Kroniki Astralnych Motyli
#55
Dzień 29

Co do tego zapisywania to Kiri chyba miała rację. Z powodu specyficznego działania pamięci w tej Krainie Czarów z dużym prawdopodobieństwem nie zapominałabym wydarzeń – ale niekoniecznie to samo dotyczyło ciągów myślowych i skojarzeń, rzeczy z natury bardzo ulotnych, które nie zawsze mają szansę się DOBRZE UTRWALIĆ.
Lalka w „moim” pokoju nadal istniała. W jakiś sposób poprawiło mi to humor, postawiłam ją na biurku na czas uzupełnienia notatek. Poczułam się bardziej zmotywowana, przy czym było to w praktyce dużo mniej problematyczne niż towarzystwo Kiri, która z pewnością dogryzałaby mi co chwilę, niepotrzebnie utrudniając mi zadanie. Żeby zająć moją tulpę czymś pożytecznym, poleciłam jej zbadać osobiście te kryształy w komnacie elementów. Nie wykluczałam, że mając obecnie bardziej wrażliwe astralne zmysły, Kiri znajdzie coś, czego mnie nie udało się dostrzec.
Na chwilę pozwoliłam umysłowi swobodnie dryfować, nie próbując wejść w formalną medytację. Przeskakiwałam świadomością z losowych obiektów w zasięgu wzroku na wspomnienia ostatnich dni i z powrotem. W końcu zatrzymałam jednocześnie myśli i spojrzenie na zwisającym z mojej szyi kluczu portalu. I spłynęło to na mnie jak słoneczny blask w samo południe.
Ja chyba naprawdę powinnam zbadać co właściwie się dzieje, kiedy się teleportuję przy pomocy tego cholernego amuletu.
Wstałam z miejsca, gotowa rozpocząć badania terenowe natychmiast. Co innego mogłabym zrobić?
Schodząc na dół nie myślałam nawet o samym pytaniu, jakie poprzedniego dnia zadała mi Kiri, bardziej już o tym, co wcześniej mówił mi Ireasz. To o słowach mocy, tworzących sekwencje. Ostatni krok, mogłam cofnąć ostatni krok. Moją ostatnią teleportację. A to było właśnie wtedy, niedługo po tym, jak mi to powiedział. Byliśmy razem w tamtym miejscu. Ireasz nazywał jej jakoś… Jetter! Dhihrung-Jetter.
Wyszłam przed dom. Nie miałam pojęcia, czy to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie. Kiedy podczas wycieczek poza moją enklawę teleportowałam się z powrotem tutaj, pojawiałam się w losowym punkcie podwórza. Czy we wnętrzach budynków to działało? A nawet jeśli, czy nie było to niebezpieczne? Chociaż był to świat duchowy, nadal odbierałam tutaj ciała stałe jako coś solidnego, moje astralne ciało też nie bardzo przypominało ducha swobodnie przenikającego przez lokalną pseudomaterię.
- ziin ertro – powiedziałam powoli, wchodzą w lekki trans. W pierwszym odruchu prawie sięgnęłam ręką do amuletu. Bez sensu, skoro on z założenia działał tylko w jedną stronę, do TUTAJ.
Ireasz wspominał coś o niezwykłej dokładności? Cóż, za chwilę mogłam się doświadczalnie przekonać.
Oczywiście się nie przekonałam. Z tego prostego powodu, że nawet specyficzna astralna pamięć nie pozwoliła mi stwierdzić, gdzie dokładnie znajdowałam się przed powrotem do domu kilka dni wcześniej. Zwyczajnie nie zwróciłam na to uwagi.
Informacja dla przyszłych astralnych podróżników: Wbrew pozorom i początkowemu wrażeniu ludzie NIE MAJĄ tutaj pamięci absolutnej. Działa to tylko w sprzyjających warunkach i dużo jest czynników, które to zapamiętywanie zaburzają.
