01-10-2019, 21:47
Byłam w ogromnym budynku, przypominającym centrum handlowe, ale tak, jakby poszczególne lokale tam zlały się w jeden wielki market zajmujący wszystkie powierzchnie i piętra, jednocześnie wyglądało to jak wielka sala zabaw dla dzieci. W środku tego były ruchome schody, łączące prawie wszystkie poziomy. W pewnym momencie przeszłam do części budynku, gdzie podłoga, a może bardziej podesty, znajdowały się głównie przy ścianach, w środku prawie nic nie było. Na niektórych takich betonowo-plastikowo-metalowych wysepkach znajdowały się wyrzutnie, pomagające przeskakiwać między nimi, działały one raczej jednokierunkowo.
# Trochę podobne do tych w Quake III, na takiej mapie zawieszonej w pustce.
Przez chwilę bardziej zwracałam uwagę na odczucia, kiedy ich używałam, kiedy lądowałam po drugiej stronie nie zawsze na nogach, czasami nie było to idealne, jakbym nie do końca potrafiła wyczuć moment i synchronizować własnych ruchów z tym narzuconym krótkim lotem.
# Pojawiły się myśli o grach, ale nie doprowadziły do uświadomienia.
Czułam, że na najwyższe poziomy budynku należą do mojego wydziału. Według fabuły ja byłam na ostatnim roku studiów, albo właśnie miałam je kończyć. W pewnej chwili dowiedziałam się, że powinnam załatwić tam kilka spraw z osobami, które tam urzędowały. Niecierpliwie szukałam odpowiednich schodów i wyrzutni, żeby dostać się na samą górę. Ogarnął mnie stres, myślałam o swoich ocenach, egzaminach, które nie do końca poszły tak dobrze, jak bym sobie życzyła. Obawiałam się, że moja średnia na koniec studiów będzie nieciekawa.
Dotarłam na górę, znajdowałam się w czymś w rodzaju szklanej windy z niektórych centrów handlowych. Drzwi przede mną się otworzyły, znalazłam się w wąskim korytarzyku wypełnionym archaicznymi meblami. Przy małym biurku pod ścianą, blisko mojej windy, stała kobieta, która była jednym z prodziekanów czy kimś w tym rodzaju. Musiała ona jakoś znać moje obawy, bo na mój widok zawołała dość radosnym tonem: "O, pani M., dobrze panią widzieć. Czy naprawdę oczekiwała pani, że po kilku latach starań w ostatnim semestrze pani wszystko zepsuje?"
Zupełnie nie mogłam odgadnąć, czy to oznaczało, że miałam dobrą średnią na koniec, czy że właśnie zawaliłam.
=================================================================
Siedziałam w małym pomieszczeniu, oprócz mnie było tu co najmniej trzech albo czterech smutnych agentów w czarnych garniturach. Trochę w stylu Smitha z Matrixa. Dwóch siedziało przy małym stoliku o kwadratowym blacie, pracowali przy stojącym na stoliku laptopie. Kolejni - co najmniej jeden, możliwe, że dwóch - stali za mną. Widziałam, że do ich laptopa był podłączony mój YubiKey, ci ludzie usiłowali wydobyć z niego dane. Z jakiegoś powodu wiedziałam, że nie próbują wykraść moich prywatnych danych, ale główny klucz Internal Testing. Myślałam gorączkowo, czy zaprogramowałam YubiKey na pewno zgodnie z instrukcją producenta, wówczas na pewno wydobycie tego byłoby absolutnie technicznie niemożliwe, takie dane nawet nie byłyby obecne na urządzeniu. Wewnętrznie buntowałam się, ale byłam świadoma, że nie mogę nic zrobić, nie wobec ich przewagi nade mną, mogłam mieć tylko nadzieję, że nigdy nie zdołają dostać tego, czego chcą.
=================================================================
# Znów paraliż senny
# Spałam wtedy na rozłożonej kanapie w drugim pokoju, moja siostra na drugiej połowie.
Odpływałam, byłam w etapie pomiędzy całym spójnym obrazem z hipnagogów a pierwszymi scenami snu. Po krótkiej chwili wywaliło mnie, przed oczami miałam ciemność. Jak zwykle w takich sytuacjach otoczyły mnie głosy. Tym razem głównie jeden, głos mojej matki. Słyszałam jak ona albo więcej osób chodzi po pokoju, słyszałam ich kroki. W końcu zatrzymała się w pobliżu kanapy, na której leżałam i zaczęła mówić do siostry tymi losowymi zdaniami. Siostra jej odpowiadała - ja miałam przy tym pełną świadomość, że to też halucynacje a siostra już dawno śpi. Ale znów poczułam się co najmniej lekko niepewnie.
W pewnym momencie jakoś uniosłam oczy do góry pod zamkniętymi powiekami.
# Nie jestem pewna, czy nie próbowałam po prostu podnieść głowy, ale byłam unieruchomiona i wyszło tylko to.
Zobaczyłam coś w rodzaju dwóch czarnych kręgów otoczonych obwódkami światła, zawieszonych w próżni. Coś jak obraz zaćmienia słońca, w dwóch egzemplarzach, poziomo obok siebie i te kręgi nieznacznie się do siebie zbliżały.
Słyszałam, jak za moimi plecami głos mamy dalej mówi coś bez sensu, przestraszyłam się trochę, kiedy powiedziała coś o użyciu "słuchawki". Odebrałam to tak, że ona zamierza jakoś badać, czy ja na pewno śpię, czy nie jestem "obecna", czy nie obserwuję tego, czego nie powinnam, nie słucham jej ani innych głosów.
