03-11-2019, 14:10
# Krótki epizod LD, przypuszczalnie z płytkiego snu z dyskomfortu
Byłam w domu rodziców, wszędzie było ciemno, tylko w kuchni paliło się światło. Coraz bardziej czułam, że to sen. Pomyślałam, że choćby przez ten fakt, że to dom rodziców, a nie moje mieszkanie. Słyszałam z kuchni głosy, między innymi mojej matki. Szłam w tamtą stronę, częściowo normalnie po podłodze, częściowo skokami, po których zawisałam w powietrzu, jakby grawitacja była wielokrotnie słabsza. Chciałam latać, ale to nie wychodziło, i tak zawsze lądowałam.
# Obudziłam się, kiedy już bardzo czułam, że muszę zmienić pozycję.
Byłam na czymś w rodzaju wesołego miasteczka, które prowadziło w jednodniowych cyklach rodzaj gry terenowej. Należało pośród urządzeń i straganów odkrywać wskazówki, najczęściej w postaci graficznych symboli, prowadzące do kolejnych i w końcu do nagród za rozwiązanie danego zadania. Czasem wymagało to na przykład kupienia określonego rodzaju rzeczy w sklepiku z pamiątkami albo wypicia napoju, aby odsłonić znak na dnie szklanki.
Czas jakoś się zapętlił, że raz brałam w tym udział, potem był przeskok do następnego weekendu, gdzie to miało być organizowane dwa dni pod rząd. Za każdym razem obiecałam sobie i swojej drużynie - chyba był ze mną kolega z pracy i kilka osób od Nerdów - że tym razem pójdzie nam lepiej. W końcu wiedzieliśmy już czego się spodziewać, czego i gdzie szukać.
Pod koniec ostatniego dnia pojawiła się tam jeszcze grupa osób, jednocześnie powiązanych z moją pracą i rodziną. Osób nieistniejących w rzeczywistości, wyczuwałam tylko od nich powiązania z jakimiś realnymi osobami, np. z moją babcią albo matką. Zaczęli mnie oni skłaniać do rozpoczęcia studiów, równolegle z moją obecną pracą. Przekonywali, że to mnie nie będzie nic kosztować, że i tak przecież zarabiam. Że to nic nie zmieni na gorsze. Próbowałam im to wyperswadować, tłumacząc, że nie mam tyle czasu i siły, że jedne studia już skończyłam i te kolejne nic mi nie dadzą i nie mają sensu.
Bawiłyśmy się z siostrą w tworzenie historii. Siedziałyśmy nad czymś w rodzaju makiety do gier RPG z figurkami. Spora część figurek to były zwierzęta, ale miały one symbolizować tam ludzkich bohaterów. Akcja działa się na wielkim, luksusowym statku dla bogaczy. Bohaterowie mieli tam SPA, sauny, masaże, ekskluzywną kuchnię dla snobów. Głównie rozmawiali tam o swoim życiu w wyższych sferach, w niektórych przypadkach prowadziło to do filozoficznych rozważań.
Byłam w domu rodziców, wszędzie było ciemno, tylko w kuchni paliło się światło. Coraz bardziej czułam, że to sen. Pomyślałam, że choćby przez ten fakt, że to dom rodziców, a nie moje mieszkanie. Słyszałam z kuchni głosy, między innymi mojej matki. Szłam w tamtą stronę, częściowo normalnie po podłodze, częściowo skokami, po których zawisałam w powietrzu, jakby grawitacja była wielokrotnie słabsza. Chciałam latać, ale to nie wychodziło, i tak zawsze lądowałam.
# Obudziłam się, kiedy już bardzo czułam, że muszę zmienić pozycję.
Byłam na czymś w rodzaju wesołego miasteczka, które prowadziło w jednodniowych cyklach rodzaj gry terenowej. Należało pośród urządzeń i straganów odkrywać wskazówki, najczęściej w postaci graficznych symboli, prowadzące do kolejnych i w końcu do nagród za rozwiązanie danego zadania. Czasem wymagało to na przykład kupienia określonego rodzaju rzeczy w sklepiku z pamiątkami albo wypicia napoju, aby odsłonić znak na dnie szklanki.
Czas jakoś się zapętlił, że raz brałam w tym udział, potem był przeskok do następnego weekendu, gdzie to miało być organizowane dwa dni pod rząd. Za każdym razem obiecałam sobie i swojej drużynie - chyba był ze mną kolega z pracy i kilka osób od Nerdów - że tym razem pójdzie nam lepiej. W końcu wiedzieliśmy już czego się spodziewać, czego i gdzie szukać.
Pod koniec ostatniego dnia pojawiła się tam jeszcze grupa osób, jednocześnie powiązanych z moją pracą i rodziną. Osób nieistniejących w rzeczywistości, wyczuwałam tylko od nich powiązania z jakimiś realnymi osobami, np. z moją babcią albo matką. Zaczęli mnie oni skłaniać do rozpoczęcia studiów, równolegle z moją obecną pracą. Przekonywali, że to mnie nie będzie nic kosztować, że i tak przecież zarabiam. Że to nic nie zmieni na gorsze. Próbowałam im to wyperswadować, tłumacząc, że nie mam tyle czasu i siły, że jedne studia już skończyłam i te kolejne nic mi nie dadzą i nie mają sensu.
Bawiłyśmy się z siostrą w tworzenie historii. Siedziałyśmy nad czymś w rodzaju makiety do gier RPG z figurkami. Spora część figurek to były zwierzęta, ale miały one symbolizować tam ludzkich bohaterów. Akcja działa się na wielkim, luksusowym statku dla bogaczy. Bohaterowie mieli tam SPA, sauny, masaże, ekskluzywną kuchnię dla snobów. Głównie rozmawiali tam o swoim życiu w wyższych sferach, w niektórych przypadkach prowadziło to do filozoficznych rozważań.