Przekonałam się jednak, że teleportacja zadziałała. Udało się. I to jak, praktycznie od razu. W jednej chwili stałam na trawniku w swojej enklawie, w drugiej byłam już na rozległej przestrzeni przypominającej step. Połacie pustej ziemi przeplatały się z wysoką trawą barwy raczej żółtej albo wyblakłego brązu niż zielonej a rosnące gdzieniegdzie samotne drzewa częściej miewały włosy niż liście. Uśmiechnęłam się triumfalnie, rozpoznając miejsce.
Kiri, jeśli słyszysz teraz moje myśli, wiedz, że to zrobiłam.
Chciałam już iść w głąb tej krainy łagodnych wzgórz, ale na szczęście zatrzymałam się po niepełnych dwóch krokach. Gdybym oddaliła się bardziej, zepsułabym sobie eksperyment. W końcu nadal miałam szansę zweryfikować to, co Ireasz mówił o precyzji powrotnej teleportacji. Musiałam tylko teleportować się do swojej enklawy i natychmiast tu wrócić. Zanim sięgnęłam po klucz portalu, dokładnie rozejrzałam się po najbliższym otoczeniu. Szukałam jakichś charakterystycznych punktów odniesienia. Stwierdziłam, że znajdowałam się stosunkowo blisko bramy z dwóch drzew, przez którą przeszłam, dostając się tu po raz pierwszy. To już była jakaś informacja. Chłonęłam szczegóły, odległości pomiędzy drzewami, pobliskie kępy trawy i coś, co mogło równie dobrze być kamieniem jak i gatunkiem tutejszej rośliny albo grzyba. W końcu, zaciskając palce na jednym z końców wydłużonego sześciokątnego amuletu wypowiedziałam słowa Języka Czynu, które przeniosły mnie znowu na moje podwórko.
Od tej strony od razu zauważyłam spory rozrzut. Znajdowałam się dalej od domu, bardziej na prawo w stosunku do drzwi wejściowych. Pamiętałam, że po wyjściu przeszłam wtedy mniej niż cztery metry, teraz przybyło ich co najmniej trzydzieści. Tu i teraz nie miało to większego znaczenia, nie to było obiektem mojego badania. Chwila prawdy miała dopiero nastąpić.
- ziin ertro – wyrecytowałam uroczyście, kiedy poczułam, że osiągnęłam wystarczający stan wyciszenia myśli. I poprzez niefizyczne wymiary pomknęłam ku Okręgowi Jetter.
Szybko rozejrzałam się w miejscu, gdzie się pojawiłam. No, rzeczywiście… Aż prosiło się, żeby zagwizdać z podziwu, niestety nie potrafiłam tego zrobić tak jak w starych kreskówkach.
Byłam tak samo jak wcześniej blisko bramy z drzew, inne szczegóły też najwyraźniej się zgadzały. Zadowolona, powtórzyłam sztuczkę jeszcze dwa razy. Nie potrafiłabym stwierdzić, czy w ten sposób badałam samo działanie tutejszych mechanizmów, czy w jakimś stopniu także prawdomówność Ireasza. Na pewno odczuwałam pewną potrzebę weryfikowania rzeczy, które ten chłopak próbował mi przekazywać. Zresztą co tutaj NIE wymagało doświadczalnej weryfikacji?! Przecież już teraz widziałam jasno, że opublikowanych sprawozdań znanych okultystów nie należało przyjmować bezkrytycznie i dosłownie.
Chciałam powtórzyć całą teleportację jeszcze raz, świadoma, że wkrótce wywołana sukcesem euforia uniemożliwi mi osiągnięcie nawet najpłytszego transu, ale wtedy przyszła mi do głowy kolejna rzecz do sprawdzenia. Euforia musiała poczekać, posłusznie przygasła i usunęła się w cień, ustępując miejsca skupionej zadumie.
