01-11-2019, 03:27
Rzeczy, którymi chcesz się z kimś podzielić, ale spaliłeś już mosty.
Chwile, których żałujesz po powrocie wpław, bo nie tak to sobie wyobrażałeś.
Rozdrażnienie na rozdrożach, szanować siebie? Czy innych?
Podążać za własnym głosem, pragnieniami, potrzebami.
A może dać spokój innym, uszanować ich czas.
Złamać dane słowo rzucone w emocjach.
Czy trzymać się honoru... Czy trzymać się emocji...
Bujany we własnych emocjach, nigdy w stagnacjach.
Mam wrócić? Wyrazić skruchę? A może szukać...
Szukać gdzie to się wszystko zaczęło.
Gdzie zaczęła się patologia mojego dążenia i postrzegania dążeń innych.
Ja wiem.
Ale czy to na pewno ten moment? A może to te wszystkie momenty?
Big Bang mojej ekspresji i zapadnięcia się w czarną dziurę uczuć.
Chłonę to co mam blisko nie ujawniając swojej tożsamości.
Wysyłam Jet'y daleko od siebie w sieć gwiazd w jakiej jestem teraz.
Licząc na pomoc na ukojenie.
Była taka sytuacja, bezradnością stworzona.
Poniosło mnie, a nie miałem wiedzy.
Jak to było kochać kogoś za szczeniaka już nie pamiętam.
Ale pamiętam, że to są teraz tego konsekwencje.
A czy B? Wystarczy postawić sprawę jasno, czyżby?
Raczej nie, przynajmniej nie z moich doświadczeń.
Teraz stawiam kroki ostrożnie, zbyt ostrożnie.
Nauka życia, nauka balansu.
Serca i rozumu. Pragnienia i szacunku.
Wszystko rzucone w piach razem z ziarnami chwastów.
Wszystko stracone w jednym momencie, w jednej chwili.
Będziesz ze mną czy mam się zabić?
Napięcie rozładowane, budowane przez miesiące.
Wystrzelone emocje, a potem ogarnięcie.
Co ja zrobiłem? Zrobiłem to źle.
Ale wtedy nie rozumiałem.
Że jeśli zrobiłem coś źle, to znaczy, że zrobiłem coś złego.
Ta świadomość dotarła później, zbyt późno.
Zacząłem to czuć, to współczucie, empatię.
Chęć wyrażenia skruchy, za moje błędy.
Jednak czy powinienem rozdrapywać stare rany?
Znowu wahanie: A czy B?
Uszanować drugą osobę, jej ułożone życie.
Czy egoistycznie zrzucić kamień ze swego serca?
Dla kogo bym to zrobił? Dla niej czy dla siebie?
Na ile jest to egoistyczne zrzucenie z siebie ciężaru.
A na ile empatia i chęć zadośćuczynienia?
Tym razem się poradziłem, zdałem się na innych.
Że mam siedzieć cicho, bo pewnie już o tym zapomniała.
I to nie był najlepszy pomysł. Powinienem to zrobić.
Ale powolutku, krok po kroczku. Zbadać teren.
Czy pamięta? Czy ją to bolało?
Zwykłe przeprosiny nic nie znaczą, jeśli nie idą za nimi czyny.
Jestem tu i teraz, napięcie narasta.
Napięcie, które już kilka razy upuszczałem.
Do kogoś, do nieznajomego, do nikogo.
Mówiąc: Tak bym jej to napisał.
Minęło już tyle lat. A moje emocje dalej popychają mnie do głupich rzeczy.
Łatwo jest pisać, będąc samemu.
Wszystko przemyśleć i tylko wysłać wiadomość.
Łatwo jest tracić zmysły, będąc samemu.
Wszystko okazywać i tylko wysłać wiadomość.
A więc wysyłam kolejny Jet z mojej otchłani osobliwości.
Nadmiar zewnętrzności, który wziąłem za bardzo do siebie.
I bojąc się wysłać to konkretnie do ciebie.
Bo wiem, że nie tędy droga.
