10-08-2019, 12:51
Archeolog był na brzegu jeziora, robił wykopaliska, czegoś szukał. Był podobny do Indiana Jonesa, miał też coś z MacGyvera. Panowała atmosfera zagrożenia, musiał się śpieszyć, bo niedługo dotrą tutaj drapieżniki. Wykopał trochę przy wodzie, trochę dalej, nic nie było. Kopał ziemię jeszcze dalej na lewo od wody. Coś znalazł i był zadowolony. Nie wiem co to byłą za skamielina, czaszka, statuetka czy coś innego? Scena się powtórzyła. Tyle, że tym razem to ja grzebałem w ziemi. Znalazłem jakiś ładny kamień, był pożyłkowany spiralnie, lekko zagięty, węższy i wydłużony na końcu. Widziałem, że było to kamienne narzędzie wytworzone przez człowieka tysiące lat temu. Odwróciłem się. Przyszedł do mnie wielki prostokątny kamień, był wyższy ode mnie. Miał kilka otworów w pionie. Zastanawiałem się czy może ten mały kamień, który okopałem był jakimś magicznym kluczem. Próbowałem włożyć go do każdej dziurki i przekręcić, może otworzy się przejście, tak myślałem. Niestety do żadnej dziurki nie pasował.
W innym śnie przemierzałem zawiłe korytarze jakiegoś budynku. Szybko biegłem szukając wyjścia. Chyba kręciłem się w kółko i co chwilę cofało mnie na wyższe piętra. Raz zobaczyłem UFO. Stało zaparkowane przed drzwiami, do którejś z sal. Nie wiem czy wydostałem się stamtąd.
Jechałem autobusem. Skojarzyłem coś co tam mogło się zdarzyć z jakąś śmieszną sytuacją, ale teraz nie pamiętam o co chodziło. Wysiadłem. Mama zakładała mi kartonowy szalik. Miało być to tymczasowe. Kartonowy szalik miał się zamienić w prawdziwy po odpowiednim ułożeniu. Wiedziałem jednak, że wygląda on na taki chuligański i ludzie z autobusu będą się patrzyć i śmiać (?) Przejechały w tym czasie dwa autobusy. Po chwili jeden się zatrzymał. Jakiś pan wołał do nas, że to źle, że taki szalik mam. Wstydziłem się tego. Powiedział, że nas ktoś podwiezie do domu samochodem. Jechaliśmy. Powiedział, że te tuje nie mogły tam być posadzone. Też się dziwiłem dlaczego drzewa rosną na środku ulicy. Zawróciliśmy i przejechaliśmy po nich. Teraz jechaliśmy skrótem, bardzo szybko. Nie wiedziałem, że są tu takie ulice i dziwne tunele.
Miałem stosik czekolad. Musiałem je schować do lodówki, bo było gorąco i w szafie by się rozpłynęły. Każdy w lodówce miał swoją półkę, przez co było mało miejsca. Przeniosłem półkę o jeden poziom wyżej. Teraz niestety mleko u góry się nie mieściło.
Szedłem schodami po lewej stronie ulicy. Były rozciągnięte na całą długość chodnika. Z naprzeciwka szła dziewczyna. Przeniknęła przeze mnie jak zjawa.
W innym śnie przemierzałem zawiłe korytarze jakiegoś budynku. Szybko biegłem szukając wyjścia. Chyba kręciłem się w kółko i co chwilę cofało mnie na wyższe piętra. Raz zobaczyłem UFO. Stało zaparkowane przed drzwiami, do którejś z sal. Nie wiem czy wydostałem się stamtąd.
Jechałem autobusem. Skojarzyłem coś co tam mogło się zdarzyć z jakąś śmieszną sytuacją, ale teraz nie pamiętam o co chodziło. Wysiadłem. Mama zakładała mi kartonowy szalik. Miało być to tymczasowe. Kartonowy szalik miał się zamienić w prawdziwy po odpowiednim ułożeniu. Wiedziałem jednak, że wygląda on na taki chuligański i ludzie z autobusu będą się patrzyć i śmiać (?) Przejechały w tym czasie dwa autobusy. Po chwili jeden się zatrzymał. Jakiś pan wołał do nas, że to źle, że taki szalik mam. Wstydziłem się tego. Powiedział, że nas ktoś podwiezie do domu samochodem. Jechaliśmy. Powiedział, że te tuje nie mogły tam być posadzone. Też się dziwiłem dlaczego drzewa rosną na środku ulicy. Zawróciliśmy i przejechaliśmy po nich. Teraz jechaliśmy skrótem, bardzo szybko. Nie wiedziałem, że są tu takie ulice i dziwne tunele.
Miałem stosik czekolad. Musiałem je schować do lodówki, bo było gorąco i w szafie by się rozpłynęły. Każdy w lodówce miał swoją półkę, przez co było mało miejsca. Przeniosłem półkę o jeden poziom wyżej. Teraz niestety mleko u góry się nie mieściło.
Szedłem schodami po lewej stronie ulicy. Były rozciągnięte na całą długość chodnika. Z naprzeciwka szła dziewczyna. Przeniknęła przeze mnie jak zjawa.