Do tej pory do powrotu do domu używałam zawsze tych pierwszych słów, związanych z amuletem. ziin tsir. Nawet teraz, przy moim znikomym doświadczeniu przeczuwałam, że są one specyficzne dla tego przypadku. Cofnięcie się o krok, to, co obecnie testowałam, było innym przypadkiem, dla którego istniała inna formułka. A cofnięcie się do domu po materializacji w Dhihrung-Jetter byłoby… NO WŁAŚNIE… byłoby też COFNIĘCIEM, czyż nie? Jeśli tak, to podlegałoby tym samym zasadom, co każde inne cofanie się, tak podpowiadałaby logika. Miałam podstawy, żeby spodziewać się, że tutejsze zasady, chociaż same w sobie nie zawsze oczywiste do przewidzenia, obowiązywały zawsze.
- ziin ertro – powtórzyłam kolejny raz, z wysiłkiem zatrzymując zbliżającą się gonitwę myśli. Wymiary wessały mnie, żeby wypluć po drugiej stronie rzeczywistości. Dokładnie to wypluły mnie na moje podwórko. Praktycznie tam, skąd zniknęłam ostatnim razem, z dokładnością mniej więcej do dwóch metrów.
Tak. Tak. TAK!
Po odstawieniu krótkiego tańca zwycięstwa, spróbowałam przywołać resztki opanowania, jakie jeszcze mi pozostały i rzuciłam się poprzez przestrzeń jeszcze raz do Okręgu Jetter. Tylko tym razem spróbowałam zrobić to inaczej. Bardziej bezpośrednio.
- ziin Dhihrung-Jetter! - praktycznie to wykrzyczałam.
Ja w tym miejscu bardzo przepraszam bardziej oświeconych astralnych podróżników, którzy być może natrafią w nieokreślonej przyszłości na moje zapiski. Ale to chyba nie jest niczym dziwnym, iż w takiej sytuacji emocje powoli brały górę. Eksperymentowałam prawie w ciemno, opierając się na luźnych przypuszczeniach i przypadkowych strzępach wiedzy, a moje założenia od razu się potwierdzały. To naprawdę nie był najlepszy moment na przystający do duchowego rozwoju trening opanowania i powściągliwości. Zresztą chyba każdy z Jaśnie Dostojnych Mistrzów także musiał od czegoś zacząć i szczytem hipokryzji byłoby wypieranie się wspomnień własnych, nie zawsze jeszcze dostojnych, pierwszych kroków na astralnych ścieżkach. Także bardzo mi przykro, ale szczerości własnych uczuć nie żałuję i nigdy nie będę żałować.
Tym razem także osiągnęłam cel, potwierdzając jednocześnie dwie rzeczy. Po pierwsze rzeczywiście znalazłam się w Dhihrung-Jetter. Ale – to po drugie – tym razem nie potrafiłam stwierdzić, w którym dokładnie punkcie się znalazłam. Podobny krajobraz ciągnął się z każdej strony, brama z drzew była gdzieś daleko i nawet nie było sensu zgadywać, w jakim kierunku stąd. Patrząc na kilka względnie blisko znajdujących się niewysokich drzew, mogłam stwierdzić, że przynajmniej na tym terenie, na otwartej przestrzeni, obiekt nie rzucały cienia. Raczej nie miałam co liczyć na otoczenie w kwestii określania czegoś, co tutaj mogłoby odpowiadać kierunkom świata.
Powoli podeszłam do najbliższego drzewa. Chwilowo mój umysł nie za bardzo nadawał się na kolejną teleportację, czułam, że mam tego dość. Potrzebowałam też czasu na spokojne przemyślenie tego, co właśnie odkryłam.