# To mi powoli zaczyna podsuwać pomysł na opowiadanie z pogranicza s-f i horroru
=================================================================
# Było potem jeszcze kilka snów, w których pojawiały się wątki egzaminów albo pisania prac i spowodowanego tym mojego stresu, w jednym z tych snów nawet pojawiła się myśl (pełna ulgi) "zaraz, ja przecież te studia już skończyłam i nie muszę dalej się martwić".
# Trochę podobne do tych w Quake III, na takiej mapie zawieszonej w pustce.
Przez chwilę bardziej zwracałam uwagę na odczucia, kiedy ich używałam, kiedy lądowałam po drugiej stronie nie zawsze na nogach, czasami nie było to idealne, jakbym nie do końca potrafiła wyczuć moment i synchronizować własnych ruchów z tym narzuconym krótkim lotem.
# Pojawiły się myśli o grach, ale nie doprowadziły do uświadomienia.
Czułam, że na najwyższe poziomy budynku należą do mojego wydziału. Według fabuły ja byłam na ostatnim roku studiów, albo właśnie miałam je kończyć. W pewnej chwili dowiedziałam się, że powinnam załatwić tam kilka spraw z osobami, które tam urzędowały. Niecierpliwie szukałam odpowiednich schodów i wyrzutni, żeby dostać się na samą górę. Ogarnął mnie stres, myślałam o swoich ocenach, egzaminach, które nie do końca poszły tak dobrze, jak bym sobie życzyła. Obawiałam się, że moja średnia na koniec studiów będzie nieciekawa.
Dotarłam na górę, znajdowałam się w czymś w rodzaju szklanej windy z niektórych centrów handlowych. Drzwi przede mną się otworzyły, znalazłam się w wąskim korytarzyku wypełnionym archaicznymi meblami. Przy małym biurku pod ścianą, blisko mojej windy, stała kobieta, która była jednym z prodziekanów czy kimś w tym rodzaju. Musiała ona jakoś znać moje obawy, bo na mój widok zawołała dość radosnym tonem: "O, pani M., dobrze panią widzieć. Czy naprawdę oczekiwała pani, że po kilku latach starań w ostatnim semestrze pani wszystko zepsuje?"
Zupełnie nie mogłam odgadnąć, czy to oznaczało, że miałam dobrą średnią na koniec, czy że właśnie zawaliłam.
=================================================================
Siedziałam w małym pomieszczeniu, oprócz mnie było tu co najmniej trzech albo czterech smutnych agentów w czarnych garniturach. Trochę w stylu Smitha z Matrixa. Dwóch siedziało przy małym stoliku o kwadratowym blacie, pracowali przy stojącym na stoliku laptopie. Kolejni - co najmniej jeden, możliwe, że dwóch - stali za mną. Widziałam, że do ich laptopa był podłączony mój YubiKey, ci ludzie usiłowali wydobyć z niego dane. Z jakiegoś powodu wiedziałam, że nie próbują wykraść moich prywatnych danych, ale główny klucz Internal Testing. Myślałam gorączkowo, czy zaprogramowałam YubiKey na pewno zgodnie z instrukcją producenta, wówczas na pewno wydobycie tego byłoby absolutnie technicznie niemożliwe, takie dane nawet nie byłyby obecne na urządzeniu. Wewnętrznie buntowałam się, ale byłam świadoma, że nie mogę nic zrobić, nie wobec ich przewagi nade mną, mogłam mieć tylko nadzieję, że nigdy nie zdołają dostać tego, czego chcą.
=================================================================
# Znów paraliż senny
# Spałam wtedy na rozłożonej kanapie w drugim pokoju, moja siostra na drugiej połowie.
Odpływałam, byłam w etapie pomiędzy całym spójnym obrazem z hipnagogów a pierwszymi scenami snu. Po krótkiej chwili wywaliło mnie, przed oczami miałam ciemność. Jak zwykle w takich sytuacjach otoczyły mnie głosy. Tym razem głównie jeden, głos mojej matki. Słyszałam jak ona albo więcej osób chodzi po pokoju, słyszałam ich kroki. W końcu zatrzymała się w pobliżu kanapy, na której leżałam i zaczęła mówić do siostry tymi losowymi zdaniami. Siostra jej odpowiadała - ja miałam przy tym pełną świadomość, że to też halucynacje a siostra już dawno śpi. Ale znów poczułam się co najmniej lekko niepewnie.
W pewnym momencie jakoś uniosłam oczy do góry pod zamkniętymi powiekami.
# Nie jestem pewna, czy nie próbowałam po prostu podnieść głowy, ale byłam unieruchomiona i wyszło tylko to.
Zobaczyłam coś w rodzaju dwóch czarnych kręgów otoczonych obwódkami światła, zawieszonych w próżni. Coś jak obraz zaćmienia słońca, w dwóch egzemplarzach, poziomo obok siebie i te kręgi nieznacznie się do siebie zbliżały.
Słyszałam, jak za moimi plecami głos mamy dalej mówi coś bez sensu, przestraszyłam się trochę, kiedy powiedziała coś o użyciu "słuchawki". Odebrałam to tak, że ona zamierza jakoś badać, czy ja na pewno śpię, czy nie jestem "obecna", czy nie obserwuję tego, czego nie powinnam, nie słucham jej ani innych głosów.
# To mi powoli zaczyna podsuwać pomysł na opowiadanie z pogranicza s-f i horroru

=================================================================
# Było potem jeszcze kilka snów, w których pojawiały się wątki egzaminów albo pisania prac i spowodowanego tym mojego stresu, w jednym z tych snów nawet pojawiła się myśl (pełna ulgi) "zaraz, ja przecież te studia już skończyłam i nie muszę dalej się martwić".





