22-01-2020, 00:04
Dwie myśli mi to nasuwa...
Po pierwsze niby i tak nie chcę mieć dzieci, ale jeszcze bardziej nie chciałabym ich mieć W TYCH CZASACH. Jak ja pamiętam swoje dzieciństwo, to po prostu gdzieś się tak istniało, na uboczu, ale rodzice raczej mieli swoje życie. Obecnie to coraz bardziej zmierza do tego, że życie tych rodziców kręci się wokół tych dzieci i każdej głupoty jaką te dzieci robią. Zwariować można... nawet jak się jest tylko obserwatorem na uboczu i się takich współczesnych rodziców słucha jak rozmawiają.
Po drugie z tą pracą po studiach za 10K. Ja co jakiś czas doświadczam w mojej rodzinie takiej zbiorowej niespójności. Z jednej strony jak w dzieciństwie próbują mi ciągle, przypinać te same etykietki. Że nieśmiała, zastraszona, nierozgarnięta, albo że mam jakiś problem. Że nieszczęśliwa, że ciągną się za mną "traumy", że "wymagam pomocy". Albo od razu doszukiwać się "ułomności wrodzonych", że takie czy owo zaburzenie osobowości, że autyzm, Zespół Aspergera i coś tam jeszcze, wszystko tak samo zmyślone przez nich z niczego, "bo coś tam w gazetce przeczytali". A jednocześnie przy tym całym wytykaniu palcami i opluciu jakiś taki odprysk "rodzinnej wielkości", że niby mój "wielki potencjał" marnuje się cokolwiek zrobię, że niby ja "zasługuję na więcej", że dlaczego już, natychmiast, zaraz po studiach nie dostałam pracy 8K netto, że już od paru lat nie jestem Nie-Wiadomo-Kim, a powinnam, na pewno coś zrobiłam źle...
Po pierwsze niby i tak nie chcę mieć dzieci, ale jeszcze bardziej nie chciałabym ich mieć W TYCH CZASACH. Jak ja pamiętam swoje dzieciństwo, to po prostu gdzieś się tak istniało, na uboczu, ale rodzice raczej mieli swoje życie. Obecnie to coraz bardziej zmierza do tego, że życie tych rodziców kręci się wokół tych dzieci i każdej głupoty jaką te dzieci robią. Zwariować można... nawet jak się jest tylko obserwatorem na uboczu i się takich współczesnych rodziców słucha jak rozmawiają.
Po drugie z tą pracą po studiach za 10K. Ja co jakiś czas doświadczam w mojej rodzinie takiej zbiorowej niespójności. Z jednej strony jak w dzieciństwie próbują mi ciągle, przypinać te same etykietki. Że nieśmiała, zastraszona, nierozgarnięta, albo że mam jakiś problem. Że nieszczęśliwa, że ciągną się za mną "traumy", że "wymagam pomocy". Albo od razu doszukiwać się "ułomności wrodzonych", że takie czy owo zaburzenie osobowości, że autyzm, Zespół Aspergera i coś tam jeszcze, wszystko tak samo zmyślone przez nich z niczego, "bo coś tam w gazetce przeczytali". A jednocześnie przy tym całym wytykaniu palcami i opluciu jakiś taki odprysk "rodzinnej wielkości", że niby mój "wielki potencjał" marnuje się cokolwiek zrobię, że niby ja "zasługuję na więcej", że dlaczego już, natychmiast, zaraz po studiach nie dostałam pracy 8K netto, że już od paru lat nie jestem Nie-Wiadomo-Kim, a powinnam, na pewno coś zrobiłam źle...