Oparłam się o pień. Wcześniej odruchowo przebiegłam wzrokiem po gładkiej, ciemnej, prawie czarnej korze w poszukiwaniu ewentualnych wyrytych na niej ciągów run. Nic takiego nie znalazłam, chociaż samo to nie świadczyło o niczym. Teraz miałam nawet dziwnie graniczące z pewnością przeczucie, że dowolne obiekty tutaj nie musiały nosić widocznych symboli. Czy może bardziej ściśle: nie musiały nosić symboli WIDOCZNYCH W PODSTAWOWEJ WARSTWIE RZECZYWISTOŚCI. Nie miałam zbytniej ochoty w tym momencie tego sprawdzać, nie czułam się na siłach, żeby powtórzyć mentalno-wizyjne sztuczki z poprzedniego dnia. Na sztuczki z drzewami też nie miałam ochoty. Zresztą ten gatunek nie wyglądał na coś, co potencjalnie mogłoby mieć jakieś zjadliwe owoce. Pozostawało mi tylko usiąść na suchej trawie, oprzeć się wygodnie i pozwolić myślom się uporządkować.
Zatem najprawdopodobniej mogłam się teleportować w dowolne miejsce. Z dokładnością do… hmmm, granic danego obszaru wyznaczonego przez uskoki pomiędzy wymiarami? Tylko chyba musiałam znać nazwy tych miejsc. I czy to działało tylko na miejsca, w których wcześniej byłam? Tego ostatniego chyba nie miałam chwilowo jak sprawdzić. Jeżeli już znałam jakąś nazwę, to chyba właśnie dlatego, że tam byłam.
Przynajmniej jeden problem to rozwiązywało. Nie musiałam przejmować się drogą powrotną do miejsc, w które kiedyś jeszcze chciałam zajrzeć. Wystarczyło tylko spiąć tyłek, zebrać wolę i…
- ziin Lamgdo – powiedziałam cicho i odruchowo zamknęłam oczy, jakby zaraz miało się stać coś strasznego.
Musiałam mieć już wystarczająco spokojny umysł, bo od razu się udało. Pojawiłam się tuż przy zboczu płaskowyżu. Najprawdopodobniej to była kwestia przypadku i szczęścia, że akurat tutaj granice otaczały stosunkowo mały obszar.
Nie od razu weszłam na górę, najpierw przeszłam kawałek lasu wokół płaskowyżu. Kiedy tylko kątem oka dostrzegałam gdzieś jakiś ruch, gwałtownie odwracałam głowę w tamtym kierunku. Najczęściej były to tylko ptaki albo motyle, raz coś podobnego do długiej łasicy przemknęło po gałęziach drzewa. Trochę liczyłam na to, że natknę się na driadę, założyłam, że w tych okolicach występują one dość licznie, ale najwyraźniej teraz nie miałam szczęścia. Zrezygnowana znalazłam w końcu prowadzące na górę schody. Częściowo zanurzone w ziemi wielkie kamienne twarze patrzyły na mnie obojętnie swoimi pustymi oczami.
Dotarłam do płaskiej skały na szczycie, płosząc rój owadów i kilka osobników jakiegoś dziwnego gatunku małych latających jaszczurek. Wszystkie stworzenia umknęły na tyle szybko, że nie miałam okazji przyjrzeć im się zbyt dokładnie. Jedyne co mogłam zrobić, to skoncentrować się na miejscu, gdzie wcześniej siedziały. Nie wykluczałam, że tutaj każda istota mogła pozostawiać za sobą rodzaj śladu, nawet jeśli nie umiałabym jeszcze takich śladów zobaczyć ani tym bardziej zinterpretować. Chwilowo nie poświęcałam temu większego wysiłku.
Obeszłam skałę, popatrzyłam przez chwilę na wyryte na jej powierzchni kręgi. Uświadomiłam sobie, że odruchowo staram się przechodzić ponad wyrytymi liniami, nie stawiając nóg na żadnej z nich. Miałam dziwne przekonanie, że nawet kiedy nie patrzyłam w dół, podświadomość tak kierowała moimi krokami, żebym którejś nie nadepnęła. Jednocześnie byłam prawie pewna, że to i tak nie miało większego znaczenia. Te linie nie były nietykalne przez to, że po prostu były. To wszystko było kwestią tylko i wyłącznie mojego umysłu – i możliwe, że także umysłu każdego początkującego astralnego wędrowca, który znalazłby się w tym miejscu – każącego takie rzeczy za nietykalne uznawać. To był tylko prymitywny instynkt, ludzka potrzeba szanowania tabu. Własna wewnętrzna bariera, którą ostatecznie dawało się przełamać. I mogłam przecież tu i teraz dać zły przykład, jeśli tylko miałam ochotę.
