24-11-2019, 01:46
Szedłem polną drogą, a nawet pieszo. Zmierzałem do pewnego pagórka. Był to wynik mojej decyzji do której namawiali mnie inni. W końcu im uległem, a może uległem sobie? Zawsze żyłem nadzieją, dawałem sobie ten margines bezpieczeństwa. Jak tego spróbuję i się nie uda, to już nic mi nie pozostanie. Już nigdy jej nie odnajdę. Nagle z myśli wyrwał mnie szelest zza drzew. Przykucnąłem i zacząłem się przyglądać. Zobaczyłem Sarnę Brudnobrwistą. Zaskoczyło mnie to, bo rzadko się je widuje, a szczególnie w tych okolicach. Nie mogłem sobie odmówić. Wyciągnąłem łuk i załadowałem strzałę ze środkiem usypiającym. Wymierzyłem i... STRZAŁ. Odetchnąłem z ulgą, trafiłem. Sarna zaczęła uciekać, a ja powoli podążyłem w tym kierunku wiedząc, że za kilkadziesiąt metrów padnie. Tak też się stało. Podszedłem do niej. Pogłaskałem po głowie mówiąc "nic ci nie będzie, najwyżej trudniej ci będzie znaleźć partnera". Wyciągnąłem nożyczki i zacząłem obcinać jej brwi. Nadają się one znakomicie jako szczotka do włosów łonowych. Wyciągnąłem strzałę i... moment, nie wyciągnąłem, spróbuję jeszcze raz. Nie chce wyjść, chyba ugrzęzła w kości. Zacząłem się z nią siłować "no WYŁAŹ!" z impetem runąłem na ziemię robiąc sobie ostrzem strzały rysę na ręce. "Meh, i tak był warto" pomyślałem i wróciłem do kontynuowania swojej podróży.
Zaczęła się wyłaniać zza drzew. Wysoka, majestatyczna, czarna. W końcu dotarłem do wieży radiowej. Przegoniłem węże, które były w jej pobliżu, za pomocą pałki teleskopowej, na której końcu znajdowała się kitka wiewiórki. Choć wielu by powiedziało, że to gadżet erotyczny to nadaje się też do łaskotania węży. Rozpocząłem wspinaczkę. Utrudniały ją rdzewiejące pręty oraz spróchniałe deski, ale jakoś dałem radę. Podłączyłem telefon do radiostacji i zacząłem wpisywać dane: Krzysiek, 26 lat, 180/65. Dodałem również dwa zdjęcia. Ustawiłem częstotliwość tindera 420,69 i wysłałem. Po chwili otrzymałem zwrotne dane. Mogłem już przeglądać dziewczyny. Pierwsza wyskoczyła mi Karina lat 22. Na zdjęciu było widać, że pali papierosa w Słowiańskim Przykucu. Nope, nie lubię palących, następna. Tym razem pojawiła się Żaneta lat 19. Miała same półnagie zdjęcia, domyśliłem się czego szuka ogłaszając się w taki sposób. Mnie to nie interesowało, przecież nie po to zostałem myśliw...... eee nieważne. Następna i zonk. Zamurowało mnie. Cóż za piękność. Te usta, oczy, nos i włosy. IDEALNA. Aż dziw, że się tu ogłasza, przecież mogła by mieć każdego. Taka to pewnie trzyma samca alfa w friendzone, żeby odpędzał od niej beta przegrywów, tak jak krowa odpędza muchy ogonem. Polubiłem ją. Dobra, nie będę przecież tu wiecznie siedział. Muszę ustawić przekierowanie na moją radiostację w domu i tam spokojnie sobie poprzeglądam. Zrobiłem to, a potem jeszcze raz zerknąłem na telefon. "Masz nową parę". Nie wierzyłem własnym oczom, tamta piękność też mnie polubiła. Byłem pełen radości, motyli zaczęły latać w brzuchu. To jednak był dobry pomysł. Mogłem się wcześniej posłuchać znajomych. Zacząłem czym prędzej schodzić z wieży. Kilka metrów nad ziemią postanowiłem, że skrócę sobie drogę niewielkim skokiem. Już miałem go wykonać, gdy nagle zkręciło mi się w głowie. Nie udało mi się złapać ponownie poręczy i runąłem na ziemie tracąc przytomność.
