24-08-2019, 14:21
Szedłem głębokim lasem. Patrzę, a tam biała lodówka. Otwieram ją, chcę się najeść jak najwięcej, ale chyba nic nie zdążyłem spróbować. Jakieś malutkie zwierzaczki lub krasnoludki stały za nią. Wiedziałem, że coś złego nadchodzi, las zrobił się ciemny. Po za tym ten obszar lasu powoli się zamykał. Musiałem uciekać. To czarownica mnie goniła. Gdy wyszedłem z lasu, czułem za sobą zbliżającą się ciemną obecność. Była wielka, potężna i bezkształtna. Nie odwracając się, czym prędzej przebiegłem wewnętrzną uliczkę. Jeszcze tylko przejdę przez główną ulicę i będę bezpieczny. Wtem pojawił się czarny samochód, a w nim wysłannicy czarownicy. Byli ubrani na czarno. Szukali mnie. Przebiegłem przez ulicę, a tam po drugiej stronie, nie wiadomo skąd, biegnie w moją stronę stado krów. One były szalone! Trochę panika, ale nie miałem wyboru, parłem do przodu. Miałem dziwne szczęście, bo za każdym razem, gdy krowa miała mnie już stratować, to albo udało mi się uskoczyć w bok, albo krowa mnie przeskoczyła. Po chwili nie było śladu po krowach. Pewnie pobiegły do tego lasu. Ten czarny samochód znowu się pojawił. Zatrzymał się na chwilę. Z tyłu siedziała dziewczynka. Chyba o coś się mnie pytali i zaraz pojechali.





