03-10-2019, 07:45
Stałam przy drodze i wydzwaniałam do faceta bo się spoźniał. Zadzwoniłam więc do jego znajomego a ten powiedział, że on sobie poszedl na party. Przez mały lasek dostałam się pod jakiś budynek. Znalazłam go jak wychodzil i dostałam szału. Zrzuciłam telefon, potem żakiet, i torebkę z siłą o beton. Odwróciłam się i chciałam pójść do auta, ale kluczyki były w torebce więc wróciłam po nią, ale ludzie pozabierali te rzeczy. Zauważylam babę, która zabrała mi torebkę. Pobiegłam za nią. Wsiadła do autobusu, ja nie zdążyłam ale jakoś złapałam się boku i dojdojechalam do następnego przystanku. W końcu po kłótni wyszarpałam jej torebkę. Wysiadłam z autobusu. Odjechałam spory kawałek od samochodu więc zaczęłam wracać pieszo. Jakieś dwie starsze kobiety ubrane jak nastolatki przyczepiły się do mnie. Obrociłam się jeszcze za nimi, potknęłam o krawężnik i zielony samochód z rodziną w środku przejechał mi po ręce. Uderzalam w bok samochodu. Ten stał jeszcze chwilę w korku, widziałam że mnie widzi, jednak odjechał. Całą resztę snu miałam siną rękę. Szłam dalej drogą zła jak osa. Zobaczyłam faceta, ale szybko skręciłam w inną uliczkę i weszłam do pierwszych drzwi. Budynek w środku był genialny. Wyglądał jak jaskinia z wieloma wnękami i poziomami, ale wszystko było obłożone pięknymi płytkami, lampami. Główny hall był ogromny, a podłogi były wszędzie takie zaograglone aż miałam zawroty głowy. Poszłam w głąb jednak stwierdziłam że zaraz się zgubię w tych jaskiniach i chciałam wrócić. Tam dopadła mnie kobieta wyglądająca trochę jak człowiek epoki kamienia łupanego i spytała dlaczego łażę po jej domu. Zaprowadziła mnie spowrotem do holu. Teraz stały tam ogromne fotele z jakimś panelem sterującym. Położyłam się na fotelu a on zjechał jak winda w dół. Było tam ciemno, dziwnie. Zaczęłam panikować. Fotel za chwilę wyjechał do góry, a ja pomyślałam, że wiem do czego to może służyć i postanowiłam że później jeszcze sprobóję. W sali było już więcej osób. Kobieta opowiadała coś o swojej historii. Z dwójką innych osób zaczęliśmy być wobec jej zamiarów podejrzliwi. Kazała nam poodawać urządzenia wyglądające jak owalne pendrive. Świeciły się w UV. Miałam ich kilka w kieszeniach chociaż nie wiedziałam o tym. Miały to być jakieś czujniki globalnego systemu. Dała nam po lampie UV i kazała nam szukać reszty tego ukrytej w domu/ jaskini. Było ich mnóstwo, w każdym zakamarku
Jedna z podejrzliwych osób kazała mi zostawić kilka. Tak też zrobiłam. Dwa włożyłam do kieszeni a dwa zostawiłam podndywanem. Kobieta przyszła sprawdzić jak nam poszło. Starałam się zasłonić te ukryte stopą, ale nic z tego nie wyszło. Znalazła je i zezłościła się na nas. Kazała nam zjechać fotelami. Tym razem fotel zadziałał jak zwykła winda i nadal byliśmy w jaskini ale na niższym poziomie. Był tam cały tłum ludzi. Miał być jakiś apel. Ludzie wchodzili na wysokie platformy zrobione z drewna. Dość liche. Na środek jaskini wyszedł blondyn i zaczął przemawiać. Nie słuchałam go w ogóle bo miałam rozkminke, że w zachodnich społeczeństwach to tłum jest na dole, a mówca na podeście i dlaczego oni na to nie wpadli a te liche trybuny zaraz się zalamią. Co zaraz się stało. Kiedy się ocknęłam wszyscy biegli równie lichymi krętymi schodami do góry w panice. Ktoś niósł na noszach kilkuletnie dziecko. Ekipa ratunkowa przeciskała się między nami. Dziecko uderzało o górne schody. Miałam wrażenie że to wszystko runie. Z tego strachu przeniosło mnie do innego snu. Słoneczna pogoda. Podjeżdżam pod dom. Wiele ludzi się tam kręci. Przed domem stoi ogromną szklarnia. Znalazłam tatę i zapytałam na co zbudował tą szklarnię. Powiedział tylko że jego i tak nie będzie w domu i mam ją zagospodarować. Pomyślałam tylko, że mogę posadzić tam nawet drzewa. Było spokojnie i podniośle.
Jedna z podejrzliwych osób kazała mi zostawić kilka. Tak też zrobiłam. Dwa włożyłam do kieszeni a dwa zostawiłam podndywanem. Kobieta przyszła sprawdzić jak nam poszło. Starałam się zasłonić te ukryte stopą, ale nic z tego nie wyszło. Znalazła je i zezłościła się na nas. Kazała nam zjechać fotelami. Tym razem fotel zadziałał jak zwykła winda i nadal byliśmy w jaskini ale na niższym poziomie. Był tam cały tłum ludzi. Miał być jakiś apel. Ludzie wchodzili na wysokie platformy zrobione z drewna. Dość liche. Na środek jaskini wyszedł blondyn i zaczął przemawiać. Nie słuchałam go w ogóle bo miałam rozkminke, że w zachodnich społeczeństwach to tłum jest na dole, a mówca na podeście i dlaczego oni na to nie wpadli a te liche trybuny zaraz się zalamią. Co zaraz się stało. Kiedy się ocknęłam wszyscy biegli równie lichymi krętymi schodami do góry w panice. Ktoś niósł na noszach kilkuletnie dziecko. Ekipa ratunkowa przeciskała się między nami. Dziecko uderzało o górne schody. Miałam wrażenie że to wszystko runie. Z tego strachu przeniosło mnie do innego snu. Słoneczna pogoda. Podjeżdżam pod dom. Wiele ludzi się tam kręci. Przed domem stoi ogromną szklarnia. Znalazłam tatę i zapytałam na co zbudował tą szklarnię. Powiedział tylko że jego i tak nie będzie w domu i mam ją zagospodarować. Pomyślałam tylko, że mogę posadzić tam nawet drzewa. Było spokojnie i podniośle.





