15-08-2019, 11:22
Miałem sto nasionek bananowca. Powiedziałem tacie, że gdzieś bym je zasadził. U nas na trawniku raczej nie, bo sto bananowców to za dużo na tak małej powierzchni. No to pomyślałem, że zasadzę w różnych miejscach na dzielnicy, taki żart będzie jak wyrosną te wszystkie bananowce. Później zobaczyłem kiście bananów rosnące na lampie. Były zarobaczone. Blisko obok tej lampy z bananami stał słup albo druga lampa. Tam miały swoje gniazdo wróble. Tamte robale z bananów przechodziły do ich gniazda. Jeden wróbel chciał lecieć. Zeskoczył ze słupa z rozłożonymi skrzydłami i tak je trzymał wyprostowane, bez ruchu. Spadał i spadał. To mrówki siedziały na jego skrzydłach i go obciążały. Obraz się przybliżył i nie, to nie były mrówki, to były malutkie wrony. Namyśliły się i zaczęły trzepotać skrzydełkami, dzięki czemu wróbel mógł lecieć.





