymiar. Mimo iż niezbyt satysfakcjonujący, taki sposób mógł mieć zastosowanie praktyczne. Kończąc skok w podpartym przysiadzie pomyślałam sobie, że niezależnie od innych prób, które z pewnością będę podejmować, tę umiejętność również powinnam doskonalić.
Wstałam i spojrzałam w niebo. Może jeszcze gdzieś w oddali widziałam smugi na błękicie, ale nie miałam pewności. Żywiołaki wyzbywały się swojej jednostkowej indywidualności nie tylko w obrębie grupy ale także niemal odrzucały swoją odrębność od otoczenia. Rozpuściły się
(similia similibus solvuntur)
w tym niebie.
Wydawały mi się w tym momencie bardziej odległe i niedostępne niż wcześniej.
Zaczęłam powoli schodzić na dół. W jednej z konstrukcji z jasnego kamienia dostrzegłam ciemny kształt i ruch. Zboczyłam z krętej ścieżki, żeby przyjrzeć się temu bliżej. Stworzenie pomknęło w górę, spiralnym ruchem wokół jednego z niewysokich filarów. Nie owijało się tak dobrze jak wąż, nie miało na tyle korzystnego stosunku długości ciała do średnicy. Ale trochę przypominało węża. Tak trochę. Na ile zdołałam zobaczyć, kształtem przypominało ogromną, wydłużoną kroplę. Całe pokryte było nastroszonym czarnym puchem, bardzo możliwe, że ten puch stanowił większość jego objętości. I było lekkie. Tak naprawdę lekkie. Tak, jakby nic nie ważyło.
Kiedy zorientowało się, że podeszłam dość blisko, odskoczyło od filaru, wylądowało mniej więcej na środku otoczonego filarami podestu i stamtąd wybiło się wysoko w górę. Poleciało efektownym łukiem na ziemię kilka metrów dalej i kontynuowało ruch w podobny, choć już nie tak imponujący sposób. To nie były po prostu skoki. W momencie, kiedy puszyste zwierzątko odrywało się od ziemi, płynęło w powietrzu.
Nie goniłam go zbyt długo. Nie miałam szans po tym jak zniknęło wśród zarośli, między wielobarwnymi liśćmi, suchymi kolczastymi łodygami i ogromnymi kwiatami.
Możesz mi uciec tym razem. Możesz mi się wymykać, magiczny świecie, raz po raz. A ja za każdym razem będę próbowała cię uchwycić. Będę próbowała tak długo, aż w końcu mi się uda.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 25-01-2018, 20:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-01-2018, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-02-2018, 20:24
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-02-2018, 17:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 12-02-2018, 21:46
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2018, 00:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-02-2018, 19:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 27-02-2018, 00:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2018, 17:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Solnik - 05-03-2018, 18:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-03-2018, 22:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-03-2018, 15:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-06-2018, 21:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-07-2018, 22:34
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-07-2018, 23:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 19:41
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 21:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 21:56
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 22:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-12-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 26-12-2018, 13:08
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 00:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 04-03-2019, 19:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 21:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-04-2019, 23:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-07-2019, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-08-2019, 00:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-11-2019, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-11-2019, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-11-2019, 03:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-12-2019, 12:28
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2019, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 11-12-2019, 19:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-12-2019, 13:01
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-12-2019, 23:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-12-2019, 02:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2019, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 06-01-2020, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-01-2020, 19:12
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-01-2020, 23:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 00:57
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 21:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 23-01-2020, 22:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-01-2020, 13:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-02-2020, 03:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-02-2020, 22:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2020, 01:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 22-02-2020, 03:36
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2020, 02:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2020, 23:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 06-03-2020, 20:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-04-2020, 23:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 28-04-2020, 01:17
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 28-04-2020, 11:25
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-03-2021, 22:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 31-12-2021, 15:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2022, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-01-2022, 14:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 17-01-2022, 20:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-09-2022, 11:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-09-2022, 02:04
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-07-2023, 16:17

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 6 3,947 12-05-2018, 22:40
Ostatni post: Slavia

Skocz do:

UA-88656808-1