"Heeeeeej, nic ci nie jest?" usłyszałem kobiecy głos. "Chyba, nie" odpowiedziałem podnosząc głowę ledwo widząc na oczy. Zauważyłem wyciągniętą w moim kierunku rękę. Chwyciłem się niej powróciłem do pozycji pionowej. Postanowiłem podziękować mojemu wybawcy "dzię... dz-dzię... dz-dzięki", nie mogąc wydusić słowa, ponieważ to była ONA. To jest jakieś przeznaczenie. Moja "para" też mnie rozpoznała. Zaczęliśmy rozmawiać, zobaczyła, że mam łuk. Trochę szydziła z tego, że używam staroświeckich metod, ale chciała, żebym jej pokazał jak się strzela. Zrobiliśmy sobie trening. A potem w ramach wdzięczności zaprosiła mnie do siebie na napar z ziół, ponieważ jest zielarką. Biorąc filiżanki i chcąc je podać do stołu, jedna wymksnęła jej się z dłoni i potłukła. Powiedziała, że to pewnie przez nadwyrężenie mięśni przez trening łucznictwa. Zaproponowałem jej masaż, na który się zgodziła. Położyła się na łóżku, a ja masując jej plecy uświadomiłem sobie jak jestem przy niej szczęśliwy i że to najlepszy dzień w moim życiu. Z oddali zacząłem słyszeć cichy głos "wstawaj"... który zaczynał się robić coraz głośniejszy "Wstawaj" i głośniejszy "wstawaj", aż w końcu "WSTAWAJ, ZESRAŁEŚ SIĘ!". Wzdrygnąłem się. Po ramieniu klepał mnie znajomy. Przed sobą miałem małpę, której wykonywałem masaż. "Co ty ku*wa odpie*dalasz?" Zapytał. Nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. "Co ci się stało w rękę?" Hmm... zacząłem łączyć fakty. Widocznie na wyciągniętej strzale z sarny zostało trochę środka usypiającego, co spowodowało u mnie halucynację. Powiedziałem mu o tym. Odprowadził mnie do domu.
Zerknąłem na telefon. Nie było żadnej pary z super dziewczyną. Przez kilka następnych dni dalej bawiłem się tą aplikacją. Zparowało mnie z kilkoma dziewczynami, jednak pisanie z nimi drętwo mi wychodziło. Ostatni płomyk nadziei zgasł. Nadzieja, że uda mi się kogoś znaleźć. I teraz siedzę i się zastanawiam, czy lepiej by było nie próbować i dalej żyć nadzieją, czy może doznać tej porażki wiedząc na czym stoję... Cóż, czas pokaże.