Stanęłam na linii. I naprawdę nie wydarzyło się absolutnie nic.
Weszłam drugą nogą na kolejną linię, kawałek przeszłam wzdłuż wycinka jednego z kręgów. Nie cieszyłam się swoim małym słodkim świętokradztwem zbyt długo, bo kiedy się odwróciłam, w moim polu widzenia pojawiły się wąskie pionowe skały, znajdujące się przy skraju płaskowyżu. A pomiędzy nimi jak cudowne zrządzenie losu zobaczyłam coś, co dało mi nadzieję na rozwianie niektórych wątpliwości już teraz.
Jakoś wcześniej nie przyszło mi do głowy, że tutaj przecież znajdowały się kamienne drzwi do Lamgdo-S’Thir. Drzwi, przez które ostatecznie nie przeszłam, kiedy przebywałam tu poprzednim razem.
Zabawa w profana, teraz już zupełnie bezsensowna i dziecinna poleciała gdzieś daleko na ostatni plan. Miałam ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Kolejny raz tego dnia skupiłam umysł i zebrałam wolę. Dla większej pewności chciałam najpierw wrócić do Dhihrung-Jetter i stamtąd przeskoczyć do wymiaru kryjącego się za kamiennymi drzwiami. Wypowiedziałam właściwe słowa mocy.
I tym razem coś poszło nie tak.
Możliwe, że psychicznie byłam dużo bardziej zmęczona dotychczasowymi eksperymentami niż mi się zdawało. Może nie byłam w stanie utrzymać w odpowiednio długim ułamku sekundy odpowiednio głębokiego transu. Może to wahanie zakłóciło koncentrację, ostatecznie jeszcze w niczym nie potrafiłam poczuć się naprawdę pewnie, nawet, kiedy udawałam przed sobą, że jest inaczej.
Czasoprzestrzeń nieprzyjemnie się rozciągnęła. Znalazłam się w ciemnościach, zawieszona w pustce, podobnej do otwartej przestrzeni kosmicznej. Zawieszona… to było właśnie najlepsze określenie tej sytuacji. Gdzieś przed – i pod – sobą widziałam punkty odległych gwiazd i galaktyk. Niektóre z nich łączyły się ze sobą liniami bladego światła w wymyślne konstelacje.
Nie byłam pewna, czy miałam w ogóle jakąkolwiek formę. Miałam jedynie świadomość, mniej więcej skupioną w jednym punkcie tej czarnej pustki i jakąś zdolność widzenia. Możliwe, że obraz był tylko umownym efektem interpretacji przez umysł dopływających do mnie informacji. Do licha, przecież nawet używając fizycznego wzroku człowiek skazany jest na niedoskonałe wytwory mózgu stworzone na podstawie danych z promieni światła padających na zakończenia nerwowe!
W tej nieskończenie długiej sekundzie mogłam zrobić tylko jedno – chwycić się jak brzytwy jedynej względnie pewnej rzeczy, cudownie bliskiej linii, biegnącej niemal na wprost z miejsca, w którym mój umysł się znajdował. To nie było tylko światło w tunelu, to była cała ścieżka światła, niech ją wszystkie astralne duchy błogosławią! Niech mnie prowadzą, niech pozwolą mi wypełnić ją swoim umysłem, niechaj stopię się z nią w jedno!
Przeskoczyłam do końca. Udało się, ostatecznie się udało. Wyszłam po drugiej stronie w całości.
