12-08-2019, 12:18
...Idę ciemnym gęstym lasem. W oddali zauważam wielkiego lisa w towarzystwie innych zwierząt. On był raczej połączeniem lisa z wilkiem, był czarno pomarańczowy. Słyszałem jak warczał. Jak najszybciej zmieniłem kierunek. W inną stronę szła jakaś kobieta. Lisowilk ją zauważył i powoli za nią podążał. W tym czasie wyszedłem na ulicę. Wszedłem do wielkiego budynku, aby się schować. Wydawało mi się, że widzę cień wielkiego stworzenia poprzez szyby drzwi.
Jestem w wielkim centrum handlowym. Wewnątrz znajduje się czarna kopuła. Ma kilka pięter. Na każde można się dostać ruchomymi schodami. Sprawdzam każde z nich. Na jednym jest restauracja z czarnymi siedzeniami. Dużo tam ludzi idzie tymi schodami. Rozmyślam nad tym, jak tam wejść, bo widzę tylko małe okienka. Wchodzę na dach tej kopuły, do czegoś w rodzaju kina. Siedzę sobie i jestem jednocześnie obserwatorem. Wszyscy ludzie siedzą na podłodze jakby w półśnie. Myślą, że oglądają jakiś film o mrówkach. Zauważam z lekkim przerażeniem, że w rzeczywistości mrówki chodzą po nich. Najpierw wchodzą na rękę, potem przechodzą po ciele w górę po szyi i analogicznie schodzą w dół. Tak jakby obrysowywały ludzkie kontury. Od razu wchodzą na drugą osobę (nie wiem czy wszyscy się trzymają za ręce czy trzymają je na podłodze), w sposób, że nie ma przerwy pomiędzy ludźmi, jest wielka, niekończąca się ścieżka. Większość z mrówek coś niesie, listki, a także kawałki śmieciowego jedzenia zgromadzonego za plecami ludzi. Właśnie obserwuję dziewczynę o blond włosach. Przez to, że na nią patrzę, budzi się z hipnozy. Widzi mrówki, ale nie rusza się, bo nie chce zwrócić na siebie uwagi mrówek, nie wiadoma jak by zareagowały, pewnie bardzo agresywnie. Po jakimś czasie mrówki znikają i "seans" się kończy. Zostaje kilka osób, które jako jedyne wiedziały o co w tym wszystkim chodzi. Mrówki żywiły się ludźmi. Jednocześnie wchodziły do ust ludzi i "karmiły" ich odchodami. W piasku i kurzu zostało trochę zdechłych mrówek i jedno podłużne gówno. Wychodzimy stamtąd.
Idę z "Indiana Jonsonem" (ma oczywiście kapelusz na głowie) po ciemnym lesie, gdy docieramy na jego skraj. Wychodzimy na zniszczony chodnik i na uliczkę przy blokach. Widzę jeszcze małego ludzika złożonego z kamieni lub betonowych kawałków, poruszał się po niską metalową ławką obok śmietnika. Wzdłuż chodnika stoi kilka kamiennych płyt. Wołam towarzysza wyprawy, aby zobaczył. Zwracam jego uwagę na to, że każdy ma otwory, zupełnie jak ten wielki kamień z poprzedniego snu, niektóre mają kształt usb. Wystarczy znaleźć klucz, aby zadziałało, wtedy wszystko się naprawi. Idziemy dalej. Na trawnikach gęsto od różnych dziwnych kwiatów. Zauważam ogromną lawendę. Nie jest fioletowa, ma nienaturalnie jaskrawy różowy kolor i ma dodatkowe drobne, żółte kwiatki. Wiem, że to jest zupełnie inna rzeczywistość, może nawet inna planeta. Dalej po lewej stronie znajdujemy inny kwiat, to wielki dzwonek, też ma taki sam żarówiasty, jak ta zmutowana lawenda, różowy kolor. Tu zdarzyła się jakaś straszna katastrofa. Idziemy. Zawiał mocny mocny wiatr. Poleciał kawał papieru i coś innego, może teczka, albo mała skrzynka. Ten papier przyciągnąłem do siebie za pomocą telekinezy. W naszą stronę szła kobieta (prawdopodobnie to ta sama co była wcześniej w lesie) i podniosła przedmiot. Obudziłem się wtedy.
