20-09-2019, 11:34
Dzwonili do mnie. Powiedzieli, że lecą z kosmosu i muszą zabrać mi te książki. Nawet nie zauważyłem kiedy, gdy weszli przez okno. Jeden już brał książki. Miałem trzy wypożyczone z biblioteki. Oni musieli je wziąć, ponieważ w nich znajdują się dane, które poszukiwali, i które są im bardzo do czegoś potrzebne. Jeden zabrał książki. Drugi powiedział, że tego digimona pluszaka też muszą mieć. Nie wiedziałem skąd ta maskotka. Na pewno nie moja. Siostra też takich nie ma. Jeden z nich musiał odczytywać co było napisane długopisem na okładce grubej książki. Ciężko mu szło, czegoś brakowało. Wychodzili przez okno i mieli już odlatywać. Krzyknąłem do nich, że skoro biorą te trze książki, których nawet nie zdążyłem przeczytać, to niech chociaż ksero odeślą mi. Jeden z nich odpowiedział, że może oddadzą. Później byłą jakaś impreza. Siostra rozmawiała z gośćmi z rodziny. Opowiedziałem jej i mamie co się dziwnego stało, że kosmici byli. Potem zrobiło się ciemno. Spojrzałem przez drzwi na mój pokój. Znowu stali przy oknie w ciemności, ubrani cali na czarno. Wyskoczyli znowu. Poszedłem do dużego pokoju powiedzieć o tym mamie i siostrze. Było ciemno. Zaczęły mnie gonić duże pszczoły i szerszeń. Odganiałem się od nich. Usiadłem na kanapie i powiedziałem, że przyleciały pszczoły, i że ten szerszeń to szerszeń pszczeli, a nie osi. No i było tych dwóch znowu, cali w czerni, wyskoczyli przez okno. Nie wiem czy oddali te trzy książki.