Klęczałam wśród żółtawych wysokich traw, pochylona do przodu, opierając się rękami o ziemię. Znowu miałam kształt i formę. Żyłam, chyba nawet nie doznałam żadnych obrażeń. Byłam w stanie wstać, chociaż nogi trochę drżały. Nic dziwnego, w świecie energii emocje miały zapewne dużo silniejszy wpływ. Na skraju pola widzenia migotały kanciaste czerwone kształty, coś jak liczne przecinające się płaszczyzny, tafle połamanej kry. Ha, zapewne w tym stanie ładnie rzucałam myślokształtami na nieco głębsze warstwy rzeczywistości.
Usiadłam, zamknęłam oczy, odchyliłam głowę w tył. Osunęłam się całkiem do pozycji leżącej. Połamane źdźbła traw kłuły mnie w plecy. Jak miło, jak przyjemnie! Jak dobrze było znów móc to odczuwać. Mieć to pseudomaterialne ciało, spoczywające na twardej pseudomaterialnej ziemi.
Czekałam aż moje postrzeganie wróci do normy, chwilowo nie zamierzałam oglądać żadnej warstwy rzeczywistości poza poczciwą nudną powierzchnią. Nie byłam pewna, czego właściwe doświadczyłam. To był jakiś błąd, Matrix na chwilę się przyciął? Wyrzuciło mnie poza rzeczywistość czy może faktycznie w jakiś sposób udało mi się zobaczyć co faktycznie dzieje się podczas teleportacji? Cholera, to by chyba znaczyło, że przez coś takiego przechodzę za każdym razem, kiedy postanowię gdzieś przeskoczyć…
Otworzyłam oczy i usiadłam.
Jeśli moje rozważania podążały we właściwym kierunku, wątpliwości nie były całkowicie bezpodstawne. Nie miałam żadnych informacji na temat bezpieczeństwa całego tego procesu. Nie dostałam żadnej instrukcji obsługi.
Ponuro pomyślałam, że nawet, kiedy chwilowo wstrzymam się z radosnym eksperymentowaniem, jeszcze tego samego dnia i tak czeka mnie przynajmniej jeden skok poprzez wymiary. Powrót na mój teren. Mogłam tylko mieć nadzieję, że klucz portalu dawał chociaż trochę większą gwarancję przejścia przez to bez dziwnych niespodzianek.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 25-01-2018, 20:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-01-2018, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-02-2018, 20:24
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-02-2018, 17:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 12-02-2018, 21:46
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2018, 00:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-02-2018, 19:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 27-02-2018, 00:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2018, 17:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Solnik - 05-03-2018, 18:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-03-2018, 22:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-03-2018, 15:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-06-2018, 21:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-07-2018, 22:34
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-07-2018, 23:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 19:41
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 21:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 21:56
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 22:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-12-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 26-12-2018, 13:08
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 00:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 04-03-2019, 19:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 21:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-04-2019, 23:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-07-2019, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-08-2019, 00:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-11-2019, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-11-2019, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-11-2019, 03:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-12-2019, 12:28
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2019, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 11-12-2019, 19:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-12-2019, 13:01
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-12-2019, 23:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-12-2019, 02:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2019, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 06-01-2020, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-01-2020, 19:12
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-01-2020, 23:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 00:57
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 21:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 23-01-2020, 22:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-01-2020, 13:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-02-2020, 03:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-02-2020, 22:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2020, 01:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 22-02-2020, 03:36
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2020, 02:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2020, 23:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 06-03-2020, 20:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-04-2020, 23:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 28-04-2020, 01:17
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 28-04-2020, 11:25
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-03-2021, 22:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 31-12-2021, 15:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2022, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-01-2022, 14:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 17-01-2022, 20:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-09-2022, 11:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-09-2022, 02:04
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-07-2023, 16:17

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 6 3,947 12-05-2018, 22:40
Ostatni post: Slavia

Skocz do:

UA-88656808-1