Wysyłam więc w eter taką wiadomość:
Kamila, przepraszam Cię.
Chwile, których żałujesz po powrocie wpław, bo nie tak to sobie wyobrażałeś.
Rozdrażnienie na rozdrożach, szanować siebie? Czy innych?
Podążać za własnym głosem, pragnieniami, potrzebami.
A może dać spokój innym, uszanować ich czas.
Złamać dane słowo rzucone w emocjach.
Czy trzymać się honoru... Czy trzymać się emocji...
Bujany we własnych emocjach, nigdy w stagnacjach.
Mam wrócić? Wyrazić skruchę? A może szukać...
Szukać gdzie to się wszystko zaczęło.
Gdzie zaczęła się patologia mojego dążenia i postrzegania dążeń innych.
Ja wiem.
Ale czy to na pewno ten moment? A może to te wszystkie momenty?
Big Bang mojej ekspresji i zapadnięcia się w czarną dziurę uczuć.
Chłonę to co mam blisko nie ujawniając swojej tożsamości.
Wysyłam Jet'y daleko od siebie w sieć gwiazd w jakiej jestem teraz.
Licząc na pomoc na ukojenie.
Była taka sytuacja, bezradnością stworzona.
Poniosło mnie, a nie miałem wiedzy.
Jak to było kochać kogoś za szczeniaka już nie pamiętam.
Ale pamiętam, że to są teraz tego konsekwencje.
A czy B? Wystarczy postawić sprawę jasno, czyżby?
Raczej nie, przynajmniej nie z moich doświadczeń.
Teraz stawiam kroki ostrożnie, zbyt ostrożnie.
Nauka życia, nauka balansu.
Serca i rozumu. Pragnienia i szacunku.
Wszystko rzucone w piach razem z ziarnami chwastów.
Wszystko stracone w jednym momencie, w jednej chwili.
Będziesz ze mną czy mam się zabić?
Napięcie rozładowane, budowane przez miesiące.
Wystrzelone emocje, a potem ogarnięcie.
Co ja zrobiłem? Zrobiłem to źle.
Ale wtedy nie rozumiałem.
Że jeśli zrobiłem coś źle, to znaczy, że zrobiłem coś złego.
Ta świadomość dotarła później, zbyt późno.
Zacząłem to czuć, to współczucie, empatię.
Chęć wyrażenia skruchy, za moje błędy.
Jednak czy powinienem rozdrapywać stare rany?
Znowu wahanie: A czy B?
Uszanować drugą osobę, jej ułożone życie.
Czy egoistycznie zrzucić kamień ze swego serca?
Dla kogo bym to zrobił? Dla niej czy dla siebie?
Na ile jest to egoistyczne zrzucenie z siebie ciężaru.
A na ile empatia i chęć zadośćuczynienia?
Tym razem się poradziłem, zdałem się na innych.
Że mam siedzieć cicho, bo pewnie już o tym zapomniała.
I to nie był najlepszy pomysł. Powinienem to zrobić.
Ale powolutku, krok po kroczku. Zbadać teren.
Czy pamięta? Czy ją to bolało?
Zwykłe przeprosiny nic nie znaczą, jeśli nie idą za nimi czyny.
Jestem tu i teraz, napięcie narasta.
Napięcie, które już kilka razy upuszczałem.
Do kogoś, do nieznajomego, do nikogo.
Mówiąc: Tak bym jej to napisał.
Minęło już tyle lat. A moje emocje dalej popychają mnie do głupich rzeczy.
Łatwo jest pisać, będąc samemu.
Wszystko przemyśleć i tylko wysłać wiadomość.
Łatwo jest tracić zmysły, będąc samemu.
Wszystko okazywać i tylko wysłać wiadomość.
A więc wysyłam kolejny Jet z mojej otchłani osobliwości.
Nadmiar zewnętrzności, który wziąłem za bardzo do siebie.
I bojąc się wysłać to konkretnie do ciebie.
Bo wiem, że nie tędy droga.
Wysyłam więc w eter taką wiadomość:
Kamila, przepraszam Cię.





