07-10-2019, 22:38
Ostateczne odpały Sudo
Wszytko rozwiewa się jak dym, koło mnie gdzieś przepływa
Mogę odrzucić przeszłość, choć wydaje się prawdziwa
Miotam się w gniewie i rozpaczy, dostrzegam w tym schemat
Błądzić jest rzeczą ludzką, oto kolejny poemat.
Palę za sobą mosty, to chyba część losu mego
Wierzę w determinację, bo mam rozbuchane ego
Ściskam poślady, by zmierzyć się z kolejną stratą
Los nie odebrał mi przeżyć i chwała mu za to.
Wszędzie widzę sennowłóków w iluzji pogrążonych
Wierzących w ład, totalnie ujednoliconych
Z boku spoglądam, jak życie wycieka z nich z upływem czasu
Niech zobaczą z bliska wolnego człowieka - dzikusa z lasu.
Nieodwracalnie zatruł ich ten sen według szablonu
Pomnażają swój mit, ciało i krew aż do zgonu
To nie czas upadku, to się jeszcze nie wydarza,
A ich szczurzy pomiot między sobą się namnaża.
My patrzymy z pogardą, własne zasady znając
Tobie chciałam wierzyć w morzu zdrady pływając
Zdając sobie sprawę jak wokół wszystko się rozpada
Jesteśmy tacy sami, kształtowani przez zdarzeń tornada.
Czasem z tobą wojuję, choć z tej samej jestem strony
Czasem pragnę, abyś tak jak ja był przerażony
Nie wiem, gdzie stawiasz granicę, czy są jakieś w niej otwory
Ty podsunąłeś mnie im pod nos i to boli do tej pory
Nie chcę już dłużej się pogrążać w tamtym mroku
Żałuję grzechów z czasów, gdy oddawałam się za szklankę soku
Ile mogłabym dać, by cofnąć wskazówki zegara
Moje nawrócenie jest jawne - i gra gitara.
To, z czym się nie godzę, między nami stoi
Niech upadnie, zanim naszych uczuć czystość zgnoi
Niech przepadnie wśród gruzu i niech już nie wyłazi!
Przyczajona będę na ciebie czekać w swojej bazie.
Nie żałuję, choć dałeś mi brak wiary i cierpienie
Błogosławię cię, przeklinam i składam dziękczynienie
Może na końcu drogi zobaczę światło LEDa
Podpisuję się tuszem - bo inaczej się już nie da.
Wszytko rozwiewa się jak dym, koło mnie gdzieś przepływa
Mogę odrzucić przeszłość, choć wydaje się prawdziwa
Miotam się w gniewie i rozpaczy, dostrzegam w tym schemat
Błądzić jest rzeczą ludzką, oto kolejny poemat.
Palę za sobą mosty, to chyba część losu mego
Wierzę w determinację, bo mam rozbuchane ego
Ściskam poślady, by zmierzyć się z kolejną stratą
Los nie odebrał mi przeżyć i chwała mu za to.
Wszędzie widzę sennowłóków w iluzji pogrążonych
Wierzących w ład, totalnie ujednoliconych
Z boku spoglądam, jak życie wycieka z nich z upływem czasu
Niech zobaczą z bliska wolnego człowieka - dzikusa z lasu.
Nieodwracalnie zatruł ich ten sen według szablonu
Pomnażają swój mit, ciało i krew aż do zgonu
To nie czas upadku, to się jeszcze nie wydarza,
A ich szczurzy pomiot między sobą się namnaża.
My patrzymy z pogardą, własne zasady znając
Tobie chciałam wierzyć w morzu zdrady pływając
Zdając sobie sprawę jak wokół wszystko się rozpada
Jesteśmy tacy sami, kształtowani przez zdarzeń tornada.
Czasem z tobą wojuję, choć z tej samej jestem strony
Czasem pragnę, abyś tak jak ja był przerażony
Nie wiem, gdzie stawiasz granicę, czy są jakieś w niej otwory
Ty podsunąłeś mnie im pod nos i to boli do tej pory
Nie chcę już dłużej się pogrążać w tamtym mroku
Żałuję grzechów z czasów, gdy oddawałam się za szklankę soku
Ile mogłabym dać, by cofnąć wskazówki zegara
Moje nawrócenie jest jawne - i gra gitara.
To, z czym się nie godzę, między nami stoi
Niech upadnie, zanim naszych uczuć czystość zgnoi
Niech przepadnie wśród gruzu i niech już nie wyłazi!
Przyczajona będę na ciebie czekać w swojej bazie.
Nie żałuję, choć dałeś mi brak wiary i cierpienie
Błogosławię cię, przeklinam i składam dziękczynienie
Może na końcu drogi zobaczę światło LEDa
Podpisuję się tuszem - bo inaczej się już nie da.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





