27-08-2019, 19:18
Znalazłem się w pustym kościele. Obok stał konfesjonał. Za chwilę przyszedł proboszcz. Zauważył mnie. Powiedział, że skoro jestem to może mnie wyspowiadać i usiadł w konfesjonale. Odpowiedziałem, że nie potrzebuję. Odszedłem na parę kroków. Położyłem się na brzuchu z myślą o unoszeniu się. Mówię do księdza, aby patrzył jak się unoszę. Uniosłem się może na milimetr. Chociaż za chwilę poczułem jakbym miał ulecieć za wysoko i zatrzymałem to. Wstałem i zacząłem podskakiwać. Tym razem lepiej mi szło. Skakałem może na półtora metra i powoli opadałem. Za każdym razem przebijałem się przez coś ciekłego i wychodziłem po za przestrzeń tego snu do innego, gdzie była cieplarnia z bujną zieloną roślinnością. Po chwili przeniosło mnie do domu do dużego pokoju i nic już nie dawało skakanie.