Zaczęła się wyłaniać zza drzew. Wysoka, majestatyczna, czarna. W końcu dotarłem do wieży radiowej. Przegoniłem węże, które były w jej pobliżu, za pomocą pałki teleskopowej, na której końcu znajdowała się kitka wiewiórki. Choć wielu by powiedziało, że to gadżet erotyczny to nadaje się też do łaskotania węży. Rozpocząłem wspinaczkę. Utrudniały ją rdzewiejące pręty oraz spróchniałe deski, ale jakoś dałem radę. Podłączyłem telefon do radiostacji i zacząłem wpisywać dane: Krzysiek, 26 lat, 180/65. Dodałem również dwa zdjęcia. Ustawiłem częstotliwość tindera 420,69 i wysłałem. Po chwili otrzymałem zwrotne dane. Mogłem już przeglądać dziewczyny. Pierwsza wyskoczyła mi Karina lat 22. Na zdjęciu było widać, że pali papierosa w Słowiańskim Przykucu. Nope, nie lubię palących, następna. Tym razem pojawiła się Żaneta lat 19. Miała same półnagie zdjęcia, domyśliłem się czego szuka ogłaszając się w taki sposób. Mnie to nie interesowało, przecież nie po to zostałem myśliw...... eee nieważne. Następna i zonk. Zamurowało mnie. Cóż za piękność. Te usta, oczy, nos i włosy. IDEALNA. Aż dziw, że się tu ogłasza, przecież mogła by mieć każdego. Taka to pewnie trzyma samca alfa w friendzone, żeby odpędzał od niej beta przegrywów, tak jak krowa odpędza muchy ogonem. Polubiłem ją. Dobra, nie będę przecież tu wiecznie siedział. Muszę ustawić przekierowanie na moją radiostację w domu i tam spokojnie sobie poprzeglądam. Zrobiłem to, a potem jeszcze raz zerknąłem na telefon. "Masz nową parę". Nie wierzyłem własnym oczom, tamta piękność też mnie polubiła. Byłem pełen radości, motyli zaczęły latać w brzuchu. To jednak był dobry pomysł. Mogłem się wcześniej posłuchać znajomych. Zacząłem czym prędzej schodzić z wieży. Kilka metrów nad ziemią postanowiłem, że skrócę sobie drogę niewielkim skokiem. Już miałem go wykonać, gdy nagle zkręciło mi się w głowie. Nie udało mi się złapać ponownie poręczy i runąłem na ziemie tracąc przytomność.
"Heeeeeej, nic ci nie jest?" usłyszałem kobiecy głos. "Chyba, nie" odpowiedziałem podnosząc głowę ledwo widząc na oczy. Zauważyłem wyciągniętą w moim kierunku rękę. Chwyciłem się niej powróciłem do pozycji pionowej. Postanowiłem podziękować mojemu wybawcy "dzię... dz-dzię... dz-dzięki", nie mogąc wydusić słowa, ponieważ to była ONA. To jest jakieś przeznaczenie. Moja "para" też mnie rozpoznała. Zaczęliśmy rozmawiać, zobaczyła, że mam łuk. Trochę szydziła z tego, że używam staroświeckich metod, ale chciała, żebym jej pokazał jak się strzela. Zrobiliśmy sobie trening. A potem w ramach wdzięczności zaprosiła mnie do siebie na napar z ziół, ponieważ jest zielarką. Biorąc filiżanki i chcąc je podać do stołu, jedna wymksnęła jej się z dłoni i potłukła. Powiedziała, że to pewnie przez nadwyrężenie mięśni przez trening łucznictwa. Zaproponowałem jej masaż, na który się zgodziła. Położyła się na łóżku, a ja masując jej plecy uświadomiłem sobie jak jestem przy niej szczęśliwy i że to najlepszy dzień w moim życiu. Z oddali zacząłem słyszeć cichy głos "wstawaj"... który zaczynał się robić coraz głośniejszy "Wstawaj" i głośniejszy "wstawaj", aż w końcu "WSTAWAJ, ZESRAŁEŚ SIĘ!". Wzdrygnąłem się. Po ramieniu klepał mnie znajomy. Przed sobą miałem małpę, której wykonywałem masaż. "Co ty ku*wa odpie*dalasz?" Zapytał. Nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. "Co ci się stało w rękę?" Hmm... zacząłem łączyć fakty. Widocznie na wyciągniętej strzale z sarny zostało trochę środka usypiającego, co spowodowało u mnie halucynację. Powiedziałem mu o tym. Odprowadził mnie do domu.
Zerknąłem na telefon. Nie było żadnej pary z super dziewczyną. Przez kilka następnych dni dalej bawiłem się tą aplikacją. Zparowało mnie z kilkoma dziewczynami, jednak pisanie z nimi drętwo mi wychodziło. Ostatni płomyk nadziei zgasł. Nadzieja, że uda mi się kogoś znaleźć. I teraz siedzę i się zastanawiam, czy lepiej by było nie próbować i dalej żyć nadzieją, czy może doznać tej porażki wiedząc na czym stoję... Cóż, czas pokaże.