Jestem w wielkim centrum handlowym. Wewnątrz znajduje się czarna kopuła. Ma kilka pięter. Na każde można się dostać ruchomymi schodami. Sprawdzam każde z nich. Na jednym jest restauracja z czarnymi siedzeniami. Dużo tam ludzi idzie tymi schodami. Rozmyślam nad tym, jak tam wejść, bo widzę tylko małe okienka. Wchodzę na dach tej kopuły, do czegoś w rodzaju kina. Siedzę sobie i jestem jednocześnie obserwatorem. Wszyscy ludzie siedzą na podłodze jakby w półśnie. Myślą, że oglądają jakiś film o mrówkach. Zauważam z lekkim przerażeniem, że w rzeczywistości mrówki chodzą po nich. Najpierw wchodzą na rękę, potem przechodzą po ciele w górę po szyi i analogicznie schodzą w dół. Tak jakby obrysowywały ludzkie kontury. Od razu wchodzą na drugą osobę (nie wiem czy wszyscy się trzymają za ręce czy trzymają je na podłodze), w sposób, że nie ma przerwy pomiędzy ludźmi, jest wielka, niekończąca się ścieżka. Większość z mrówek coś niesie, listki, a także kawałki śmieciowego jedzenia zgromadzonego za plecami ludzi. Właśnie obserwuję dziewczynę o blond włosach. Przez to, że na nią patrzę, budzi się z hipnozy. Widzi mrówki, ale nie rusza się, bo nie chce zwrócić na siebie uwagi mrówek, nie wiadoma jak by zareagowały, pewnie bardzo agresywnie. Po jakimś czasie mrówki znikają i "seans" się kończy. Zostaje kilka osób, które jako jedyne wiedziały o co w tym wszystkim chodzi. Mrówki żywiły się ludźmi. Jednocześnie wchodziły do ust ludzi i "karmiły" ich odchodami. W piasku i kurzu zostało trochę zdechłych mrówek i jedno podłużne gówno. Wychodzimy stamtąd.
Idę z "Indiana Jonsonem" (ma oczywiście kapelusz na głowie) po ciemnym lesie, gdy docieramy na jego skraj. Wychodzimy na zniszczony chodnik i na uliczkę przy blokach. Widzę jeszcze małego ludzika złożonego z kamieni lub betonowych kawałków, poruszał się po niską metalową ławką obok śmietnika. Wzdłuż chodnika stoi kilka kamiennych płyt. Wołam towarzysza wyprawy, aby zobaczył. Zwracam jego uwagę na to, że każdy ma otwory, zupełnie jak ten wielki kamień z poprzedniego snu, niektóre mają kształt usb. Wystarczy znaleźć klucz, aby zadziałało, wtedy wszystko się naprawi. Idziemy dalej. Na trawnikach gęsto od różnych dziwnych kwiatów. Zauważam ogromną lawendę. Nie jest fioletowa, ma nienaturalnie jaskrawy różowy kolor i ma dodatkowe drobne, żółte kwiatki. Wiem, że to jest zupełnie inna rzeczywistość, może nawet inna planeta. Dalej po lewej stronie znajdujemy inny kwiat, to wielki dzwonek, też ma taki sam żarówiasty, jak ta zmutowana lawenda, różowy kolor. Tu zdarzyła się jakaś straszna katastrofa. Idziemy. Zawiał mocny mocny wiatr. Poleciał kawał papieru i coś innego, może teczka, albo mała skrzynka. Ten papier przyciągnąłem do siebie za pomocą telekinezy. W naszą stronę szła kobieta (prawdopodobnie to ta sama co była wcześniej w lesie) i podniosła przedmiot. Obudziłem się wtedy.





